Szósty numer Game Again zmaterializował się, na razie w formie cyfrowej (PDF), a niebawem będzie dostępny również w wersji papierowej. Cena wersji PDF nie uległa zmianie, trzeba wysupłać na nią 7 złotych, stawiając twórcom kawę za pośrednictwem serwisu buycoffee.to. Liczy 86 stron, czyli o 2 więcej, niż poprzednio. Wersja papierowa staniała o symboliczną złotówkę. Można zamawiać ją w przedsprzedaży, kosztuje 32 zł plus koszty wysyłki.
Numer otwiera Wstępniak sygnowany przez Redakcję. Oprócz mocno skondensowanego zaanonsowania zawartości numeru oraz zapowiedzi udostępnienia wersji drukowanej z niespodzianką dla nabywców, pojawia się w nim dość istotna informacja. Mogłaby łatwo umknąć, a nie powinna. Od pierwszego spotkania z Czytelnikami minął już rok. Gratulacje!
Szósty numer podtrzymuje tradycję stosowania układu graficznego wzorowanego na czasopismach gamingowych początku milenium. Jeżeli oczy mnie nie oszukują, to po kilkukrotnym porównaniu papierowej wersji numeru piątego z 6-ką, którą czytam niestety w PDF, nie widzę istotnych zmian. Wygląda na to, że styl graficzny, wypracowany w poprzednim wydaniu drogą ewolucji, został zachowany w tym numerze, a może i pozostanie z nami na dłużej.

Z mojego punktu widzenia ma to zarówno zalety, jak i wady. Przyznam, że nie przepadam za układem graficznym magazynów pierwszej dekady XXI wieku. To zapewne kwestia przyzwyczajenia, wolę układ z czasów Top Secret czy Secret Service (wiem, nie są wcale takie same). Z drugiej strony, jako czytelnik współczesnych magazynów cieszę się gdy widzę duże screeny, niejednolite tła, w których kosztem pstrokatości coś się dzieje. Albo powiększone detale lub postacie, które oblewa tekst. Artykuł nie musi mieć dwóch lub czterech stron z malutkimi screenami, a prostokąt nie jest jedyną dozwoloną figurą geometryczną używaną w DTP. W Game Again otrzymujemy coś innego i za to plus.
Nie do końca przemawiają do mnie strony, których ciemne tło powoduje konieczność użycia białej czcionki. Kiepsko się to czyta. W wersji elektronicznej można jeszcze sobie tekst powiększać. W papierowej, przy czytaniu której ostentacyjnie będę się upierał, trzeba wytężać wzrok. Przy okazji lektury poprzedniego numeru (dostępnego już w obu wersjach) zauważyłem, że na wydruku kolory, grafika, są wyraźnie ciemniejsze niż w PDF. Nie ma jeszcze wersji drukowanej najnowszego numeru, ale mam nadzieję, że będzie inaczej. Niepotrzebnie psuje to fajny efekt, który wprowadza styl graficzny, i zmniejsza przejrzystość stron. Mówiąc żartobliwie: „niepotrzebnie zaciemnia” 🙂


Tyle technikaliów. Co znajdziemy w środku? Tematem wiodącym jest Fallout. Na 14 stronach przeczytamy opisy kolejnych części tej legendarnej serii, jest też miejsce na przybliżenie historii i publicystykę. Początkowo byłem nieco rozczarowany, że opisy zajmują po jedną, góra dwie strony. Gdyby jednak pójść za pierwszą myślą, która zaświtała mi po przeczytaniu opisu Fallout 1 – „powinny być co najmniej cztery strony o każdej części i ogólnie też więcej„, to lektura całości byłaby chyba zbyt długa. Może dla najwytrwalszych.
Kolejne tytuły serii rozgrywającej się na pustkowiach ukazywały się w dłuższych odstępach czasu. Dla starszych czytelników artykuły o pierwszych tytułach serii będą zapewne wspomnieniem o grach, które przeszli od początku do końca. Dla młodszych opisy kolejnych części, w które mieli okazję zagrać, będą bardziej pożądane. Wszystko zależy od wieku i momentu rozpoczęcia przygody z grami. Oczekiwania co do szczegółowości artykułów o tak rozciągniętej w czasie serii zawsze będą zróżnicowane.
Niby sam sobie odpowiedziałem, że dłuższa forma o tej serii może nie znaleźć wystarczająco odbiorców, ale w sumie nadal marzy mi się wydanie specjalne któregoś z magazynów poświęcone Fallout. Serial na jednej z platform streamingowych robi robotę. Może któraś z redakcji przygotowałaby solidne 136+ stron i wstrzeliła się w okolice premiery kolejnego sezonu? Serial potrafi nakręcić zainteresowanie uniwersum. Przepraszam za offtop, wracam do Game Again nr 6.
Lista działów nie zmieniła się. Zabrakło w numerze miejsca na Zapomniane Diamenty, miejsce ich zajęły powiększone Zapowiedzi (za przyczyną relacji ze State of Play i Gamescom) oraz Fallout. Stała się rzecz nieunikniona – w publicystyce zawitały Listy Czytelników, na które odpowiada Redakcja. Niektóre elementy wyglądają dla sumiennych czytelników polskich magazynów znajomo. Jest Strefa Anime, a także recenzje filmów, książek, komiksów i planszówek w skromnym na razie objętościowo Po Godzinach. Jest też rzucająca komentarz w dymku pod Wstępniakiem postać, choć nie Bandicoot. Wstrząśnięci zarazem i zmieszani mogą być entuzjaści DawnWalkera – w Game Again dostał czterostronicowy opis, ale uzyskał ocenę 6.

Bardzo cieszę się, że wobec braku miejsca nie wycięto Łowców Gniotów. Drażni mnie, gdy „inne wiodące magazyny” publikują zajmujący jedną kolumnę lub góra pół strony opis jakiejś słabej gry. Niewiele można się z tak krótkiego tekstu dowiedzieć, więc miejsce to uznaję za zmarnowane.
Game Again prezentuje w tym temacie odmienne podejście. Gniot, nie gniot, skoro już zdecydowali się o nim napisać, to robią to konkretnie i obszernie. Oba „gnioty” otrzymały opisy na dwie strony. Czytając je można poznać różne ciekawe historie i odświeżyć prawdy objawione gamedevu – słabych pomysłów na rozgrywkę nie uratuje kosmiczna grafika i dźwięk. A świetnie stworzone reguły gry i angażujące czynności przewidziane dla gracza nie przedrą się przez źle zaprojektowany interfejs lub zawodzącą co chwila grafikę. Tudzież zapraszanie grającego do częstych wycieczek na pulpit własnego Windowsa. Za takie podejście też plusik.
O gustach się nie dyskutuje, ale jako recenzent wykorzystam okazję do podyskutowania o nich. Generalnie styl pisania Game Again mi odpowiada, choć czasami mam wrażenie, że niektóre artykuły, pomimo różnych autorów, utrzymane są w zbyt podobnej konwencji. Brakuje mi większego zróżnicowania i wyrobionego stylu, charakterystycznego dla danego autora.
Jest wyjątek, ale ten akurat nie budzi mojego zachwytu. Mam otóż wrażenie, że jeden z redaktorów chyba za mocno wczuwa się w klimat czasopism lat 90. Raz, że generuje zbyt dużo porównań mających wywołać w czytelniku wstrząs/rechot (niepotrzebne skreślić), pogarszających moim zdaniem odbiór tekstu. Lądujemy bliżej zinu niż magazynu. Dwa, że brzmią one sztucznie i są to przysłowiowe „dwa grzyby w barszcz„. Idealnie pasuje do nich stwierdzenie: „spora część żartów wypada dzisiaj równie słabo jak przed laty„, pożyczone z recenzji Magdy „BlackRose” Różańskiej z tego samego numeru Game Again. Pasuje, jak ulał do tego, co chciałem wyrazić.
Kończący poprzedni akapit cytat pochodzi akurat z artykułu, który najprzyjemniej mi się czytało i w moim subiektywnym rankingu jest jednym z najlepszych w tym numerze. Dużą sztuką jest utrzymać uwagę czytelnika opisując starą i niepozbawioną wad grę. A jednak coś musi w niej być, bo autorka pomimo wskazania mankamentów tytułu (The Sting! Kariera gangstera) zdecydowała się przyznać mu ocenę 7. Ja zaś, nie patrząc na ocenę, po przeczytaniu ostatniego akapitu recenzji poczułem, że tę grę muszę zdobyć i w nią zagrać. Oczywiście, gdy ją odpalę przyjść może rozczarowanie, nie zmienia to jednak mojej oceny artykułu.


Bardzo podoba mi się publicystyka. Praktycznie każdy artykuł czytałem z ciekawością. Wyróżniam szczególnie dwa. „Proszę wygenerować mi autorytet” – tematyka bardzo na czasie, domyślacie się zapewne o czym. Drugi to historia magazynu o grach GameRanking, w ramach cyklu Numery z przeszłości.
Nie będziemy podliczać plusików i minusików. Początkowo lektura numeru szła mi opornie, potem się rozkręciła. Mój werdykt (oho, ulubione słowo magazynów o grach) – przeczytane, odkładam kapsle z Nuka-Coli na wersję papierową, będę kontynuował czytelniczą przygodę z kolejnym numerem Game Again. Na pewno pismo musi się nadal docierać, wzmacniać skład, szukać swojego charakteru, wypracować styl. To naturalny proces. Przy okazji mała uwaga: przed skierowaniem do druku trzeba na chwilę wezwać na pomoc p. Jolę (Korekta). W obu wersjach PDF, które oglądałem jest dużo wyrazów podzielonych myślnikiem w środku linii – widać ktoś poszalał w ostatnim momencie, tekst się poprzesuwał i myślniki rozrabiają…
Szanowna Redakcjo Game Again. Wyzwanie pt. stworzyć magazyn idealnie udający lata 2000, macie zaliczone. Serdecznie gratuluję. Świętujcie intensywnie a krótko, bo pracy i wyzwań nad kolejnymi numerami nie braknie. W oparciu o to, co już jest, trzeba iść dalej. W każdym numerze widać zmiany i nowe pomysły. Są i pomysły autorskie, i zapożyczenia z dwóch większych magazynów. Pozostaje dalej pracować i się rozwijać. Niekoniecznie w kierunku trzeciego magazynu w stylu trzeciej dekady XXI wieku, ale jednak nie zostawać też wyłącznie naśladowcą tego, co było w tamtych czasach. Oczywiście decyzja należy do Was, bo to nie ja stworzyłem magazyn, który wyszedł poza PDF.
Bonusy w wersji papierowej
Lektura numeru chwilę mi zajęła, w tym czasie Game Again ujawniło, co przygotowali dla nabywców wersji papierowej. Tym razem nie są to dodatkowe strony lecz wirtualny Cover CD. A na nim: dema (ich instalacja odbywa się jednak ze zrozumiałych względów ze Steama), GAME AGAIN: DEADLINE — autorska strzelanka rozgrywającą się w redakcji magazynu (stworzona w FPS Creator), magazyn KŚG 1/2026 czyli fanowska wersja Komputera Świat GIER przygotowana przez redakcję Game Again oraz jeszcze parę dodatkowych materiałów.



źródło zdjęć:
Game Again nr 6


Magazyn może się mniej lub bardziej podobać, ale dla mnie samo trzymanie w dłoniach pachnącego farbą drukarską, wydanego na papierze magazynu o grach to +5 do staminy. Takie mamy czasy. Oczywiście pismo musi też coś prezentować. Zgadzam się w większości z recenzją, choć sam bym raczej nie rozpisywał się na temat gniotów. Szkoda miejsca.