Strona główna » Newsy » amaZINg magazyn #7, sierpień ’26

amaZINg magazyn #7, sierpień ’26


Opublikowano: 20/08/2026 | Autor: Mic de Goc

Pół roku od wydania szóstego amaZINg-a odpaliłem pdf-a z siódmą edycją tego e-zina. Można go za darmo ściągnąć klikając w ten link. Nie lubię czytać na komputerze, który służy u mnie głównie do grania i kupowania biletów na koncerty rockowe. Niemniej w pełni popieram tą fanowską inicjatywę i po przeczytaniu lutowej, interesującej edycji, zgłosiłem się z własnej woli do zrecenzowania bieżącego numeru. amaZINg to trochę taki relikt przeszłości, jak magiel, trzepak i sklep „Społem”. Ale są ludzie, którzy do tej pory z takiej formy przekazu korzystają i doceniają fakt, że komuś się chce, mimo iż czasy poszły mocno do przodu. Życzę sobie i czytelnikom, żeby kiedyś pojawiło się papierowe wydanie, a tymczasem skupmy się na tym, co zespół Cascada oferuje w wersji elektronicznej.

Cascad

Przede wszystkim numer siódmy, opatrzony dopiskiem „Sierpień ‘26” oferuje aż 40 stron. To o cztery więcej w porównaniu do lutowego wydania. Niby niewiele, ale idąc tym tempem ekipa dobije do 68 stron na moją pięćdziesiątkę, co może być już niezłym wynikiem i fajnym prezentem urodzinowym. Porównując zespół redakcyjny z zimowym wydaniem widzę, że został on wzmocniony o Sakorę. Nie ma nazwisk, są ksywki, taki vintage, ale ja też nie piszę używając nazwiska. Duże zmiany zaszły w okładce. Po poprzedniej, głównie w odcieniach szarości (nie oczekujcie od faceta precyzyjnego określania kolorów) nie ma śladu. Ta najnowsza jest bardziej radosna, słoneczna, taka wakacyjna, mimo iż wieżowce w tle nie kojarzą się z wczasami w Wieleniu. Ale za to do tytułu magazynu użyto czcionki, która przypomina mi okładki „Świerszczyków” z końca lat 80. Tych „Świerszczyków” dla dzieci, żeby nie było nieporozumień. To wywołuje miłe wspomnienia. Przeczytanie całości zajęło mi dokładnie 50 minut. I było to miło spędzone 50 minut, chociaż autorzy postawili sobie za punkt honoru, aby każdy artykuł był pisany inną czcionką i na innym tle, co wywołuje momentami ból oczu. Wiem, wertując stare numery takich magazynów jak Top Secret, Reset czy Gambler byliśmy narażeni na podobne wrażenia wizualne. Po przeczytaniu całości czułem się jak po miesiącu diety Marilyn Monroe czy Jima Morrisona, ale taki styl pozwala zachować w pamięci wygląd poszczególnych artykułów. Każdy był inny i jak do tej pory potrafię zwizualizować sobie niektóre teksty z wyżej wymienionych czasopism, tak jak za kilka lat będę miał pewnie dalej w głowie felietony i recenzje z opisywanego amaZINg-a.

Warto powiedzieć kilka słów o wstępniaku Cascada, który zachęca do dzielenia się ze światem swoimi pasjami i zainteresowaniami, apeluje o odwagę w mówieniu o swoim hobby i tym, co nas kręci. W sumie ja tak zacząłem pisać do Zapachu Papieru. Avok zaproponował, a ja stwierdziłem, że właściwie czemu nie spróbować. I nie żałuję. Warto czasami odważyć się na wyjście poza naszą strefę komfortu (o ile się w ogóle jakąś ma), przeważnie niewiele się ryzykuje, a można czasami sporo zyskać.

Out Run

Początek i koniec tego e-zina dotyczą planowanego zaprzestania wydawania przez Sony gier na płytach. Oprócz samych faktów jest manifest redakcji zawierający „werbalny sprzeciw” przeciwko takim praktykom. Do producentów PS5 pewnie nie dotrze, ale podpisuję się pod tym apelem obiema rękami. Kolejne strony to recenzje gier i felietony na przeróżne tematy. Warto pokreślić, że autorzy sięgają też po mniej oczywiste pozycje, które nigdy nie zdobiły okładek popularnych czasopism o elektronicznej rozrywce. O ile z tytułami takimi jak Out Run czy Die Hard Arcade typowy łamacz joysticków mógł się spotkać, o tyle o takich grach jak Cairn, Shiren The Wanderer czy Cave Noire na Game Boya, ocenionymi przez redakcję na 9/10, niewielu pewnie słyszało. To jest właśnie moim zdaniem główna zaleta amaZINg-a, nawiązująca do wstępu Cascada – redaktorzy dzielą się tytułami, których ogrywanie sprawiło im dużo radości, przy okazji inspirując czytelników do sięgnięcia po mniej popularne produkcje.

Mitch Murder – „Then Again” [Album]

Poza recenzjami warto parę chwil poświęcić również na ciekawe felietony. Dla mnie numerem jeden jest „Muzyka, której nie było” opisujący albumy i utwory z gatunku synthwave. Trzeba być prawdziwym fanem tego typu muzyki, żeby wyszukać opisane w tekście perełki żywcem przeniesione z lat 80. Tak w ogóle to zachęcam do czytania tego e-zina z puszczonym w tle albumem „The Heist” wydanym przez artystę podpisującym się pseudonimem Crockett albo składanką „Miami Nights 1984”, również wspomnianą w tym artykule. Równie dobrze się pisze o amaZINg-u, co go czyta, słuchając tych utworów, możecie mi wierzyć na słowo. Wszystko znajdziecie na YouTube, więc zachęcam do odsłuchu w warunkach domowych i pozadomowych.

Zakupy w Japonii: konsola Gacha

Drugi obowiązkowy felieton, który zajmuje aż sześć stron, to „Japan Fever” traktujący o zakupach w Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie spodziewałem się takiego podejścia do tematu. Myślałem, że będzie o grach, a tu niespodzianka – zakupy w Japonii. Niby pośrednio związane z elektroniczną rozrywką (np. zestaw kart hanafuda z motywem Mario), ale Ranafe potrafi zachęcić do zmodyfikowania powiedzenia „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady” na rzecz: „rzucić wszystko i wyjechać do Japonii”. Polecam również felieton „Szczęśliwi czasu niby nie liczą”, w którym Bolo przybliża nam kilka niszowych gier, na które nie poświęcimy miliona godzin, tylko ogramy je w trakcie reklam na Polsacie, mając przy tym dużo frajdy. Nie mogę nie wspomnieć też o artykułach „Nielegalny legal z gracją” (trzeba lekko przekrzywić głowę w prawo, żeby go przeczytać), „Najlepszy z najlepszych” oraz „Dostęp do świetnych gier nie jest drogi”, traktujących o retro gamingu i metodach na zapoznawanie się ze starymi, dobrymi grami bez wydawania oszczędności życia. Trafi nam się też recenzja serialu, anime, mangi (nie moja bajka, ale wiem, że te gatunki mają również sporo fanów), chociaż tutaj proponowałbym Razerowi dodawanie w przyszłości platformy, na której możemy obejrzeć daną pozycję, bo na pewno ułatwi to zaznajomienie się z opisywanymi tytułami.

Oczywiście nie wymieniłem wszystkich recenzji i felietonów składających się na najnowsze wydanie amaZINg-a. Zachęcam do czytania, bo to 40 stron ciekawych artykułów, które mogą zainspirować do sięgnięcia po nieoczywiste, niszowe, mniej popularne, ale wciąż dobre gry, muzykę, seriale i wiele innych. Czekam na ósmy numer, jak mnie nikt nie wyprzedzi, to znowu zgłoszę się do recenzji. Tymczasem puszczam „Backbone of the Night” z albumu „D/A/D” The Construct i szukam w necie, gdzie można kupić Romeo is a Dead Man.

amaZINg #7 – okładka przednia
amaZINg #7 – okładka tylna
Podróże do miejsc nieoczywistych – felieton