Strona główna » Newsy » Top Secret nr 9, 2-3/1992

Top Secret nr 9, 2-3/1992


Opublikowano: 15/09/2026 | Autor: Kambr Ordowik

Dawno już nie widzieliście we wpisach Zapachu Papieru okładki nowego numeru Top Secretu. Udało nam się (dobra, biję się w piersi, udało się mnie) osiągnąć przerwę w opisach dłuższą niż w 1992 roku. Ale koniec tego. Próżne nadzieje, dalej będę męczył ochotników opisami historycznych numerów. W ramach tej serii czas na przybliżenie rewolucyjnego numeru 9 oznaczonego jako 2-3/1992.

Jak to było? Nastoletni fani TS oczekujący wytrwale na pojawienie się nowego numeru mogli wiosną 1992 roku poczuć się zaskoczeni. Nauczeni doświadczeniem poprzednich miesięcy błądzili wzrokiem po kioskowej witrynie w poszukiwaniu wystającego spomiędzy innych tytułów napisu TOP SECRET złożonego z charakterystycznych białych liter na czarnym tle. Niczego takiego jednak odnaleźć nie mogli. TS czekał na spostrzegawczych, jak gdyby nigdy nic, połyskując nową żółto-czerwoną okładką. Czyja to sprawka?

Obiecanka w TS 8

Przypomnijmy, zgodnie z zapowiedzią Marcina [Martineza] Przasnyskiego we wstępniaku TS 8, kolejny numer ukazać się miał w nowej szacie graficznej i na innym papierze. Duet Martinez i Waldemar Nowak [Pegaz Ass] przysiadł mocno nad tematem i, po dzisiejszemu, dowiózł nowy wygląd Top Secreta. Co znalazło się w pakiecie zmian? Czy były to jedyne niespodzianki?

Okładka nabrała kolorów – dominowały na niej teraz czerwony i żółty. Magazyn łatwiej trzymało się w rękach – z dużego 240×340 mm format zmniejszono do 210×297 mm, czyli zastosowano klasyczne A4. Przygotowano nowe logo, a w zasadzie dwa.

Pierwsze, inspirowane kształtem pieczęci utajnienia, czarne na czerwonym tle, znajdowało się na górze okładki.

Logo okładkowe

W redakcyjnej stopce widoczny był z kolei napis Top Secret złożony z czerwonych liter w żółtym obramowaniu. Stare logo i dwa nowe widać dobrze na stronie z kuponami.

Logo ze stopki
Stare i dwa nowe – trzy loga na jednym ujęciu (kupony w TS 9)

Wiele wysiłku włożono w uporządkowanie układu pisma. Działy zajmowały zwykle jedną lub dwie pełne strony, opisy też już nie „rozłaziły” się po stronach, jak to w przeszłości bywało – ćwierć strony tu, pół ostatniego akapitu tekstu hen daleko. Wydzielono części zawierające recenzje gier występujących na platformach 8-bitowych, 16-bitowych lub na obu. Zwiększyła się zdecydowanie czytelność tekstu.

Za krok milowy w historii czasopism o grach uznaję jednak wprowadzenie oceny każdej gry przedstawianej w metryczce. Podawano platformy, na których dostępny był tytuł, kategorię 8, 8/16 lub 16-bit. Ocenie podlegała muzyka, grafika i stosunek ceny do wartości gry, na samym dole zamieszczano ogólną ocenę typu: Można zagrać, Dobra, Bardzo dobra, Super! Metryka zadomowiła się w gazetach o grach na długo, jakkolwiek już w kolejnym numerze (pewnie w związku z niżej opisanymi zdarzeniami) wyglądała inaczej.

Wzór metryki z ocenami!

Dlaczego inaczej, skoro dopiero ją wprowadzono? Bo zmiany w Top Secret, i to poważniejsze, nie zatrzymały się na numerze dziewiątym. Oto bowiem autorzy nowej szaty graficznej pisma postanowili opuścić szeregi redakcji. Można spekulować na temat przyczyn. We wstępniaku do numeru 9, pod którym podpisali się Marcin Borkowski znany jako Borek i Jarosław Młodzki (jako Zarząd wydawcy – Spółdzielni Bajtek), zawarto dość enigmatyczne wyjaśnienie, pozostawiające podejrzenie, że jednak nie była to wyłącznie spontaniczna decyzja redaktora naczelnego (Marcin Przasnyski – Martinez) i sekretarza redakcji (Waldemar Nowak – Pegaz Ass) podyktowana chęcią „uporządkowania spraw osobistych” [poszło o kasę, to już dziś wiemy – przyp. Avok].

Tym samym kolejne numery TS tworzyć musiała zupełnie nowa ekipa, posiłkująca się klonami redaktorów, powoływanymi do życia przez Borka. Zmiany kontynuowano, nie było odwrotu. Top Secret nie wrócił już do wyglądu znanego z pierwszych numerów. Fani charakterystycznej naklejki na okładce numeru 9 mogli za jakiś czas odnaleźć ją w nieco innych okolicznościach.

Uwaga! DANGER tu…
.. i DANGER tam

O nowej ekipie i klonach będzie okazja napisać w opisie kolejnego numeru. Nie sposób nie wspomnieć o innych wydarzeniach z numeru 9: debiucie duetu redaktorskiego Alex & Gawron oraz Piotra [Plis-a] Liszewskiego, nowym dziale Mega Preview, pewnej Sekretarce i drugiej ankiecie dla czytelników z hasłem wiodącym „Bezkarność gwarantowana II”.

Po więcej szczegółów, smaczków i wspomnień zapraszam do zasobów Encyklopedii Zapachu Papieru, gdzie opisujemy kolejno numery starych czasopism o grach. Posłuchajcie lepiej dobrej rady, żeby potem nie było:

Lepiej poczytajcie!
Top Secret nr 9 – przednia okładka
Top Secret nr 9 – tylna okładka

źródło zdjęć:
Top Secret nr 9, 2-3/1992

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

9 Komentarzy

  1. Na wlepki była moda. Każdy tytuł taką wlepką, gwiazdką czy kółkiem coś tam na okładce do czytelników juz zza kioskowej szyby pokrzykiwał, obiecywał lub przynajmniej mrugał okiem. Witaj szkoło, nieczynne wakacje itp. itd. Co do pieczęci, słabo mi się kojarzy, kilka razy się upewniałem w researchu, że o pieczęć chodziło. Dla mnie to logo, to jakby okres przejściowy. Kształt nowy, litery jeszcze w stylu starych. Z kolei te nowe litery w trzecim logo, w ogóle mi się nie podobały.

    1. Bazowałem na Twoich słowach (z powyższej recenzji), odnosząc się do tej „pieczątki”. To znaczy wzorowania się na niej. Tylko że skoro owa miałaby zostawiać swój ślad na dokumentach klasy takiej właśnie, to skąd niby szary człowiek miałby znać jej wygląd? Rozumiem, kwestia umowna. Nie będę się więc czepiał tej pieczą…

      Ale takiej cyrkowej to by w Pentagonie nie mieli!

      Jeszcze w kwestii wlepek… Czy Perez mógł w miesięczniku zostawić tamtą z… liczbą stron? Hmmm… sam nie wiem. Jak Ty uważasz?

      Mic de Goc? Avok? Jak Wy postrzegacie tę kwestię? Przez chwilę zastanowiłem się nad tym. Uważam, że dobrze, iż ją usunął. Czy taki (dajmy na to) „EDGE” ma takie (że się tak wyrażę) chwalipięctwo?

    2. Zatem w kwestii logo, to by było w zasadzie na tyle, jeśli chodzi o moje czepia…

      Jednorazowy wybryk!

      https://zapach-papieru.pl/encyklopedia-pism/top-secret/#tab-spisnumerw

      Pierwotny logotyp (oraz znów wszystkie kolejne po tamtym dziwolągu, nawet w Łapuszowym returnie) był… najlepszy. Gdyż był… akuratniejszy. No dobrze, wzorowano go na typowo wojskowej czcionce. To znaczy na tym, ile farby zostaje na czymś, gdy napis nakłada się przez te arkusze z wyciętymi literami/cyframi. Ale właśnie takiej grafice jest nader bliżej do tematyki TOP SECRET.

      Już więcej nie będę się cze…

      W #44 logo jest bardzo dobrze wyeksponowane. Czytelne nawet wtedy, gdy człowiek jest jeszcze w dalszej odległości od kiosku.

      Natomiast nie wracając już więcej do tematyki logoty…

      Dlaczego w #4-5 był taki wielgachny?

    3. Teraz dopiero zauważyłem, że to dziwaczne logo TAKŻE ma wojskową czcionkę. Ale po co te wszystkie udziwnienia graficzne zrobili? Co to niby miało dać? Chociaż w sumie fajnie komponuje się z grafiką napisu „TIME WARP” na tylnej okładce.

      Te chodzące kości pokazane na tylnej – są tym, co zostało z kolesia na przedniej?

      https://zapach-papieru.pl/wp-content/uploads/2025/08/pegaz11.jpg.webp

      Nie, nie będzie jeszcze tylko słowa. Już siedzę cicho, Panie Pegaz. Ja żartowałem.

  2. Chyba jestem jedyny któremu ten numer wybitnie się nie podoba. I ta wielkość, i ten layout, i ta słaba jakość druku, i te paskudne metryczki… Ja naprawdę początkowo myślałem, że to takie coś powstało na kolanie i dlatego był to wybryk jednorazowy, niepowtórzony, a jak potem okazało się, dla wszystkich to była rewolucja.
    Ja chyba zawsze byłem inny… 😉

    1. Mnie natomiast dziwi logo. Co to w ogóle jest? Ja rozumiem, że to miała być taka fajna pieczątka rodem z Pentagonu, może nawet z czasów kryzysu kubańskiego. Ale jako… logo? Tak, wiem, wtedy był rok 1992. Zaledwie 4 lata później, „CD-Action” u siebie miało… dyskobola rzucającego płytą. Stojącego na płycie. No i co on komu wadził? Na szczęście powrócił. Tylko taki malusi, u góry, z okazji… 30 LAT MAGAZYNU. Te wlepki też archaiczne. No ale jakie miały być w 1992? Dzisiaj się już takich…

      132
      STRONY!

      Ale „Retro”. Więc takie wlepki być… muszą.

      W sumie to chyba czepiam się bezzasadnie.

    2. Mnie też się nie podobał. Choć patrzyłem z innej perspektywy. Brat cioteczny pożyczył mi nr 12, gdy kupiłem Amigę jesienią 1992. W oczekiwaniu na kolejny numer pożyczałem kolejne, starsze numery. Aż dał mi nr 9. Po przeczytaniu 10, 11 i 12, 9-ka wydawała mi się w ogóle inną gazetą. Myślałem, że jest drugi, konkurencyjny tytuł. Kolory i styl mi nie pasowały, zalet w postaci uporządkowania treści i rozkładu względem wcześniejszych numerów nie widziałem, ponieważ moje wcześniej przeczytane były późniejsze. Metryki w 11 czy 12 też już „po prostu” były. Dopiero teraz, gdy opisuję po kolei, widać jednak postęp.

    3. Tak brzydkie, że aż ładne. Trochę jak BMW Z3 coupe albo Franko: The Crazy Revenge. Setki okładek przeleciało przed oczami, a ta została w pamięci do tej pory. W czym tkwi sukces? Nie wiem. Może w tym samym, co w rock 'n’ rollu. Zamierzchłe czasy, ale jak zagrają, to nóżka chodzi.