Już w przyszłym tygodniu kolejna premiera książkowa, tymczasem uzupełniamy naszą bazę i opisujemy pozycje starsze, ale warte grzechu. Przeczytajcie recenzję wydanego w 2018 roku woluminu, którego nie powstydziłby się na półce żaden szanujący się gracz.
Piotra [Micza] Mańkowskiego miłośnikom pism o grach przypominać raczej nie trzeba. Może przedstawię go tym, którzy zapuścili się w te rejony pierwszy raz albo są mocno zaniedbani przez prasę komputerową. Redaktor Secret Service, Resetu, Clicka! i Pixela, gdzie przez kilka lat był naczelnym, postanowił napisać „Wielką księgę gier”, co może wydawać się zadaniem ambitnym i przez niektórych uznanym za niewykonalne. Bo do tworzenia encyklopedii gier wideo przymierzał się już niejeden i książka, która obejmowałaby wszystkie tytuły nigdy nie powstała i raczej nie powstanie. Ale Piotr Mańkowski zdobył już doświadczenie w przekrojowym pisaniu o grach, bo już w latach 90-tych wraz z Aleksym Uchańskim i Piotrem Gawrysiakiem stworzyli „Biblię komputerowego gracza”.

„Wielka księga gier” została wydrukowana na bardzo dobrej jakości papierze i prezentuje się na półce tak zacnie, jak kolekcja obrazów w pałacu Zamoyskich w Kozłówce. Jej dumny posiadacz doceni grubą i twardą okładkę oraz porządne szycie. Dzięki wyraźnej czcionce wzrok nie męczy się zbyt szybko, a estetyczne i wyraźne zdjęcia stanowią miły przerywnik między kolejnymi akapitami. Pozycja liczy 678 stron, więc do „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk jeszcze jej daleko, ale taka objętość daje sporo nadziei na szerokie spektrum podjętych tematów. 87 rozdziałów zawiera bardzo szczegółowy przekrój historii elektronicznej rozrywki. Najstarsza z opisywanych gier powstała jeszcze za życia Jimiego Hendrixa i patrząc przez pryzmat czasu bliżej jej do I wojny światowej, niż do lat obecnych. Najbardziej leciwe pozycje zostały przedstawione bardzo dokładnie z opisem realiów, w których powstawały, twórców oraz innych ważnych wydarzeń tamtych lat. Znalazło się miejsce na prezentację barwnych życiorysów najważniejszych autorów gier i sprzętu komputerowego oraz ich wpływu na branżę. Ujawniono sporo szczegółów, o których nawet wytrawny czytelnik i pasjonat gier wideo mógł wcześniej nie wiedzieć.
„Wielka księga gier” zawiera wzmianki o kilkuset grach komputerowych wraz z podłożem historycznym opisującym warunki ich powstania. Autor na okładce chwali się, że książka zawiera 800 niepublikowanych nigdy wcześniej zdjęć! Ale to nie wszystko. To też historia firm branżowych, ich czołowych pracowników, sprzętu komputerowego i okoliczności, które spowodowały, że jakaś gra powstała, a jakaś inna nie została nigdy wydana. Od Spacewara, przez Another World po Assassin’s Creed Oddyssey. Od Stevena Russella, przez Jacka Tramiela po chłopaków z CD Project. Od komputera DEC PDP-1, przez Commodore i Atari po hełmy wirtualnej rzeczywistości. Może najnowsze lata nie są tu jakoś specjalnie opisane, ale w ostatnim czasie powstało tak dużo gier, że nie mam żalu do autora, że nie był ich w stanie wszystkich ogarnąć. Na szczęście od początku lat 90-tych rozwinęła się w Polsce mocno branża pism komputerowych (obecnie niestety w odwrocie), więc brakujące materiały można poszukać w wydawnictwach prasowych, ewentualnie na licznych portalach internetowych.

W omawianej pozycji mamy właściwie wszystko, co wiąże się z elektroniczną rozrywką, jej historią, rozwojem i najważniejszymi twórcami. Co istotne – są to rzetelne informacje, ponieważ ich gwarantem są członkowie korekty merytorycznej, do których zaliczają się takie znane postaci branży jak Marcin Borkowski, Bartłomiej Dramczyk, Jacek Marczewski czy Michał Zdancewicz. Autor wykazuje się bardzo obszerną, wręcz encyklopedyczną wiedzą z zakresu gier komputerowych. Fakty, daty, liczby, miejsca, historie, ciekawostki – mnóstwo tu tego, ale podane w tak przystępnej formie, że czas na czytaniu biegnie tak szybko, jak Usain Bolt na olimpiadzie Pekinie.
Lektura „Wielkiej księgi gier” będzie przyjemna nie tylko dla osób, które posiadają rozkładane etui do telefonu komórkowego i pamiętają jeszcze czasy, kiedy najpopularniejszym nośnikiem były kasety magnetofonowe, ale też dla młodszych czytelników, chcących zgłębić swoją wiedzę dotyczącą całej branży gier wideo. Ja na przykład nie wiedziałem, że do Defendera był sprzedawany specyficzny joystick dedykowany specjalnie tej grze, na Amidze 1000 można było jednocześnie pisać tekst, kopiować dysk i słuchać muzyki na prawie dekadę przed Windows 95, a w Tanku z 1974 roku pojawiła się po raz pierwszy grafika nie będąca kreskami ani punktami, jak we wcześniejszym Pongu czy Computer Space. Te i mnóstwo innych ciekawostek powodują, że od lektury trudno się oderwać.
Okładkowa cena 89 zł „Wielkiej księgi gier”, jak na blisko 700 stron, nawet w 2018 roku była bardzo przystępna. Niestety, obecnie w sieciach księgarskich książka kosztuje 299-329 zł, co dla wielu może być wartością zaporową. Należy jednak pamiętać, że za pół renty dziadka otrzymujemy pozycję, którą dobrze się czyta, wciąga i niejednokrotnie zaskakuje ciekawymi historiami związanymi z elektroniczną rozrywką. Piotr Mańkowski wykonał kawał dobrej roboty, przez którą przebija się wieloletnie dziennikarskie doświadczenie, duża wiedza i chęć zostawienia czegoś dla potomności. Dla osób przechodzących Dooma lewą ręką tyłem do monitora – pozycja obowiązkowa, dla pozostałych – warta uwagi.




źródła zdjęć:
Wikimedia Commons
Wielka Księga Gier

Dobrze napisana recenzja. Muszę jednak dodać swoją opinię, ponieważ książkę czytałem, ale nie przeczytałem, bo nie dałem rady. Może dla miłośnika PC jest to wartościowa lektura. Ale jako miłośnik konsol, nie mogłem przebrnąć przez to co autor tam nawymyślał. O konsolach pisał albo same oklepane informacje albo bardzo powierzchownie je potraktował, nie wspominając, że pisał wręcz głupoty. To tylko potwierdza, że jeden autor nie da rady napisać książki o wszystkich grach. Ewidentnie widać, że autor zna się na opisywanych grach, ale tych na PC. O konsolach nie ma większego pojęcia.
Nowsza wersja tej książki nazywa się „Twórcy Światów: Kroniki Gier Wideo” i lepiej na nią polować, bo to praktycznie to samo, tylko nieco rozbudowane i złożone na nowo. No i tańsze.
Aktualnie na Allegro od wydawcy za 169 zł, bywało dużo taniej.
A tu licytacja książki na szczytny cel i z podpisem autora: https://allegro.pl/oferta/tworcy-swiatow-kroniki-gier-wideo-piotr-mankowski-podpisana-przez-autora-18071023447
„Autor: Mic de Goc”
Witam Cię na „cyfrowych” łamach naszego serwisu.
Pałac Zamoyskich, Księgi Jakubowe, Jimi Hendrix, I wojna światowa, Usain Bolt, rozkładane etui do telefonu komórkowego, kasety magnetofonowe, pół renty dziadka, przechodzenie Dooma lewą ręką tyłem do monitora… Szastasz tak tymi porównaniami, że… jestem pod wrażeniem. Serio. Powtórzę teraz coś, co napisałem tutaj niedawno. Chciałbym potrafić w taki sposób opracowywać recenzje. Istotna kwestia – Avok, Lemek, Kambr Ordowik oraz underluk – także bardzo dobrze piszą. Każdy jednak ma swój styl. Ty (chyba) taki właśnie. Specyficzny, ale jednocześnie… trzymający (jak u powyższych) przy lekturze – do końca.
„Na szczęście od początku lat 90-tych rozwinęła się w Polsce mocno branża pism komputerowych (obecnie niestety w odwrocie), (…)”
Od dawna w odwrocie. Przeczytaj moje tutejsze niedawne wnioski, dotyczące spojrzenia w przyszłość. Albo… lepiej nie czytaj.
„(…) na Amidze 1000 można było jednocześnie pisać tekst, kopiować dysk i słuchać muzyki (…)”
Phi, wielkie mi coś, ja tak mam na swoim laptopie.
„Okładkowa cena 89 zł „Wielkiej księgi gier”, jak na blisko 700 stron, nawet w 2018 roku była bardzo przystępna.”
Śmiesznie mała – rzekłbym. Oczywiście w porównaniu z obecnymi cenami.
„Niestety, obecnie w sieciach księgarskich książka kosztuje 299-329 zł, co dla wielu może być wartością zaporową.”
Że niby ile? Trzy stówy za książkę?
https://www.empik.com/wielka-ksiega-gier-mankowski-piotr,p1221395997,ksiazka-p?offerId=131621032
Nawet w outlecie. Takie czasy.
Dzięki za przeczytanie recenzji i pozytywny oddzew. Dopiero się uczę fachu i to jest mój pierwszy tekst, dlatego tym bardziej się cieszę, że się podobało i że nie usnąłeś w trakcie czytania 😉
Podpisuję się pod komentarzem obiema rękami. W trakcie czytania wyczułem że pojawił się ktoś nowy na pokładzie zapachu papieru. Anarki dobrze wypunktowałeś porównania, które umilają lekturę tekstu i zapadają w pamięć. Świetnie się to czyta. Czekam na więcej i życzę wszystkiego dobrego autorowi oraz całej redakcji Zapachu Papieru.
Dzięki! Pozostaje zakasać rękawy i brać się za kolejną pozycję.