Czasami dostajemy od innych rady, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu. Ja w drugi weekend października zrobiłem na przekór tym radom i z nieukrywaną radością wkroczyłem po raz kolejny do mojej strefy komfortu. Imprezy retro-gamingowe to zdecydowanie jedna z moich ulubionych rozrywek. Jak do tego odbywa się w moim mieście, to odpuścić nie mogłem, choćby niebo zaszło chmurami, a kolejka do wejścia ciągnęła się przez kilkadziesiąt metrów.

Games & Vintage Days odbyły się po raz drugi we wrocławskiej Czasoprzestrzeni w dniach 10-11 października 2026. Była to impreza towarzysząca Targom Japońskim NiuCon, a żeby się na nią dostać, należało wysupłać symboliczne 20 zł. Zajęty obszar w dawnej Zajezdni Dąbie został podzielony mniej więcej na pół, więc w sumie trudno powiedzieć, które z wydarzeń stanowiło dodatek do drugiego. Cosplayowców było mniej więcej tylu, co brodatych nerdów w rozciągniętych koszulkach. Zresztą współistnienie obu imprez jest dosyć naturalne – wszak pierwszy wrocławski konwent NiuCon organizował między innymi Jakub „borg” Rzepecki z Wrocławskiego Muzeum Gry i Komputery Minionej Ery i Retrogralni, który obecnie z ekipą odpowiada za przygotowanie Games & Vintage Days. Moja relacja pochodzi tylko z pierwszego dnia imprezy, ale tyle się działo od rana do wieczora, że atrakcjami można by było obdzielić kilka mniejszych wydarzeń tego typu.

Sobotni start zaplanowano na godzinę 10:00. Ja po krótkiej przejażdżce autobusem nr 143 pojawiłem się przed wejściem do Czasoprzestrzeni już o 9:30. I nie byłem sam. Stanąłem w kilkudziesięciometrowej kolejce przekonując się, że Wrocław to faktycznie miasto spotkań, jak głosi jego przekaz marketingowy. Obok 40-paroletnich brodaczy z lekko przerzedzonymi włosami, w wytartych dżinsach i bluzach z kapturem w lekkim deszczu stali barwni miłośnicy mangi i japońskiej kinematografii, w pełnej stylizacji na wzór ulubionych bohaterów gier, książek i filmów. Naprawdę doceniam pracę włożoną w przygotowanie tych strojów i znajomość kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. Okazało się potem, że kolejka do wejścia tuż po 10:00 wydłużyła się jeszcze bardziej, co przełożyło się na rekord frekwencji. Rok temu było ponad 12 tysięcy uczestników, w tym aż 16 258 i po tej liczbie można wywnioskować, że po pierwszej udanej edycji na drugą nie trzeba było nikogo szczególnie namawiać. W 2025 odwiedziłem Czasoprzestrzeń jeszcze niezrzeszony, w tym roku dumnie reprezentowałem Zapach Papieru w służbowej koszulce i niesłużbowej całej reszcie.
Obszar imprezy został podzielony na kilka stref. Głównymi były dwie hale Czasoprzestrzeni – w lewej obywał się NiuCon, w prawej Games & Vintage Days. Do tego siedem sal do prelekcji i warsztatów, strefa gastro i niewymieniona na stronie organizatora nieformalna strefa za głównymi budynkami, gdzie mimo niesprzyjającej pogody fani kultur japońskiej i joysticka spotykali się w mniejszych grupkach oddając się intensywnym rozmowom. Wszędzie tłumy, główne hale pękały w szwach przez większość czasu, a do najbardziej interesujących stanowisk trzeba było poczekać żeby się dostać. Prawa hala była być może trochę mniej oblegana, ale wielu z nas jest już w takim wieku, że być może stała w tym czasie w kolejce do geriatry. Natomiast przez lewą halę trudno było momentami przejść i widać, że dla młodych wielbicieli kultury japońskiej jest to wyjątkowe wydarzenie.


Zapowiedź Kambra dosyć szczegółowo opisywała atrakcje, które czekały na odwiedzających Games & Vintage, więc skupię się na subiektywnych wrażeniach i tym, co mnie spotkało podczas pierwszego dnia imprezy. Zaraz po przekroczeniu bramy wejściowej mój wewnętrzny kompas skierował mnie prosto do naszych zaprzyjaźnionych wydawnictw, których publikacje regularnie opisujemy na łamach Zapachu Papieru. Pierwszy przywitał mnie uśmiechnięty Jerzy Dudek z Retronics / Nordberg Polska. Jego stanowisko pękało w szwach od kolorowych, pięknie wydanych gazet oraz książek. Mój wzrok w pierwszej kolejności powędrował na czwarty numer Secret Service, którego premiera w czasie Games & Vintage nie była do końca pewna. Na szczęście wszystko się udało i już parę minut po 10:00 mogłem dzierżyć w rękach zakupiony egzemplarz z tradycyjną czerwoną okładką, na której dwie godziny później swój podpis złożył sam Pegaz Ass. Waldemar Nowak miał swoją prelekcję w niedzielę, ale niestety nie udało mi się już na nią dotrzeć, natomiast podczas podpisywania czasopisma miałem okazję zamienić z nim kilka zdań. Na stanowisku Retronics można było również nabyć czerwone skarpetki z logiem Secret Service, białe z napisem Bajtek, T-shirty, książki, jak choćby recenzowana niedawno przez nas „Historia gry Saboteur!„, gry, re-edycje popularnych w latach 90. czasopism gamingowych oraz gadżety komputerowe. Do wyboru, do koloru, żeby tylko portfel dał radę wytrzymać.

Tuż obok ekipy spod Warszawy ustawiła się jednoosobowa ekipa z Warszawy pod postacią Lidii Uklei, reprezentującej CD-Action. Gazetka miała początki w stolicy Dolnego Śląska, stąd można by rzec, powrót na stare śmieci. Pani Lidia miała co prezentować, bo oprócz licznych wydań kwartalnika na stoisku można się było zaopatrzyć w wydania specjalne czasopisma („Switch”, „RPG”, „League of Legends”, „ARHN”, „Pyrkon”, „Horrory”, „Seriale” i inne), egzemplarze „Retro” oraz interesujące książki, jak choćby „Nie podoba się, to nie kupuj” Smugglera, „Heroes of Might and Magic”, czy też „Gry, które trzeba znać”. Kusiły swoją ceną starsze egzemplarze CD-Action, które dostępne były po 8 zł, więc w cenie dwóch energetyków tudzież jednego małego kompletu kluczy imbusowych.
Pani Lidii po jej prawicy dzielnie towarzyszyła przez całą imprezę dwuosobowa reprezentacja PSX Extreme – Perez i Komodo, a w którymś momencie dołączył jeszcze do nich redaktor Kali. Panowie, podobnie jak na sąsiednim stoisku, oferowali wydania specjalne swojego miesięcznika („XBOX Extreme”, „PlayStation Extreme”, „Game Boy Extreme”, „PC Extreme”, „Atari Extreme”, „Amiga Extreme”, najnowsze „Nintendo 64 Extreme” i wiele innych). Do kupienia były również liczne książki – „Metal Gear Solid”, „Silent Hill”, „Resident Evil” oraz przecenione, starsze egzemplarze PSX Extreme. Z rozmowy dowiedziałem się, że na grudzień zaplanowana jest premiera drugiej części „PC Extreme” obejmującej lata 1997-2003 oraz że zapowiadana przez niedawno nas książka o GTA trafiła właśnie do druku.


Wizytę w strefie książkowo–czasopismowej zakończyłem na stanowisku Gamebooka. Ze Zbigniewem Jankowskim, który stoi za całym przedsięwzięciem, uciąłem sobie bardzo miłą rozmowę przy okazji przekazując pozdrowienia od naszego redaktora naczelnego i CEO Avoka. Gamebook oczywiście książkami stoi, które regularnie zapowiadamy, a potem recenzujemy na naszym portalu. Niektóre z nich robiły naprawdę ogromne wrażenie swoimi wymiarami („Heroes of Might and Magic”, „Księga CRPG” czy też „Mortal Kombat: Flawless Victory”). Inne, może tylko ciut mniejsze, kusiły do zakupu tematyką, kolorowymi okładkami i pięknymi wydaniami („Commodore Amiga. Nieoficjalne kompendium”, „Bajty Polskie 3.0”, „Almanach: Gry przygodowe Point and Click”, „Konsole do gier 2.0”.). Jeśli chodzi o branżę wydawniczą to brakowało tylko reprezentantów „Game Again” i „Komoda&Amiga plus”. Ale może za rok się zjawią, trzymam kciuki!

Po odwiedzeniu naszych zaprzyjaźnionych redakcji przyszedł w końcu czas na gry komputerowe. Ten obszar był podzielony na kilka mniejszych stref. Przede wszystkim mieliśmy od dyspozycji kilkadziesiąt stanowisk z retro sprzętem. Stare komputery i konsole dostarczyły takie organizacje, jak RetroSfera, Opolska Strefa Gier Retro, Stare Dobre Retro, Adammodore, Flashback Konsole i Gry, Fundacja Dawne Komputery i Gry (DKIG), Press Reset Crew i BITT GAME. Do dyspozycji zwiedzających oddano liczne Atari, Amstrady, Commodore, Amigi, Nintendo, ale też rzadziej spotykanego 8-bitowca Spectravideo SVI-738 X’press czy też konsolę Saba VideoPlay, której premiera odbyła się w 1977 roku! Mnie szczególnie ujęła gra w klon Ponga na polskiej konsoli Ameprod TVG-10 nietypowymi kontrolerami, których opanowanie wymagało chwili czasu. Warto dodać, że ta konsola była jedyną seryjnie produkowaną w Polsce na przełomie lat 70. i 80. XX wieku właśnie we Wrocławiu, w tutejszym zakładzie firmy Elwro. Na Games & Vintage Days pograliśmy również w Street Fightera na automacie dostarczonym przez Retro Arcade, starsze gry na emulatorze TimeStick i te najnowsze na Switchach II podpiętych do ogromnych monitorów. Ogólnie strefa Nintendo zajmowała spory obszar hali, a do zabawy na ich konsolach zachęcali liczni wolontariusze. Nie zabrakło również kilku sprzętów spiętych w sieci, na których odpalono kultowego Quake’a.

Nowością w porównaniu z zeszłoroczną edycją była strefa gier indie. Swoje najnowsze osiągnięcia zaprezentowali: Saltwave Studio (Breaker Boy), SevenRats („Inconceivable Rat Endeavour”), Creative Pawns (NoxTurn), Stoneware Game Studio (Rayborne), MolotDivision (SAMOPAL Protocol), Project MOX (Starkheim Tournament), Anaesthetic (Unwell) oraz G-REX games (Rescue Heli RH407). W te dwie ostatnie pozycje udało mi się zagrać i pogadać chwilę z ich twórcami. Pierwsza z nich, czyli Unwell od studia Anaesthetic, to klimatyczny survival horror z mocno zaznaczonym wątkiem psychologicznym. Druga, przy której spędziłem najwięcej czasu, to Rescue Heli RH407 od studia G-REX games z Białegostoku. Jest to rozbudowany symulator helikoptera ratunkowego w formacie 2,5D, gdzie wymagana jest spora precyzja w operowaniu gamepadem, mądre zarządzanie paliwem i znajomość praw fizyki. Zresztą autor tej gry jest fizykiem z wykształcenia, co przekłada się na duży realizm tego „indyka” i syndrom „jeszcze jednej misji”. Pełna wersja jest do kupienia na Steamie za niecałe 20 zł, ale można również ograć darmową wersję demo i dopiero wtedy zdecydować się na zakup pełnej wersji. Na profilu G-REX games możemy przeczytać, że to studio jednoosobowe, natomiast w rozmowie autor gry zdradził mi, że za oprawą muzyczną stoi częściowo jego przyjaciel z Wrocławia.
Dla osób pragnących nie tylko pograć, ale też zapolować na ciekawe promocje albo w jakiś inny sposób spędzić czas, organizatorzy przygotowali sporych rozmiarów strefę komiksu, stoiska z grami na płytach i kartridżach, retro konsolami, akcesoriami gamingowymi, gadżetami związanymi z imprezą (koszulki, kubki, długopisy i inne z logiem Games & Vintage Days rozprowadzane przez organizatorów wydarzenia), kolorowymi skarpetkami i szalikami (Kabak), strefę klocków (Klockorożec) i oczywiście zewnętrzną strefę gastro z licznymi food truckami i menu, które zawstydziłoby niejednego zdobywcę gwiazdki Michelin. Do kupienia były również figurki z drukarki 3D od „Lochy i Druki”, książki fantasy autorstwa Piotra Tango oraz akcesoria do gier RPG od RGFK.


Na koniec zostawiłem stały element większości tego typu imprez, czyli spotkania z gośćmi specjalnymi oraz prelekcje. Do Wrocławia zawitał między innymi Jussi Koskela, twórca słynnego Deluxe Ski Jump. Sympatyczny Fin (mój rówieśnik) czujnym okiem obserwował turniej w „Małysza” i chętnie rozmawiał z uczestnikami imprezy. Ja miałem okazję poznać go podczas pierwszej, lutowej edycji Pixelove Ole w Oleśnicy i zamienić z nim wtedy kilka zdań, więc tym razem nie zabierałem mu czasu. Z licznych prelekcji zdążyłem wbić się na trzy, których tematy były mi najbliższe. Pierwszym z nich był wykład o zapomnianych grach FPS z epoki DOS-a prowadzony przez Marcina Drewsa. Jego artykuły chętnie czytałem w Pixelu, natomiast na żywo zakres jego wiedzy robił jeszcze większe wrażenie. Po obiedzie w pobliskiej pizzerii posłuchałem Piotra Skoroka opowiadającego o komputerowych erpegach, które zdefiniowały gatunek. Na koniec zostawiłem sobie prelekcję (chociaż lepszym słowem mogłoby być w tym przypadku „show”) Krzysztofa „NRGeek-a” Micielskiego o najgorszych bohaterach gier wideo. Sala „Łącznik” pękała w szwach w trakcie tego spotkania, a publiczność szybko nawiązała dobry kontakt z prelegentem, którego najnowszą książkę „RETROSPEKCJE. Wychowani na pikselach” nie tak dawno zapowiadaliśmy na naszym portalu.
Przepraszam tych, których pominąłem, ale działo się tak dużo, że nie sposób spamiętać wszystkich miejsc i ludzi, których spotkałem w trakcie całego dnia imprezy. Wierzę, że przyszłoroczna edycja pobije kolejny rekord frekwencji i już teraz na nią zapraszam w imieniu organizatorów.














źródła zdjęć:
zbiory własne


No i indyk Unwell uplasowany na wish listach i w gg.deals
Świetnie, że nie pominąłeś obecności Indyków na konwencie – to cenna informacja dla osób, które chcą poznać całość przygotowanych atrakcji we Wrocławiu i być może wybrać się w przyszłym roku. Pozdrówka!
Jakby nie ciekawość Anarkiego, to byśmy się w sumie nie spotkali i nie pogadali: https://zapach-papieru.pl/2026/10/psx-extreme-nr-10-2026-349/comment-page-2/#comment-10952
Impreza świetna, ale wymagająca sporo nakładów pracy od organizatorów. Artur z GiKME powiedział mi, że w piątek do późnego wieczora rozkładał 70 przedłużaczy, żeby te wszystkie sprzęty podłączyć do prądu.
Świetna foto relacja, na bogato! Bardzo fajna impreza, czuć retro klimat. Zastanawiałem się, czy jechać, ale teraz widzę że nie było potrzeby. Po co Michałowi przeszkadzać 🙂