Gry, które trzeba znać. Tom IV


| Podtytuł: Perełki, crapy i średniaki | Autor: praca zbiorowa |
| Wydawca: Gaming Tech Esports Media SA | Data wydania: 10.12.2025 |
| Wydanie: Pierwsze | Format: 21 x 14,8 cm |
| Liczba stron: 632 | Cena: 99,99 zł |
Recenzja
Po trzech tomach z serii „Gry, które trzeba znać„, wydanych przez ekipę CD-Action, przyszedł czas na czwarty i ostatni. Zwiedzaliśmy już epoki „Od GTA V do Baldur’s Gate III„, „Od Silent Hilla 2 do Diablo III” oraz „Lata 90. (i okolice)„, teraz otrzymaliśmy książkę o podtytule „Perełki, crapy i średniaki„. Co tam tam tak błyszczy? Co tam tak brzydko pachnie? Co tam nie robi większego wrażenia? Sprawdźmy.
Jeśli czytaliście moją recenzję drugiego tomu, to zapewne pamiętacie, że już wtedy miałem pewien problem, o czym tu napisać. No bo wydanie, jak to wydanie, po raz kolejny otrzymujemy takie samo. Teksty, choć omawiają inne gry, to jednak pisane są przez tych samych autorów i utrzymane są na podobnym poziomie. W omawianym tytule nie mogło być inaczej.

Mamy tu jednak kilka różnic względem poprzednich edycji (w sumie to każdy tom różni się pewnymi szczegółami). Całość nie ma zamkniętych granic czasowych wyznaczonych przez premiery konkretnych gier. Co za tym idzie, materiał jest dość szeroki i począwszy od lat dziewięćdziesiątych sięga do czasów nam mniej lub bardziej współczesnych.
Książka została podzielona na sześć rozdziałów. Zaczynamy od „Niesłusznie pominięte„, w którym znalazły się produkcje warte uwagi, ale z jakichś względów nie trafiły to poprzednich wydań. Takie dopełnienie lektury. „Średniaki, które lubimy” skupia się na grach może niedoskonałych, zbierających średnie recenzje, ale mających w sobie to coś, co i tak skłania nas do trwonienia nad nimi czasu. Bo jak wiadomo, nie wszystko złoto co się świeci, a rozrywka to nie zabawa w tytuły najwyższych lotów. Przeciwieństwem jest rozdział „Słusznie pominięte„, który prezentuje produkcje, które krótko pisząc zawiodły. Zawiodły, ale niekoniecznie są totalnymi kaszanami. No bo czy Wet jest tak tragicznym tytułem? Wiem, wiem, Rubi gry nie czyni, ale spójrzcie tylko jej w oczy. A czy egranizacja Saw nie daje trochę radości z rozwiązywania kolejnych zagadek i przedzierania się przez duszne piwnice pełne pułapek? Szukanie granicy między crapem a średniakiem otwiera spore pole do dyskusji. Ale przejdźmy dalej. Rozdział „Na poboczu” skupia się na grach będących w pewnym sensie odpryskami głównych serii. W końcu każdy dłuższy cykl z czasem dorabia się takiego ptaka, który nie koniecznie jest brzydkim kaczątkiem, a nawet może być dumnym łabędziem, ale nie pasuje do stada. Opisanych zostało kilkanaście takich pozycji. „Siła marki” natomiast prezentuje produkcje bazujące na konkretnych uniwersach. Nie wszystkie były na tyle dobre by znaleźć się w poprzednich tomach, ale wiele a z nich zasługuje na uwagę i bliższe poznanie.

W każdym rozdziale gry ułożone są chronologicznie od najstarszych do najmłodszych, a pod koniec zawsze wygospodarowane jest jeszcze miejsce na jakieś serie. W końcu trafiają się całe cykle warte poznania. Na każdy tytuł zarezerwowano tradycyjnie dwie strony.
Jest jeszcze jeden rozdział, „Szerszy kontekst„, który różni się zasadniczo od wcześniejszych. Otóż zamieszczone w nim artykuły są dłuższe i przekrojowo (nie mylić ze szczegółowo) zajmujące się konkretną tematyką. Jeśli chcecie poznać najciekawsze gry oparte na „Władcy pierścieni” czy opatrzone nazwiskiem Toma Clancy’ego, albo zebrać kolekcję kart racerów, to już wiecie od czego zacząć. Zamieszczone tu teksty zdecydowanie nie wyczerpują tematu, bo każdy z nich spokojnie wystarczyłby na osobną książkę, ale są na tyle staranne, że dają czytelnikowi konkretny obraz zagadnienia. I fajnie.

Na koniec powrócę na chwilę do mojej recenzji trzeciego tomu. Wspomniałem tam o błędzie w druku, który zupełnie psuje wygląd grzbietów książek. Zapowiedziałem, że tom IV postara się to naprawić. I naprawił. Jak? Otóż nad ostatnim członem loga CD-Action umieszczono skaczącego Mario. Wiecie, że niby wybił się z poprzedniego tomu i dlatego tam opadły te literki. Pomysł ciekawy, ale ocenę efektu pozostawię już każdemu do samodzielnego osądu.
„Gry, które trzeba znać. Perełki, crapy i średniaki” ładnie uzupełniają trzy poprzednie tomy. Sporo tu gier, które tam się nie znalazły, a w sumie mogły. Kwestia selekcji. Mamy tu też opisaną garść tytułów, które zwyczajnie nie dowiozły: zapowiadały się na coś więcej, ale po drodze coś nie wyszło. Nie znaczy to jednak, że zasługują na zapomnienie. W końcu zostały wyryte w papierze, a to pomnik twardszy niż ze spiżu… a nie, czekaj. W każdym razie, jeśli ktoś ma poprzednie części cyklu, to i czwarty warto dokupić. Nawet chyba trzeba.
Zapach Papieru, news z dnia 15.5.2026
Galeria


źródła zdjęć:
https://sklep.cdaction.pl
zbiory własne