Wielu fanów PSX Extreme kręciło nosem na wydanie specjalne o Atari. Że to prehistoria, że tamtych czasów nie pamiętają, że nie o konsolach itd. Ale Perez nie odpuścił i postanowił pokazać im najważniejszy komputer w historii polskiego gamingu, serwując podróż do późnego PRL-u i tuż po jego upadku. A to, że nie pamiętają Atari, bo w tamtym okresie wchodzili na stojąco pod szafę lub nie byli w planach nie oznacza, że nie warto na ten temat poczytać. Bo naprawdę warto! Mnie nie trzeba była namawiać, bo to moje czasy i mój komputer, więc z radością sięgnąłem po ósmego „specjala”. Standardowo już kolorowego, z siedmioma okładkami do wyboru, na 132 stronach i za 34,99 zł.

Redaktorem naczelnym Atari Extreme jest Bartłomiej Kluska, historyk i pisarz, chyba największy znawca historii polskiej branży gier, piszący regularnie do wszystkiego, co się jeszcze ukazuje na papierze. A przede wszystkim atarowiec z krwi i kości. Jak każdy niegdysiejszy posiadacz Atarynki dobrze pamięta czasy jej popularności, zalety i bolączki, gry wgrywające się pół godziny, świetnego Barbariana, Krzysia Kubeczkę, walki klanowe itd. Oprócz redaktorów „szmatławca” (Graba, Kali, Dżujo, Kochaniec), Bartek do współpracy zaprosił sporo obeznanych z tematyką Atari ludzi z zewnątrz, jak Krzysztof [Kaz] Ziembik, Marek Pańczyk, Paweł Schreiber czy Bartłomiej [Voyager] Dramczyk (znany commodorowiec, jak się okazuje sporo wiedzący o marce z logo Fuji).
Redakcja nie wymyślała cudów i zdecydowała się na prosty podział materiałów na recenzje i publicystykę. Zacznijmy zatem od gier. Ich prezentacja nie ogranicza się, jak niektórzy mogliby sądzić, do tytułów na najpopularniejsze 8-bitowce serii XL/XE. Opisane zostały produkcje na niemal każdy sprzęt spod dłuta Atari. Recenzje rozpoczynają gry arcade, potem lecą tytuły na VCS-a, serię 400/800/XL/XE, ST, Lynxa i wreszcie Jaguara. Każdy opis mieści się na jednej stronie, zawiera kilka screenshotów i podsumowanie w formie metryczki z oceną. Metryczka podaje standardowe informacje: producenta i wydawcę, rok powstania, sprzęt obsługujący, plusy/minusy oraz ocenę. Ocena jest w pięciostopniowej skali, przy czym nie zauważyłem (i dobrze), by zrecenzowano kompletne crapy. W sumie opisanych zostało ponad 60 tytułów, a jeśli dodać do tego gry prezentowane w materiałach publicystycznych, jest ich blisko setka! Tak, E.T. też jest i nawet nie dostał najgorszej oceny 🙂
No właśnie. 100 gier robi wrażenie, ale w praktyce nie jest to dużo. Autorzy, opisując produkcje na wiele sprzętów, z natury rzeczy musieli się ograniczyć do kilku, najwyżej kilkunastu reprezentantów danej platformy. No i z „dużo” nagle zrobiło się „mało”. Oczywiście ucieszyłem się, że mogłem przeczytać o River Raid, Alley Cat, Montezuma’s Revenge, Ninja czy Boulder Dashu. Ale gdzie są moje kultowe Silent Service, Ghost Busters, Zybex, Karateka, Spy vs Spy czy Zorro? Pewnie wy też od siebie dorzucilibyście garść tytułów, o których zapomniano. Redakcja wykonała za to ukłon w stronę polskich produkcji, kiedyś dających sporo tlenu podupadającej platformie, i poświęcili im dużo miejsca. Oprócz gier znanych wszystkim, jak A.D. 2044, Barahir, Klątwa, Robbo czy Misja znalazło się miejsce na odrobinę mniej popularne tytuły: Janosik, Incydent, Inspektor, Książę czy Kolony.

Lećmy do publicystyki. Tu zaprezentowano materiały o tematyce niemal identycznej jak w poprzednich „specjalach”, tyle że dotyczące omawianej platformy. Znajdziemy więc m.in. teksty o historii firmy Atari, automatach z jej szyldem, polskich atarowcach, a także najlepszych strategiach, RPG-ach i tekstówkach. Poczytamy również o bieżącej kondycji platformy, demoscenie, nowych grach i projektach. Polecam wywiad z Arkadiuszem [Larkiem] Lubaszką, twórcą… zresztą sami sprawdźcie czego. Przyglądniemy się Atari okiem fana Commodore (tak, tego fana), a na deser skonsumujemy historię polskiej prasy o Atari. Świetny tekst, chętnie jego twórcę przyjęlibyśmy w poczet autorów Zapachu Papieru, gdyby nie to, że już tu od 13 lat jest 😉

Wspomniałem, że opisane są gry na niemal wszystkie platformy Atari, ale hardware’owi również poświęcono wiele miejsca. Poza artykułami o wspomnianych wcześniej VCS, XL/XE/ST, Jaguarze i Lynxie, na łamach magazynu znajdziecie teksty o Atari XE Games System, Atari Portfolio i modelach 5200 i 7800. Materiały zawierają też zestawienia największych przebojów, jakie powstały na dany sprzęt. Malkontentom którzy narzekali, że nie będzie o konsolach, mówię: konsol jest tu więcej jak komputerów!
Sięgam pamięcią wstecz. Atari 800XL był moim drugim komputerem. Po dwóch latach, w trakcie których ograłem wszystko co było na nim najlepsze, z braku dopływu świeżych tytułów zdecydowałem się na zmianę obozu. Lecz gdyby świat nie zapomniał atarowcach, trzymałbym go dłużej? Na pewno tak (choć musiałbym wymienić magnetofon na stację dysków), bo jako sama platforma do zabawy bardzo mi się podobał. Do dziś mam zresztą sentyment do znaczka Fuji, na półkach komórki Harry’ego Pottera ukrywam trochę atarowskiego stuffu. I wiecie co? Naprawdę zużywają niewiele węgla! 🙂
Nie przedłużając, zapraszam do zakupu magazynu i lektury tych, którzy się jeszcze na Atari Extreme nie zdecydowali. To obszerne kompendium wiedzy zarówno pod względem historii marki, jak i jej egzystencji w teraźniejszości. Dla boomerów z moim peselem będzie to z pewnością ulubione wydanie specjalne „szmatławca”, ale również młodsi nie powinni być zawiedzeni. Dobrze jest złapać trochę wiedzy o korzeniach polskiego gamingu, a nie tylko powtarzać bezrozumnie „Atarowca wal z gumowca!” 😉






źródło zdjęć:
Atari Extreme nr 1/2026 (8)

– – – = = = COŚ OPTYMISTYCZNEGO = = = – – –
Felieton #8/2026
Jedna z piosenek Kasi Kowalskiej. Przyszła mi na myśl, gdy zastanawiałem się nad tytułem tegoż mojego odniesienia się do artykułu Avoka, zamieszczonego na łamach „Atari Extreme”. Który to zatytułowany jest (dobrze się domyślacie)…
POLSKA PRASA O ATARI
„Atari zdominowało polski rynek, a wraz ze wzrostem popularności rosło zapotrzebowanie na specjalistyczną prasę.”
Możliwe. Ja miałem Schneidera, więc to wszystko mnie omijało.
„W krajach za żelazną kurtyną ukazywało się sporo atarowskich czasopism. (…) Magazyny były grube (pojedyncze numery często przekraczały objętość 100 stron), kolorowe, ukazywały się regularnie i zawierały najświeższe informacje. Zupełnie inaczej niż w Polsce.”
Ostre pióro Avoka. No czyli u nas było jak?
„Prasa komputerowa w PRL-u funkcjonowała w realiach partyjnych walk o wpływy i permanentnego kryzysu gospodarczego, stąd większość magazynów wydawano jako dodatki do „poważnych” tytułów.”
Od czegoś trzeba zacząć.
„(…) a w lutym 1988 r. również wydania specjalnego „Bajtek: Tylko o Atari”. Numer miał duży, „bajtkowy” format, 32 strony, w środku zaś listingi, teksty o programowaniu, użytkach i sprzęcie, a także oczywiście opisy gier.”
Wydanie specjalne! Silnik dodatkowy! A jaki ciąg?
„Stutysięczny nakład rozszedł się błyskawicznie.”
o_O
„W październiku 1990 r. na rynku pojawił się pierwszy numer dwumiesięcznika „Moje Atari”.”
No dobrze, a tutaj jaki był nakład i jak szła sprzedaż?
„Nakład (105 tys. egzemplarzy) i objętość (32 strony) okazały się jednak zbyt małe jak na potrzeby użytkowników tego komputera.”
O_o
„Na początku 1991 r. w kioskach pojawiły się więc „Tajemnice Atari”.”
Czyli jednak nie było aż tak źle. To znaczy – po opadnięciu żelaznej kurtyny – zaczęliśmy nabierać wiatru w żagle.
„Galopująca hiperinflacja i związana z tym ciągła podwyżka kosztów papieru, druku i kolportażu zmuszały wydawcę pisma do podnoszenia ceny praktycznie każdego numeru.”
Ale hardcore! Na szczęście obecnie nie ma takiego ryzyka.
„W efekcie na początku 1991 r. magazyn kosztował 4 tys. zł, na koniec – 8900 zł i drożał dalej.”
o_O
„W nr. 10/1993 (30. ogólnego zbioru) powiało optymizmem – powrócono do 32 stron, a Jarosław Syrylak zakończył wstępniak pozytywnym „Do zobaczenia”.”
Coś optymistycznego!
„Niestety, rozminął się z prawdą, bo był to ostatni numer tego znakomitego periodyku.”
Nevermind.
„W połowie 1992 r. na rynku pojawił się „Świat Atari” – tworzony przez kolejnego dewelopera i wydawcę programów na Atari, firmę Mirage.”
Toć mówię! Nie było aż tak źle.
„(…) w połowie 1993 r. wydając „Atari Magazyn”. Pierwszy numer dwumiesięcznika, wydrukowany w nakładzie 50 tys. egzemplarzy, liczył 52 strony i kosztował 20 tys. zł.”
W sumie to nawet było… nieźle.
„Tymczasem trzeci numer trafił do kiosków dopiero po czterech miesiącach, w dodatku na gorszym papierze.”
Nevermind.
„Pierwsza połowa 1994 r. oznaczała kolejne opóźnienia, numery łączone, podwyżki cen i spadek nakładu o połowę.”
Nie było tematu.
„Kolejny atarowski periodyk upadł, zanim się naprawdę rozkręcił, kończąc żywot na dziewięciu numerach.”
Podobnie było z jeszcze innymi magazynami, opisanymi w dalszej części tegoż obszernego artykułu. Najlepiej sami go przeczytajcie. Wszystkie te tytuły (przytoczone przez Avoka) były jedną wielką czarno-białą nadzieją na kolorowe jutro. Które nie nastawało. Inne przykłady?
„W sumie wydano trzy numery w 1992 r. i trzy w kolejnym. „STEfan” z września 1993 r., w którym cieszono się, że Atari wychodzi z impasu, okazał się ostatnim.”
Ano właśnie.
„W pewnym sensie jego następcą zostało „Desktop Info”, czyli „biuletyn informacyjny dla sprzedawców sprzętu Atari”, ponownie autorstwa ludzi z Atar System. Była to dwunastostronicowa, bezpłatna broszurka, drukowana w nakładzie 500 egzemplarzy i rozprowadzana pocztą dla klientów firmy.”
Po co?
„W pierwszym numerze przetestowano Jaguara, w drugim Lynksa i Falcona 030. W trzecim… no tak, skończyło się na dwóch.”
Kończ, Avok!
„W styczniu 2000 r. ukazał się pierwszy numer pisma „Atari Fan” (…) miało być kwartalnikiem (…) w ciągu pięciu lat udało się wydać raptem cztery numery.”
Wstydu oszczędź!
„W 2002 r. premierę miał magazyn o wdzięcznej nazwie „Atarynka”. Pisemko (36 stron, 150 egzemplarzy nakładu) (…)”
Przynajmniej mieścił się na tylnych siedzeniach „malucha”. W sumie to pewnie nawet na jednym, gdy to sobie wyobraziłem.
„Do końca 2002 r. Paweł Sikorski wydał trzy numery, w kolejnym roku dwa. We wstępniaku do numeru piątego pisał „Na pewno pojawi się numer szósty, co dalej – nie wiem, wszak Wy tego pisma nie kupujecie…”. Numer szósty już się nie pojawił.”
Avok, nooo, mam już dość. Kończ tę opowieść.
„Tu moglibyśmy zakończyć naszą opowieść, ale w 2017 r., podczas imprezy Silly Venture, powrócił „Atari Fan”. (…) Od tego czasu co parę lat, nieregularnie, lecz konsekwentnie wydawane są kolejne numery.”
Chociaż… tym razem na dłużej… coś optymistycznego. []
Ja tylko nadmienię o tym – pod recenzją tegoż wydania specjalnego od miesięcznika – tu na ZP, że na FB miesięcznika tylko nadmienili o ZP, na którym zrecenzowano powyższe wydanie specjalne od miesięcznika.
https://www.facebook.com/PSXExtremePL/posts/pfbid027CAn72gZhhYh6VuhVCXzo2UBt3VKY3RhQczjzivdvPGk232NBbT223wnZUgVr48rl
Pomysł (sam w sobie) nie jest nowy, gdyż identycznie było w przypadku „Game Again” #4, o tutaj…
facebook.com/gameagainpolska/posts/pfbid0x2XxcSdgQ8ZmnAMhvgTF4FDW1LcasPCC1xA5NMNziC4TGRsp3mYQo5zD8MZdL3Lsl
Aczkolwiek ciepło się robi na sercu (w obu przypadkach), gdy widzi się taki wpis. Natomiast równie miłym akcentem byłoby, gdyby dyskobol podobnie uczynił – dajmy na to w przypadku kolejnego numeru (#348), w pełni urodzinowego.
Byłby wtedy swoisty hattrick. A dzisiaj o 20:45 będzie mecz o wszystko, ze Szwecją. Jaki wynik typujecie?
No i namówiłeś 🙂 Ja co prawda byłem z dziada pradziada commodorowcem, kolega miał Atari i trochę pograłem u niego na tym sprzęcie.
Ja tyż amigowiec, ale kupiłem i wciągnęło. 3 dni czytania i już 2/3 za.
Pod mirrorem powyższego artykułu (na FB „Zapachu Papieru”) pojawił się feedback tego wydania specjalnego (w komentarzu jednego z internautów)…
https://www.facebook.com/ZapachPapieru/posts/pfbid059TRrYM6xWxKtpk1iXjnBsTGMuyD5CAF1AocLxjZRyxD1PNH3ftT6w52KL4TYE8pl?comment_id=1271582101812991
„Wielu fanów PSX Extreme kręciło nosem na wydanie specjalne o Atari. Że to prehistoria, że tamtych czasów nie pamiętają, że nie o konsolach itd.”
Wliczając ten komentarz (16 reakcji)…
https://www.psxextreme.info/topic/128744-atari-extreme/#comment-5548075 xD
„A to, że nie pamiętają Atari, bo w tamtym okresie wchodzili na stojąco pod szafę lub nie byli w planach nie oznacza, że nie warto na ten temat poczytać.”
Avoook! o_O
„Ale gdzie są moje kultowe Silent Service (…)”
Grałem na Schneiderze. To znaczy łaziłem po pokładzie jak napruty, gdyż nie miałem pojęcia, co tam trzeba robić. Potrafiłem patrzeć przez peryskop, wyświetlić boczny widok okrętu podwodnego – z podziałem na sekcje i… już nie pamiętam czy coś jeszcze. No to się nacieszyłem grą, nie ma co.
Ciekawe, czy ktoś się kiedyś szarpnie, żeby stworzyć wydanie specjalne poświęcone właśnie Schneiderowi. Albo ZX Spectrum, chociaż to chyba był już mniej niszowy komputer w Polsce w porównaniu ze Schneiderem. Czytałbym z czystej ciekawości.
Nieee no. „Schneider Extreme”? Nisza nisz. Moooże… kieeedyś… prezes Perez rzuci się na tę… iście głęboką wodę (to znaczy szacowany nader niski popyt na to wydanie specjalne). Nieee no. Forumek (z całym szacunkiem) by go zjadł za ten pomysł. Pomarzyć można. Mic de Goc, dziękuje Tobie za ten komentarz.
Tymczasem Moraś dzisiaj sprawił, że moje EGO osiągnęło… czwartą prędkość kosmiczną.
Puszki opróżnione. To znaczy puszki z maną, w jakimś tam RPG-u. Idę spaciu. Dobranoc wszystkim. Do jutra. Peace.
Ciekawe ilu było (jest?) użytkowników Schneidera. Trzeba by zerknąć do starego Top Secreta i wyników ich ankiety. To muszą być ciekawe historie – jak ktoś zdobył taki sprzęt, w co grał, co tworzył, skąd brał oprogramowanie, z czym miał problemy. Pewnie było sporo sytuacji podobnych do tych, jak ta opisana w wywiadzie z chłopakami z muzeum, związana z nabyciem przez jednego ze zwiedzających konsoli Vectrex w Niemczech. Mówię Ci Anarki, jest potencjał, jakby ktoś to zebrał i opisał.
Szansa na Schneider Extreme jest zerowa. Te komputery były na szarym końcu, jeżeli chodzi o liczbę użytkowników 8-bitowców. Wystarczy zerknąć na statystyki z TS4. Prędzej zrobią numer o Commodore 8bit albo Spectrum.
Na pocieszenie zostaje ten arykuł, przedruk z Pixela:
https://polygamia.pl/klan-amstrada,6562436517963905a#:~:text=A%C5%BC%20do%201985%20roku%20takiemu%20ograniczeniu%20podlega%C5%82,kt%C3%B3rego%20sercem%20jest%20wykorzystywany%20r%C3%B3wnie%C5%BC%20w%20ZX
Muszę poszukać gdzieś w szafce oryginału.