Muzeum Gier Wrocław

Z dwoma z czterech twórców Wrocławskiego Muzeum Gier i Komputerów Minionej EryArturem “Sondą” Ciemięgą oraz Jakubem “borgiem” Rzepeckim udało mi się porozmawiać w jeden z mroźnych, styczniowych wieczorów dopiero co rozpoczętego 2026 roku.

Muzeum Gier budynek
Wejście do Muzeum

– Pierwsze pytanie: od kiedy funkcjonuje muzeum?

Artur:
Od września 2017, ale przygotowania do otwarcia muzeum trwały 128 dni. Tutaj była kiedyś wypożyczalnia kaset wideo, później salon sprzedaży płytek, dlatego mamy takie piękne podłogi. Następnie klub sportowy Bombardier, co skończyło się tym, że ten lokal był totalnie zdewastowany. Mieliśmy prywatne jezioro na środku lokalu, wszystkie ściany były do kapitalnego remontu.

A co w ogóle zdecydowało, że wybraliście tą lokalizację?

Artur:
Bliskość rynku, bliskość centrum. Poza tym to jest fajny obiekt historyczny, który myślę, że zasługuje na ciekawe inicjatywy.

– Muzeum jest częścią Dworca Świebodzkiego.

Artur:
Tu są trzy dworce: Świebodzki, Marchijski i Dworzec Miejski Kolei Prawego Brzegu Odry.

Kuba:
Jeden z nich to nasz budynek.

Artur:
Jak my się tu wprowadzaliśmy, to było wszystko wypełnione hostelami pracowniczymi. Ukraińcy, całe Zakaukazie i my. Wieczorami bywało wesoło.

Kuba:
Pod oknem dziurawa droga, naokoło żule. Generalnie przez te ostatnie 100 lat to było właśnie takie miejsce, które było na samym brzegu centrum, takie trochę szemrane. A tu nagle okazało się, że udało nam się trafić na superhipsterskie miejsce, gdzie mamy teatr, lokale gastronomiczne.

Eksponaty

Artur:
Kiedyś Wrocław żył tylko rynkiem, a po pewnym czasie zaczęto dostrzegać te wszystkie “martwe” kiedyś strefy, gdzie ludzie wcześniej bali się chodzić lub nie mieli po co chodzić. I to był ostatni moment, żeby tę lokalizację zdobyć. My pokrywaliśmy wszystkie koszty ze swojej kieszeni, więc ich wysokość była kluczowa. Jest nas czwórka, oprócz nas muzeum założyli jeszcze Michał „MFX” Lisiecki oraz Wojtek ”Frabi” Frabiński.

Kuba:
Wchodziliśmy tutaj do miejsca, gdzie jest kałuża na dole, grzyb na górze.

Artur:
Szukaliśmy po prostu lokalu we Wrocławiu z akceptowalną ceną i lokalizacją.

Kuba:
Ma to swoje plusy dodatnie, plus ujemne. Plus ujemny jest taki, że jak tą kałużę zobaczyliśmy na środku podłogi, to pani powiedziała, że tylko trochę kapie i to już nie będzie tej kałuży. 6 lat nam woda leciała na głowę. 6 lat mieliśmy od czasu do czasu kałużę na środku.

Skąd w ogóle pomysł założenia tego muzeum?

Kuba:
Pomysł głównie wynikł z tego, że po wielu latach działalności mobilnej, gdzie jeździliśmy po konwentach, robiliśmy wystawy na mniejszych, większych festiwalach, robiliśmy duże wystawy w różnych centrach wystawienniczych, w Opolu, we Wrocławiu, jeździliśmy po całej Polsce, w końcu zmęczyliśmy się tą jazdą i tym, że przygotowywaliśmy się do tych wystaw po parę tygodni. Myśmy to wszystko rozkładali przez parę ładnych godzin, a później po 48 godzinach trzeba było wszystko zwinąć do środka. Czyli koncepcja była taka, żeby po prostu było to wszystko na miejscu, żeby zrobić to raz a dobrze. No a że cały czas naszą główną chęcią działania było pokazywanie retro rzeczy ludziom, przekazywanie naszego bakcyla kolejnym pokoleniom, to padł pomysł, żeby w końcu zrobić coś na stałe. I coś, co nas nie wykończy.

Eksponaty

Artur:
Rodziło się to wszystko w naszych głowach długo. Na początku znalazłem miejsce, powiedziałem o nim chłopakom, później to już wspólne działania. To nie jest inicjatywa dla jednej osoby, żeby było jasne, no chyba że dysponuje się nieograniczonymi środkami. Generalnie jest to karkołomne przedsięwzięcie, które mogło nas przerosnąć, przed czym przestrzegał nas nieżyjący już Krzysztof Chwałowski z Katowickiego Muzeum.

– Ale nie przerosło.

Artur:
Tego jeszcze nie wiemy. Ale według mnie nie jest to projekt dla jednej osoby. Oczywiście można podejść do tego czysto biznesowo i pewnie jakoś to spiąć, my podeszliśmy trochę inaczej. Na początku mieliśmy zrobić tylko portal, rodzaj wirtualnego muzeum. Po czasie spostrzegliśmy jednak jak duży jest to projekt. Nie tylko z finansowego punktu widzenia, ale też dlatego, że pod jego kątem trzeba często przeorganizować swoje życie prywatne. Początkowo siedzieliśmy tu sami, zmieniając się i doglądając muzeum. Z czasem mogliśmy pozwolić sobie na zatrudnienie pomocy. Często wywodziła się ona ze znajomych, z którymi działaliśmy wcześniej podczas imprez i eventów, choć nie zawsze.

Kuba
Ale fakt faktem jest, że dużo przybytków tego typu się zakłada się i później likwiduje właśnie dlatego, że jedna osoba nie ma fizycznie możliwości, żeby to pociągnąć.

– A wy cały czas czwórkę działacie, czy ktoś się wykruszył w międzyczasie?

Artur:
Nie, cały czas działamy. Każdy z nas zajmuje się tutaj czymś innym i dzięki temu mamy też w miarę normalne życie prywatne.

Eksponaty

Kuba:
Przez pierwsze dwa lata funkcjonowania muzeum nie mieliśmy żadnych wolnych weekendów, tak naprawdę nie można było wyjechać z miasta, to były strasznie ciężkie czasy. Ale teraz, już od kilku lat, kiedy to się tak unormowało, mamy wolne weekendy i możemy coś porobić.

Jakimi eksponatami możecie się pochwalić w muzeum?

Kuba:
Generalnie mamy to, od czego zaczęła się w ogóle wideo rozrywka, czyli automaty arcade. Na początku było ich kilka, potem kilkanaście, teraz działających jest 12, ale tak naprawdę jeszcze w magazynie mamy w tym momencie osiem albo dziewięć.

Artur:
Ktoś mógłbym zapytać: dlaczego nie ma tu wszystkich modeli Commodore? Oponenci pewnie by odpowiedzieli, że pewnie ich nie mamy, ale właśnie często je mamy. Tylko nie chcemy zarzucać naszych gości i zwiedzających historią jednej marki. Chcielibyśmy pokazać ewolucję technologii, pewne przemiany, które nastąpiły nie tylko w elektronice, ale i w estetyce jej projektowania.

Kuba:
Na przykład konsole. My konsole pokazujemy od pierwszej, jaka kiedykolwiek powstała – Magnavox Odyssey. Pierwsza konsola, która miała kartridże – Fairchild Channel F. Pierwsza mega popularna konsola, czyli Pongi, na przykład Atari VCS. Prezentujemy cały przekrój historii konsol, mamy ich naprawdę dużo i pokazujemy te, które były mega popularne, te, które były popularne, ale nie były w Polsce oraz te ciekawe w ujęciu historycznym.

Czyli tak, automaty, konsole. Co dalej?

Kuba:
Kolejna rzecz to są komputery osobiste, domowa informatyka. Tutaj też zaczynamy od pierwszych komputerów jak Atari 400 czy IBM 5150, albo replika pierwszego Apple-a. W gablotkach mamy takie cuda, że większość osób nawet nie wierzy, że one istniały. Posiadamy sprzęt z Polski, Europy, Japonii, wszelkiego rodzaju miejsc na świecie. A wystawiamy do grania to, co jest… grywalne. Przede wszystkim to, co jest popularne.

Eksponaty

– Pamiętam, że były tutaj też takie trochę komputerowo-mechaniczne urządzenia.

Artur:
Tak. Ale one są dość problematyczne i ze względu na wiek często się psują. Mieliśmy na przykład flipper, który musieliśmy zdjąć z ekspozycji, bo dzieci go psuły bardzo szybko. Jak jest kilkadziesiąt flipperów to ten ruch się rozkłada między maszynami, jak jest jeden, nie wytrzymuje dziecięcych rączek.

Kuba:
Flipper startował o 10:00, a o 14:00 się psuł. Od 18:00 Artur go naprawiał 2 godziny i tak było dzień po dniu. Z Ameryki płynęły kolejne części zamienne, ale mimo iż były to idealne zamienniki, nie dawały rady.

– Coś jeszcze? Automaty, konsole, komputery, coś dorzucimy?

Artur:
Konsole przenośne, mamy ich bardzo dużo, w gablotach wyeksponowana jest tylko część naszej kolekcji. Muzeum w 95% jest oparte o nasze prywatne zbiory. Elektronika użytkowa, mechaniczne maszyny liczące. Ciekawostką jest kalkulator, który jest syntezatorem, a funkcja kalkulatora jest w nim dodatkowa. Kalkulatory organizery, kalkulatory z grami. To często elektronika użytkowa, którą w dzisiejszych czasach zastąpił nam telefon. Gdyby zrobić wystawę, którą zresztą planujemy, gdzie pokazano by współczesny smartfon i wszystkie sprzęty, które zastąpił, to myślę że można by przejść całą rewolucję technologiczną i cyfrową od lat 70. Bo trzeba by było zaprezentować komputery, tłumacze elektroniczne, kamery, aparaty fotograficzne, walkmany, odtwarzacze mp3 i wiele innych urządzeń, które w dzisiejszych czasach zastąpiło nam to jedno urządzenie.

Na podstawie tego co mówisz, kolejne pytanie nasuwa się samo: planujecie powiększyć powierzchnię muzeum?

Kuba:
Nasze słuszne podejście polega na tym, że trzeba zawsze mierzyć siły na zamiary. Jeśli chcielibyśmy się powiększyć kilkukrotnie, co nie jest dla nas problemem, bo przecież mamy tyle sprzętu, moglibyśmy to zrobić. Ale to nie oznaczałoby, że wzrosłaby kilkukrotnie ilość osób odwiedzających.

Pegasus i automat Asteroids

– Z tego, co kiedyś mówiłeś Artur, jak się widzieliśmy, to po prostu stawiacie na rotację.

Artur:
Tak, sprzęt jest często wymieniany. Częściowo ze względu na to, że się psuje lub wymaga konserwacji. Niektóre automaty i konsole lądują w magazynie, a inne przyjeżdżają. Następuje autorotacja, ale są pewne elementy stałe, czyli gabloty z komputerami, konsolami czy elektroniką użytkową. Ale i w nich dokonujemy podmian. Dodatkowo goście i zwiedzający wymagają od nas zmian i często sugerują nam, co byłoby fajnie zobaczyć w muzeum. Jaką grę czy sprzęt pamiętają z młodości. Do ostatniej sali będzie musiał w końcu przywędrować PlayStation 2, pierwszy Xbox, niedługo Xbox 360.

Kuba:
Od czasów, kiedy otwieraliśmy nasze muzeum, co było już prawie dekadę temu, poziom retro się wzmocnił.

Właśnie, możemy płynnie przejść do kolejnego pytania: na jakich sprzętach można u Was pograć?

Kuba:
Konsole, od tych najwcześniejszych czyli Ponga, po wszystkie właściwie generacje konsol do GameCube. Komputery osobiste 8-bitowe, czyli Commodore, Atari, Spectrum; 16-bitowce, głównie Amiga i PC-ty, od tych takich starszych jak 486, przez Pentium po współczesne PC z Windowsem XP, który, już jak się okazuje, ma 25 lat.

Na konsolach ręcznych też można u Was pograć?

Artur:
Tak, są handheldy, jest na przykład Game Boy, konsole mechaniczne – Kulki Tomy. Niedawno pojawiły się nowe zabawki zręcznościowe, coś dla najmłodszych, czy koszykówka mechaniczna dla dwóch osób. Jak ktoś poprosi, a zdarza się to całkiem często, mamy przygotowaną konsolkę Elektroniki – popularne Jajeczka. Jak tworzyliśmy muzeum, to retro jeszcze nie było tak modne, teraz ludzie sobie wiele rzeczy przypominają. A dzisiaj otwierasz lodówkę i wyskakuje retro. Retro trochę przestało być retro.

Trochę tak jest. Z drugiej strony dzięki temu mamy o czym pisać jako Zapach Papieru [przyp. Mic de Goc].

Artur:
Trochę zabawne co powiem, ale kiedyś wydawało się, że to czym się zajmujemy, jest trochę niszowe. Czułem, że to było takie odejście od tego głównego toru technologii czy gamingu. Wspomnienia, sentyment, ukłon w stronę zapomnianych lub nieudanych konstrukcji. Dzisiaj jest trochę codzienność.

Konsole przenośne

Kuba:
Ilość ludzi naraz zainteresowanych retro w Polsce, jak się wydaje, nie zmienia się od razu. Parę tysięcy osób, więcej ich nie ma na razie.

Pytanie, które myślę, że zainteresuje potencjalnych nowych fanów Muzeum: w jakie gry można u Was pograć?

Artur:
Klasyka gier i sprzętów.

Kuba:
Zaczynamy od Ponga. Później, wiadomo, strzelanie do kaczek.

Pistoletem, to jest ważne, bo może nie każdy wie, że do tego jest specjalny pistolet.

Artur:
Prawie wszystko jest na telewizorach CRT. Chcieliśmy, żeby zwiedzający poczuli klimat lat 80/90-tych. Choć monitory CRT nie wszystkim pasują i młodsi użytkownicy czasami się dziwią, było parę razy narzekanie na ból oczu.

Kuba:
Później mamy Pegasusa i te wszystkie 168 w 1. Oprócz tego Contra. Klasyka.

Artur:
Na Pegasusie masz Battle City czyli Czołgi.

Kuba:
Na Atari mamy River Raida – mój ulubiony tytuł.

Artur:
Jest na automatach Street Fighter, mamy klasykę bijatyk, czyli na przykład Mortal Kombat. Mamy taką składankę arcade, gdzie możesz zagrać w między innymi w Tetrisa. Mamy Bongosy, gdzie możesz poczuć, jak się grało w Donkey Konga na Gamecube-ie za pomocą trochę innego kontrolera, czyli bębenków/Bongosów. Jest tego całkiem sporo.

Atari 2600

Kuba:
Na PC Dyna Blaster, Duo, Bubble Bobble, na przykład wersji kulkowej. Mieliśmy też zwykłe Bubble Bobble. Jest tego tak naprawdę cała masa, więc każdy myślę, że coś znajdzie dla siebie. I jakby na przykład wejść na ściankę, to tam właściwie jest przekrój wszystkich gier.

– I to też może warto powiedzieć, że to nie są cały czas te same gry.

Artur:
Nie. Choćby zepsucie się nośnika gry wymaga jej wymiany.

Kuba:
W Amidze potrafią się dyskietki przepalić na wylot, w SNES-ie potrafi się kartridż spalić.

Czyli ktoś, kto przyjdzie dzisiaj w coś pograć, za rok, gdy Was odwiedzi pogra już w coś innego?

Kuba:
No nie we wszystko, bo niektóre już są na tyle klasyczne, że nie możemy ich zmieniać. Ale największy ruch to chyba jest w automatach.

Artur:
Tam dość często udaje nam się zdobyć nowe płyty z grami do naszych arcade’ów i wtedy je wymieniamy. Czasami też się coś psuje. Mieliśmy na przykład Centipede, który uległ awarii, teraz znowu wrócił, podobnie z Arkanoidem. Dokupiliśmy też zupełnie nowe automaty i część starych została zmieniona, więc to się rotuje, naturalnie i systemowo.

– Ja wiem, że można tą informację znaleźć na stronie, ale chciałbym zadać to pytanie też tutaj – w jakich dniach i godzinach jesteście otwarci?

Artur:
Od wtorku do niedzieli. Cały tydzień poza poniedziałkiem. Od 10:00 do 18:00, w sobotę do 20:00, w niedzielę do 18:00.

Kuba:
Generalnie ważne jest to, że mamy sloty czasowe. Do nas powinno się przychodzić o 10:00, 12:00, 14:00, 16:00, co 2 godziny. Dzięki temu nigdy nie ma tłoku, nie trzeba się “bić” o miejsca przy komputerach, wpuszczamy ograniczoną liczbę osób. Można sobie zarezerwować wcześniej godzinę kupując bilet przez stronę internetową. Można przyjść też oczywiście z przysłowiowej ulicy, przy czym w weekendy lepiej sobie kupić bilet wcześniej, sprawdzić na stronie, gdzie są zawsze aktualne informacje. Dzięki temu wiadomo, czy są wolne miejsca. Mamy na żywo co do jednej osoby wpisane, ile jest miejsc wolnych, żeby wszyscy wiedzieli.

Eksponaty

Kto Was odwiedza? Czy to są pojedyncze osoby, rodziny z dziećmi, dzieci, starsi, grupy zorganizowane?

Artur:
Na początku wszyscy myśleliśmy, że tworzymy muzeum dla ludzi związanych ze światem retro.

Kuba:
Byliśmy przeświadczeni, że będą nas odwiedzać fani retro, ale bardzo szybko zostało to zweryfikowane.

Artur:
Żeby była jasność, gdyby nas odwiedzali tylko fani retro, nie bylibyśmy w stanie przetrwać, przede wszystkim finansowo. Niestety tak wynika z naszych obserwacji.

Kuba:
Naszym głównym odbiorcą są rodziny z dziećmi. Jest też coraz więcej “graczek”.

Artur:
Bardzo często przychodzą panie. W tamtych czasach grali zarówno chłopcy jak i dziewczyny. Pegasus był ogólnie dostępny, siadały do niego całe rodziny. Więc czasami przychodzą dziadkowie, którzy grali np. na Pegasusie ze swoją córką, przychodzą z wnukami a nawet z prawnukami i bawią się wszyscy razem. Lata 80. i 90. były wypakowane sprzętem najróżniejszym. Był to taki miks, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, które pokolenie konsol było najważniejsze. Funkcjonowało mnóstwo sprzętów równocześnie.

Kuba:
Obok siebie mógł leżeć Pong, Pegasus i PlayStation. Nikt się temu nie dziwił.

Artur:
Handlowałem sprzętem komputerowym na giełdzie elektronicznej przy ulicy Robotniczej w czasach jej świetności. Miałem kolegę, który handlował szarakami i je przerabiał jak już wchodziło PlayStation 2. Obok były Pegasusy, a w górnej alei giełdy stanowiska z grami na Game Boy’a. Ktoś miał też kartridże do NES-a i SNES-a, a w tylnej części giełdy handlujący domowymi gratami potrafili przydźwigać Ponga produkowanego we Wrocławiu. Oczywiście było masę oprogramowania na PC i konsole od naszych polskich rzemieślników. Więc na jednej giełdzie było wszystko. Pod koniec lat 80-tych i przez całe lata 90-te był głód elektroniki. Już tu w muzeum słyszymy ciekawe, śmieszne historie o tamtych czasach z ust naszych gości. Jedna z nich związana na przykład z Vectrexem. Zwiedzający opowiadał, jak w latach 80. pojechał do Niemiec i na parkingu zaskoczył go ktoś, kto zaproponował, że sprzeda mu “super” komputer. On faktycznie miał wtedy kupić jakiś komputer na zachodzie dla dzieci, a tu zaczepia go ktoś, kto oferuje Vectrexa. Konsola Vectrex w tamtych czasach była piękna, ale jako prezent tragiczna. Dzisiaj znaleziona w piwnicy zyskała tylko na wartości, ale myślę, że dzieci, które dostały 5 kartridży i jedną wbudowaną grę, mogły nie do końca pragnąć takiego komputera. Na początku było dobrze, ale po tygodniu zaczęły się narzekania i pewnie w dziele „komputery rzadkie i nie tylko” CHIP-a pojawiły się błagalne wpisy: czy ktoś może ma inne kartridże?😊

Kalkulatory i maszyny liczące

Kuba:
W ciągu tygodnia mamy też bardzo dużo wycieczek szkolnych. Nie tylko z Wrocławia, ale z całej Polski. A to dlatego, że jak jest wycieczka do Wrocławia czy innego dowolnego miejsca w Polsce, to też się szuka, co można fajnego zobaczyć. Super muzeum gier komputerowych – prędzej dziecko pójdzie do takiego muzeum niż np. do narodowego. Mamy też takich nauczycieli, którzy rok w rok przychodzą do nas z kolejnymi klasami. Też często od nas zniżki dostają, bo są stałymi klientami.

A skąd u Was w ogóle taka fascynacja tym retro gamingiem?

Artur:
Wiesz, jesteśmy dziećmi lat 80/90. Dziećmi, które wtedy pragnęły tych wszystkich nowinek technologicznych, które docierały do nas za pośrednictwem prasy rodzimej i zachodniej. Ja dość późno miałem własnego Commodorka jako pierwszy komputer, później szybko przeszedłem na PC, który był dla mnie bardzo ciekawy ze względu na możliwości mocnych modyfikacji. Chłopaki jeszcze mieli pośrednio Amigę. Byłem zawsze ciekawy nowych technologii, co spowodował Bajtek i inne czasopisma komputerowe tamtych lat. Kiedy pojawiły się pierwsze Bajtki to w otoczeniu, przynajmniej moim, w ogóle było mało komputerów. Były one w sferze naszych marzeń i każde ich pojawienie się wśród znajomych było wydarzeniem. Moja pierwsza styczność z komputerem to było Atari kolegi Tomka, chyba 130-tka.

Kuba:
Ja na przykład jestem wychowany na Commodore. Od niego zacząłem przygodę z komputerami jeszcze w podstawówce i od razu zacząłem pisać programy. Dlatego potem przy nim zostałem. Bardzo lubię poznawać, jak działa technologia, a komputery, szczególnie 8-bitowe są na tyle proste, że tam można tą technologię co do jednego bita rozpoznać.

Artur:
Ja właśnie o tym mówiłem, bo Bajtek, Komputer i inne im podobne magazyny ukazywały nam świat gier, informatyki czy rozwoju technologii komputerowej, jako nowy i nieznany. My mieliśmy bardzo często z tymi komputerami do czynienia tylko na papierze, były to “papierowe komputery”. Każdy z nas marzył, jaki komputer chciałby mieć.

Intel TV-Sport 1004 Pong, telewizor TR-505EU, magnetofon Kasprzak

Kuba:
Dzisiaj jest tak, że w każdy normalnym domu mamy 2-3 konsole, komputery przenośne, komórki, wszystko razem. A myśmy mieli po jednym sprzęcie.

Artur:
Ten głód dostępności w tamtych czasach i możliwości poznawania różnych platform trochę sobie później wynagradzaliśmy. Nie dzisiaj, bo my ten sprzęt zaczęliśmy zbierać dużo wcześniej, w czasach, kiedy dla większości użytkowników nie miał on już żadnej wartości. Dzisiaj nabrał wartości kolekcjonerskiej i stał się poszukiwany, coraz trudniej go też nabyć w sensownym stanie, o cenie nie wspomnę.

Kuba:
Jak ktoś będzie chciał sobie kupić Amigę za parę lat to sobie kupi jej współczesną wersję. Dla nas to nie jest to samo, ale ogólnie mówiąc to jest dokładnie to samo.

Artur:
Za parę lat będzie problem ze znalezieniem kogoś, kto będzie potrafił użyć nie tylko dyskietki, ale pewnie i karty pamięci.

Czym się zajmujecie jako Muzeum poza jego prowadzeniem?

Artur:
Generalnie, poza tym, czym na co dzień zajmujemy się w muzeum, organizujemy różne imprezy, na których pokazujemy świat retro.

Kuba:
Zaczynaliśmy od robienia imprez. Jeździliśmy po konwentach fantastycznych, różnych miejscach z naszymi retrogralniami. Ja z MFX-em wywodzimy się z fandomu fantastycznego, gdzie przed retro zajmowaliśmy się półzawodową organizacją imprez dla fanów fantastyki. Doszliśmy do takiego poziomu, że mieliśmy wynajętą całą Halę Stulecia albo na przykład cały Uniwersytet Dolnośląski. Więc generalnie mamy bardzo duże doświadczenie, jeśli chodzi o organizację imprez. Kilkanaście lat temu zrobiliśmy własną imprezę – Retrogralnia 2014, na którą nikt nie przyjechał.

Atari 65XE

Artur:
Nie no, bez przesady. Było ze 40 osób.

Kuba:
Ale było 50 komputerów, a każdy był inny. 50 różnych komputerów. Takiej imprezy retro w Polsce nigdy wcześniej i później nie było, żeby zgromadzić tyle różnego sprzętu. Jak założyliśmy muzeum, to przez kilka pierwszych lat po prostu nie byliśmy w stanie fizycznie i psychicznie robić nic więcej innego. Ale w pewnym momencie wróciliśmy do wyjazdów na imprezy. Z MFX-em pojawiamy się na takim wrocławskim konwencie Newcon, który też zakładaliśmy w 2008 roku. Kolega nas namówił, żebyśmy coś z nim zorganizowali. Mieliśmy trochę czasu, pojawiło się więcej ludzi. No i zrobiliśmy w ubiegłym roku Games & Vintage Days w Wrocławiu. I muszę powiedzieć, że nam się to całkiem ładnie udało. W tym roku będzie powtórka.

Możemy od razu podać termin imprezy?

Kuba:
10 – 11 października. Liczymy, że będzie jeszcze więcej osób niż ostatnio – 12 tysięcy.

Kuba:
Oprócz tego jeszcze prowadzimy kanał na YouTube – Retrogralnia, który ma już 16 lat i 30 tysięcy subskrybentów, filmy pojawiają się od kilkunastu lat. To jest też taka nasza spora działalność.

Artur:
Jak pojawia się gdzieś możliwość imprezy, to zwykle jesteśmy. Były duże eventy jak Made in Wrocław, imprezy edukacyjne np. Targi EDU Opole. Ale i małe. Nasze stare komputery i konsole zagościły w zeszłym roku na przykład w plenerze na pikniku w podwrocławskich Pietrzykowicach czy pikniku Grabiszyn trzy lata temu. Jak jest okazja, jeżeli ktoś nas zaprasza, to nigdy nie odmawiamy, no chyba że terminowo lub fizycznie nie jesteśmy w stanie tego zrobić.

Nintendo 64

Prywatnie co robicie?

Kuba:
Zwykła praca. Wszyscy mamy normalne prace od poniedziałku do piątku.

Artur:
Informatycy, bankowcy, serwisanci. Normalnie ośmiogodzinny tryb pracy.

Kuba:
Zabawne jest to, że czasami przychodzą tutaj do nas fani i się dziwią, że kogoś z nas tu nie ma. My w tym momencie zarabiamy na chleb dla rodziny.

Czy poza muzeum, pracą, macie jeszcze jakieś hobby? Czy na inne hobby nie ma czasu.

Kuba:
Pewnie, że mamy. Gramy, czytamy książki, oglądamy seriale.

Artur:
Ja na przykład zbieram płyty winylowe, znaczki pocztowe, czytam dużo książek historycznych. Trochę z tematyką historii byłem kiedyś związany zawodowo, więc powiedzmy, że mi to do dzisiaj zostało. Bardzo lubię historię pierwszej i drugiej wojny światowej oraz historię współczesną.

Eksponaty

Kuba:
Jeździmy okazjonalnie po całej Polsce z wizytami gospodarskimi do innych ośrodków retro, na różne imprezy. Na szczęście w ostatnich 2-3 latach wróciliśmy “do żywych” i zaczynamy się ruszać i odbijać od tego wszystkiego. Ale faktycznie mamy strasznie dużo zainteresowań, nie wiem jak my to generalnie spinamy, ale jakoś to spinamy, co jest trochę zaskakujące.

Artur:
Są takie momenty, że zaczyna brakować czasu.

Kuba:
Tak, to prawda, najwięcej brakuje nam czasu.

Ile czasu musicie poświęcić na naprawę tych wszystkich sprzętów? Jak to wygląda?

Artur:
Z komputerami nie ma problemu. Jeśli chodzi o automaty, to dwa tygodnie temu siedziałem tu do godziny 24:00 i usuwałem usterki w trzech automatach równocześnie, bo trzy postanowiły w ten dzień odmówić posłuszeństwa. Udało się. Ale są i takie awarie, że tygodniami szukam części. Ostatnio na przykład przyszły części z Hiszpanii – jedną muszę odesłać, bo okazała się wadliwa.

Automaty do gier

– A jak jest z dostępnością takich części?

Artur:
Coraz gorzej, zwłaszcza z tymi oryginalnymi, które są poszukiwane i cenowo czasami poza naszym zasięgiem. Jestem już często wręcz zmuszony wspierać się współczesnymi zamiennikami np. zasilaczy. Oryginalne, które działają po 20-30 lat często nie nadają się już do naprawy. Jest coraz trudniej.

Ale próbujecie szukać oryginałów, czy raczej już tylko nowe zamienniki?

Artur:
Jeżeli mamy awarię jakiegoś kluczowego podzespołu i widzę, że nie jestem w stanie jej szybko naprawić, to nie ma sensu siedzieć nad tym godzinami, tylko trzeba poszukać szybko zamiennika. Sprzęt musi działać. Ta zepsuta część zostaje naprawiona w późniejszym terminie i zostaje w zapasie. Na co dzień w pracy zawodowej zajmuję się serwisem i muszę szukać różnych podzespołów, płyt głównych, elementów elektronicznych, zasilaczy itd., więc w wolnej chwili poszukuję części potrzebnych do muzeum. Szukam tego na początku w oryginale, ale jak wcześniej wspomniałem, jestem czasami wręcz zmuszony do użycia zamiennika. Znalazłem firmy, na przykład w Hiszpanii czy Włoszech, które zajmują się elementami do monitorów. Bo to one są największym utrapieniem w automatach arcade mających po 30 lat. Niestety, ze względu na ciągłą eksploatację stopniowo umierają. Teraz zdobyliśmy kilkanaście automatów i tam były tzw. domowe przeróbki elektroniczne. Czyli na przykład Pitstop, piękny, atarowski Pitstop, który mamy w dwóch egzemplarzach. Ktoś wyjął wszystkie wiązki elektroniczne, rozłożył wszystko na atomy. Spiął dwie wiązki ze sobą z dwóch różnych automatów, poprzerabiał różne elementy i teraz trzeba to odtworzyć. Co miał autor na myśli, nie mam pojęcia. Siedzę czasami całymi wieczorami w warsztacie ze schematem i lutownicą, żeby to wszystko do siebie dopasować, a jak już jest odtworzone, naprawić. To jest żmudna i czasami frustrująca robota, trwająca tygodniami, której w muzeum nie widać.

Eksponaty

– Ty tylko Artur naprawiasz czy cała wasza ekipa?

Artur:
Chłopaki mnie wspierają.

Kuba:
My to tam coś polutujemy jak się jakiś kabelek urwie, joystick połamie itd.

Artur:
Jeśli chodzi o automaty, to ja się głównie nimi zajmuję. W konsolach i komputerach jest trochę łatwiej. Popularne komputery czy konsole wyszły w milionach egzemplarzy i ich części są łatwiejsze do zdobycia. Skala robi swoje. Do automatów szukam podzespołów na forach czy eBayu. Często ludzie zupełnie postronni wystawiają tam pudła z częściami: jakieś taśmy, elementy płyt głównych, złącza krawędziowe. Dla nich to często złom elektroniczny, a nam się to przydaje. W pierwszym automacie z brzegu kilka dni temu wymieniony był układ synchronizacji z takiej “skrzynki niespodzianki” przysłanej z Poznania. Szczególnie do automatów arcade trzeba mieć zaplecze.

Po jednym strzale – z jakiego sprzętu jesteście najbardziej dumni?

Kuba:
Mnie się najbardziej podoba PET dwójka, ten z kosmicznym wyglądem.

Artur:
Asteroid wektorowy. Niestety, chwilowo nie działa. Pracował przez 3 lata i w końcu odmówił posłuszeństwa. Szukam do niego części, stoi na razie jako dekoracja. A wektorowość można zobaczyć na naszym Vectrexie, dlatego nic straconego.

Gablota z eksponatami

Po jednym sprzęcie którego nie macie, a chcielibyście mieć.

Artur:
Chciałbym pokazać w muzeum jakąś kompletną Amigę 4000, komputer na swój sposób rewolucyjny, ale spóźniony według mnie na walkę z dominacją pecetów.

Kuba, a Ty co chciałbyś tutaj mieć?

Kuba:
Ciężko powiedzieć, bo generalnie wszystko mamy. Może kompletną Odrę.

Ostatnie pytanie – plany na przyszłość, tą bliższą i dalszą, jako muzeum i ekipa.

Kuba:
W tym roku mamy kolejną imprezę, a jako muzeum, to po prostu się utrzymać. My tutaj nie robimy żadnych wielkich rewolucji.

Artur:
Będziemy robić małą rewolucję, bo będziemy do niej zmuszeni. Będzie trochę inaczej, ale to jest na razie niespodzianka. Mamy dużą ilość ciekawych, wczesnych automatów, które zakupiliśmy i mam pomysł na aranżację, która mam nadzieję się spodoba.

Dziękuję bardzo za wywiad!

Od lewej: borg, Mic de Goc, Sonda

źródła zdjęć:
zbiory własne
https://gikme.pl/