Z aktualnym wydaniem PSX Extreme nastał dzień, kiedy to wspomniany magazyn zrównał się pod względem wydanych numerów z królującym do tej pory CD-Action. 349 to liczba równie sroga, co mina Wolverine’a na żółtej niczym śnieg pod monpolo… może nie, czekaj… żółtej niczym letnie słońce okładce i zapowiedź, że za miesiąc to „szmatławiec” wysunie się na prowadzenie i zacznie zwiększać dystans. Taka przewaga miesięcznika nad kwartalnikiem.
We Wstępniaku Roger krótko podsumowuje zawartość numeru, a ta zapowiada się grubo. Wszyscy uciekają przed premierą GTA VI, co dało nam bogaty w gry wrzesień, a i październik pod tym względem zapowiada się równie dobrze (67 produkcji umieszczono w kalendarzu premier). Reszta wydawców poszuka swojej szansy w nowym roku. A jak już przy wielkiej listopadowej premierze jesteśmy, to właśnie jej dotyczy jedyny tym razem Temat Numeru. Na sześciu stronach opisano bohaterów i relacje między nimi, podstawowe mechaniki jak napady czy potrzeba tankowania środków lokomocji, rozwój protagonistów, misje poboczne oraz symulację miasta jako takiego. Nie zabrakło też paru słów o kampanii marketingowej i cyrku z Netflixem. Cóż, świat odjeżdża mi chyba coraz bardziej. Za to ma nie być w grze AI i mikropłatności. Przynajmniej w singlu.

W sekcji Co nowego jak zwykle otrzymujemy garść newsów (Sony nadal potyka się o własne nogi), Mazzi opowiada co tam w Japonii słychać, a Kroolik jara się powrotem starych polskich klasyków i ostatnimi poczynaniami CDP RED. I ani razu nie wspomina o giełdzie… dziwne. W konsolometrach niebiescy w tym miesiącu ustrzelili ósemkę, liczba sprzedanych konsol to 94,09 mln sztuk (czyli albo nie drgnęła przez miesiąc, albo wkradł się jakiś błąd), a głównym tematem ramki jest Project Canis. Taką samą notę uzyskali zieloni, liczba sprzedanych egzemplarzy to 35,21 mln sztuk (hm… tak jak miesiąc temu… robi się dziwnie), a tekst skupia się na koncepcji Disc-to-Digital i jej źródle. Rzućmy okiem na czerwonych. Ci w tym miesiącu wygrywają uzyskując notę równą dziewięć, sprzedając 22,55 mln sztuk konsol (tak jak miesiąc temu… mam podejrzenie graniczące z pewnością, że ktoś tu nie odświeżył tych cyferek), a głównym tematem ramki jest nowa aktualizacja Switcha 2.
Dalej mamy relację z Extreme Party 2026, z której jasno wynika, że atrakcji nie brakowało. Można było przybić piątki z redakcją, pograć w świeższe i starsze produkcje, wziąć udział w konkursach z nagrodami, obkupić się na odpowiednich stoiskach i posłuchać gości. Na zakończenie działu trafiło podsumowanie Tokyo Game Show 2026. W tym roku w delikatnie zmienionej formie, ale nie przeszkodziło to w doskonałej frekwencji odwiedzających i rekordowej liczbie wystawców. Nawet tajfun nie zdołał pokrzyżować planów. Same targi mogły pochwalić się kilkoma świeżymi prezentacjami, ale zabrakło jakichś istotnych niespodzianek. Między poszczególnymi artykułami w Co nowego, znalazł się jeszcze test okularów XR Viture Beast, które według Komodo wydają się całkiem interesującym gadżetem.

Przejdźmy do recenzji. Tych w tym miesiącu mamy równe trzydzieści, a wśród nich takie nowości jak Silent Hill Townfall (aktualnie przeze mnie ogrywany i mniej więcej zgadzam się z opinią Piechoty), Control Resonant (brązowa rekomendacja redakcji), FC 27 czy Marvel’s Wolverine. Co wypadło najlepiej? Fire Emblem: Fortune’s Weave (9 i odznaczenie gry numeru), Ace Combat 8: Wings of Theve (9 i srebrna rekomendacja redakcji) oraz Trails in the Sky 2nd Chapter (9-). Najbardziej zawiodły Skate Sterre (4+) oraz The Walking Dead: Streets of Survival (4). Z osobistych preferencji mocniej wczytałem się w recenzje NBA 2K27 (naprawdę przydała by się tu jakaś konkurencja) i Halloween: The Game (uwielbiam filmową serię, ale nie lubię asymetrycznych sieciówek czy sieciówek w ogóle, ech :/ ). Oczywiście nie mogło zabraknąć Retrorecenzji. Padło na Atlantis: The Lost Empire i wygląda na to, że gra nadal daje radę. W dziale Replay tym razem powrócono do pięciu tytułów, z czego trzy to zupełnie jeszcze świeże produkcje, recenzowane zaledwie miesiąc temu.
Publicystykę otwiera artykuł o cyfrowej kupce wstydu. Moja jest ogromna, ale teraz wiem, że to wynika ze zmiany przyzwyczajeń konsumenckich i innego odbioru dóbr fizycznych i tych mniej namacalnych. Kilka artykułów mniej lub bardziej nawiązuje do zrecenzowanych w numerze gier. Poznamy historię Wolverine’a wraz z jego początkami w komiksie, rozwojem i obecnością w źródłowych opowieściach, a także filmach oraz grach. Dowiemy się czym jest Fundacja SCP, czyli internetowa społeczność, która idealnie tematyką pasuje do nowej odsłony (zresztą starej też) Control. A jeśli wolicie jeszcze mocniejsze strachy, to z okazji premiery nowego Silent Hilla, mamy okazję poznać potwory, które straszyły Szkotów. Całkiem ciekawa jest ta zbieranina i nie tak wyeksploatowana jak wałkowane do znudzenia zombie czy japońskie blade dziewczynki z długimi włosami. Całkiem ciekawe. Tak samo jak losy usługi PlayLink, na którą Sony miało jakiś pomysł, ale nie do końca potrafiło go zrealizować.

Jeśli wolicie jednak tematy bardziej retro, to i takich w numerze nie brakuje. Pamiętacie Metal Gear Solid? Wiem, głupie pytanie, ale powstał remake (choć to może trochę za duże słowo) stworzony przez jedną osobę w Unity. Może warto sprawdzić nim Konami, odezwie się do autora? Z kolei Nieustraszony to serial, który pamięta wielu z nas. Jak powstała jego koncepcja, skąd pożyczono sobie pewne motywy oraz jak próbowano wskrzesić jego blask? Dowiemy się z kolejnego artykułu napakowanego całkiem sporą ilością ciekawostek. W poprzednim numerze poznaliśmy losy Final Fantasy XIII, ale gra nie była dziełem skończonym. Dostała kontynuację w postaci Final Fantasy XIII-2, której historii nie można przemilczeć. A skoro już w kilku miejscach opisywanego numeru pojawił się horror, to i w retro nie mogło tego tematu zabraknąć. Skupiono się tutaj na grach inspirowanych klasycznymi filmami, które niekoniecznie jakością dorównywały swojemu celuloidowemu rodzeństwu (a może rodzicom?). Wyliczanka zaczyna się gdzieś w połowie lat ‘80, a kończy współcześnie. I kurde, ja niektóre z wymienionych produkcji dobrze wspominam.
W numerze nie brakuje także felietonów i stałych rubryk, po których chyba wszyscy wiemy czego się spodziewać. Przykładowo B.A.K.A. przynosi recenzję nowej serii Ghost in the Shell (muszę nadrobić), w Regionie Filmowym nie mogło zabraknąć opinii o nowym Resident Evil, a Comix Zone rządzony jest przez Absolute Batmana. Jeśli natomiast czujecie lęk przed kolejnymi czterostronicowymi wynurzeniami HIV-a, to spokojnie, w tym miesiącu ich nie ma.
Jest za to parę literówek i innych baboli, które czasem rzucają się w oczy, ale hej, przynajmniej nie używali AI do korekty… hłe hłe… Wiem, żart może i poniżej pasa, ale kto wie o co chodzi to na pewno zrozumie, a kto nie wie, to może i lepiej. W każdym razie, redakcja PSX Extreme jak co miesiąc dostarczyła numer wypchany wszystkim co lubimy. Jest solidna porcja recenzji, są hity (choć kilku wydawałoby się pewniaków lekko zawiodło – tak panie rosomaku, na pana patrzę) i solidna porcja publicystyki. Jest też zaskakująco dużo tematów około horrorowych, co przyznam mnie cieszy, ale w sumie mamy już październik, więc ja idę szukać odpowiedniej dyni, a Wy cieszcie się lekturą.


źródło zdjęć:
PSX Extreme nr 349 – 10/2026


Muszę przyznać, że w tym miesiącu „ikstrim” i poczta uwinęli się wyjątkowo szybko – zwykle koło 2go ściągałem dopiero PDFa, a tu PDF nie został jeszcze ściągnięty, a już żółta okładka w skrzynce.
Jutro rusza nowy AI – literówkAI, który na sam koniec dodaje do tekstu wiarygodnie wyglądające literówki.
„Czy chcesz, żebym pokazał Ci możliwe literówki i opisał ich typy?”
„Określ suwakiem barwę i intensywność literówek”
„Zadaj inne pytanie”
______________________________________________
| Jak cię wyłączyć AI-ju?
|
'Wystąpił nieoczekiwany błąd lub coś poszło nie tak.”
„literówkAI”
Parsknąłem śmiechem!
Nie no, bekę kręcicie, Sir, z tamtego aspektu, Sir. Wy oraz underluk.
Przecież niedawno (w odniesieniu do tamtych słów Avoka) pod recenzją „Nintendo 64 Extreme” zrobiłem coś, czego nie powinienem. Mianowicie… zakwestionowałem decyzję swojego przełożonego. Ów odpowiedział wtedy – w pełni wyczerpując temat. Dzisiaj znów zadałem tamto pytanie: „dlaczego?”. Trzeci raz (trzeciego przełożonego) nie zapytam. Nie będę wspinał się na… przeszkodę, aby nie usłyszeć, że mam z niej… oddalić się. Że mam teraz z niej… oddalić się.
…
Kambr Ordowik – czasem piszesz tutaj na takim poziomie, że muszę kilka razy przeczytać któreś z Twoich zdań, aby je zrozumieć. Jednakże w tym przypadku… uważam, że właściwie interpretuję to, co zawarłeś między wierszami.
Tylko że… to robi damage (nawet jeśli maciupeńki, to jednak – odsyłam do tamtego mojego wątku o wpływie feedbacku na popyt). To znaczy o ile tutaj w komentarzach – ów damage jest bliski zeru, żeby nie stwierdzić, że żaden, wszak za chwilę i tak nasze teksty znikną z dolnej sekcji „Najnowsze komentarze”, gdy nowe dojdą, tak (no i znowu włażę na przeszkodę) tego typu opinie na FB „ZP” mają (przynajmniej teoretyczny) zasięg… „6,5 tys. obserwujący”.
Powtórzę… komentarz „PSX Extreme” (rozumiem, że klawiaturą Adama Piechoty) pod FB mirrorem powyższego artykułu, brzmiący…
„Zapach Papieru na posterunku! Pozdrawiamy”
nie wygląda (moim zdaniem, może błędnym) na opublikowany ze szczerym uśmiechem. Mało tego! Pod FB mirrorem recenzji „Nintendo 64 Extreme” widzimy to…
https://www.facebook.com/ZapachPapieru/posts/pfbid0v1tj8G7qBtVsVsTTueVqete9ogu9YYmXKsTETfnk1Fq3EbP1hL64HWXjZ8aB5sxMl?comment_id=2892618677778662
Ale niech będzie, że przesadzam. Miejcie świadomość jednego. Wy – moi (swoiści) przełożeni (no ja taką nomenklaturą lubię się tutaj posługiwać), ale też Wy – Czytelnicy ZP. Piszę szczerze, jak co postrzegam. Owszem, Avok może przez to na mnie spojrzeć srożej, underluk też i Ty także. Ale ja sam na siebie patrzę, jak na kogoś, kto (powtórzę 256. raz) stara się wszystko oceniać jak najbardziej obiektywnie. Kto również… czasem coś… nadinterpretuje, wyolbrzymia oraz przeżywa jak mrówka coś tam. No tak już ze mną jest.
Bo przesadzam z tym wszystkim.
Tak? W takim razie… powiedzcie mi, dlaczego – gdy poruszam tutaj tematykę aktualnej sytuacji ekonomicznej „CD-Action” albo „PSX Extreme” – nagle widzimy poniżej komentarze od Morasia albo od Adama Piechoty? Przecież przesadzam, nie? Wszak feedback nie ma żadnego wpływu na popyt. Czy też jednak… ma?
Dłuższy czas temu, przez czas również dłuższy (a tak w ogóle to przez Smugglera!) z tyłu głowy miałem postać… EGM-a. Od wczoraj mam tam osobę… Michała „Xtense’a” Stopy*. Przecież ja (na swój sposób) tutaj także zostawiam po sobie ślad. Też (może nawet) równie zapamiętywalny (se wlewam, nie?). Przy czym chciałbym… chciałbym, by ów footprint mój był… jak to nazwać? Był także godny pamiętania. Przez… wszystkie osoby, które tutejsze moje taśmociągi komentarzowe czytają.
* https://zapach-papieru.pl/2013/07/baza-redaktorow-secret-service/#comment-10795
…
Coś gdzieś (na FB, ale nie u nas) wczoraj miało 2 komentarze. Dzisiaj też ma tyle. Tylko że… to są już inne komentarze. Owe zostały gdyż?
Ja oceniam pod kątem analitycznym. Bo ja dyrektor jestem, tego naszego CASZP.
@Avok
@underluk
@Kambr Ordowik
@obserwujący
@liderzy wśród fanów
Ok, numerami na okładce PSX Extreme za miesiąc wyprzedzi CD-Action, ale jeśli chodzi o faktycznie wydane regularne magazyny, to wedle moich obliczeń PSXE wyprzedzi CDA dopiero w lutym 2027. Dlaczego, zapytacie? Otóż CDA tak naprawdę wydało 348 magazynów (w 1997 roku latem mieli łączony numer), a PSXE miało 346 regularnych wydań (trzy łączone numery wakacyjne wyszły w latach 98-2000). W grudniu zatem zadebiutuje „prawdziwy” trzysta czterdziesty dziewiąty CD-Action, a w lutym 2027 dostaniemy rzeczywisty trzysta pięćdziesiąty unikatowy egzemplarz PSX Extreme. Taka ciekawostka. 🙂
Wiem, że PSX Extreme miało też łączone wydanie luty-marzec 2024, ale wtedy „duży numer” porządkowy na okładce był pojedynczy.
Dla mnie z tą numeracją to jest istne… rocket science (wyświetla mi, że… insufficient IQ score, nie wiem czemu). Żarty żartami. Aczkolwiek jeśli piszesz, że tak właśnie było, to tak też miało to miejsce. Pomyśleć, że to ja właśnie odkryłem… KONIUNKCJĘ. I to bez użycia teleskopu. Olśniło mnie raz i tyle.
Co ten Perez tak się uwziął, żeby [yyy… opryskać wodą na śmigus dyngus] listopadowy #350, całą swoją (oraz redakcji) uwagę chcąc skupić na TRZYDZIESTOLECIU? Aż chciałoby się powiedzieć, że… Crash Bandicoot myślał o niedzieli… No to może dyskobol też [yyy… deszczem zmoczy] swój grudniowy #350? O tempora, o mores!
PS Dead and back, Commander. Dead and back. „Ekszyn” powrócił… trwając. Ale (jakkolwiek by nie liczyć) i tak kiedyś (to znaczy w lutym – z Twojej rachuby) zostanie przegoniony przez „Ekstrima”.
„Z aktualnym wydaniem PSX Extreme nastał dzień, kiedy to wspomniany magazyn zrównał się pod względem wydanych numerów z królującym do tej pory CD-Action.”
Ależ nie! KONIUNKCJA nastąpiła już miesiąc temu.
„Zjawisko to będzie można obserwować przez łącznie 5 dni (od 3 do 7 września). Gdyż 8 września wyjdzie „CD-Action” #349. Natomiast 1 października wyjdzie „PSX Extreme” TAKŻE #349, więc nastąpi wtedy… DRUGA KONIUNKCJA.”
https://zapach-papieru.pl/2023/07/cd-action-nr-3-2023-336/comment-page-3/#comment-9803
„(…) i zapowiedź, że za miesiąc to „szmatławiec” wysunie się na prowadzenie i zacznie zwiększać dystans. Taka przewaga miesięcznika nad kwartalnikiem.”
Dokładnie. Moje odkrycie sprzed kilku lat. Koso (na łamach #300) napisał o tym później. Co nie wyklucza tego, że sam również na to wpadł.
underluk – pozwól, że zapytam… dlaczego? Ale najpierw coś Tobie pokażę…
Numer miesięcznika zrecenzowany na FB „ZP” = komentarzy od „PSX Extreme”…
#341 = 0
#342 = 0
#343 = 0
#344 = 0
#345 = 0
#346 = 0
#347 = 0
#348 = 0
„Jest za to parę literówek i innych baboli, które czasem rzucają się w oczy, ale hej, przynajmniej nie używali AI do korekty… hłe hłe… Wiem, żart może i poniżej pasa, ale kto wie o co chodzi to na pewno zrozumie, a kto nie wie, to może i lepiej.”
#349 = 1 – „Zapach Papieru na posterunku! Pozdrawiamy”
Czy tylko ja mam wrażenie, że owe pozdrowienia mają wydźwięk słów pilota F-35, kierowanych do wrażej stacji radarowej? Nie no, mam zbyt wybujałą wyobraźnię.
F-35 doświadczyłem ostatnio jak dwa przekroczyły barierę dźwięku i wszystkie szyby w mieszkaniu mi zadzwoniły.
O kurde, zazdroszczę. To znaczy bynajmniej nie faktu, że szyby drżały w oknach Twojego mieszkania ani powodu (jeśli z kierunku wschodniego) aktywności tych myśliwców, tylko tego, że (chociaż dźwiękowo) miałeś z F-35 do czynienia. Myśliwcami interesuję się od czasów szkoły średniej, jeden kumpel mnie tym wtedy zaraził i tak mi zostało do dzisiaj. Chociaż wyrażenie „zaraził” średnio pasuje, zwłaszcza w świetle (relatywnie) niedawnej pandemii. A gdy jesteśmy już przy niej – trzeba było wtedy zakrywać nos i usta. Zanim jednak można było kupić profesjonalne maseczki – samemu wycinało się prostokąty ze starych koszulek. Można też było zmajstrować sobie plastikową zakrywaczkę. Tak też zrobiłem, z takiej (jak to nazwać?) cienkiej teczki na kartki A4, że z przodu jest przejrzysty plastik, a z tyłu nie. Przy czym tak ów plastik wyciąłem i pozaginałem, żeby przypominał to…
https://i.etsystatic.com/21966049/r/il/da925b/2702702162/il_1588xN.2702702162_fwql.jpg
Ten szary przód.
W tamtych czasach (nasze lata ’90, hehe) znałem pełen wachlarz myśliwców – zarówno po stronie NATO, jak i Rosji. Rozpoznawałem każdego Fulcruma, Falcona czy Fishbeda (bo ma… łóżko dla ryb nad kadłubem, łatwo zapamiętać) niczym komp w Airwolfie (oglądanym co tydzień i rysowanym w zeszycie na lekcji, no takie porycie, cóż poradzić). Odróżniałem MiG-a 17 od MiG-a 19. Wykułem na pamięć jakie uzbrojenie może Tomcat przenosić itp. Zmienna geometria u tego, skrzydła DELTA u tamtego, układ KACZKA u jeszcze innego. Nie wsadziłbym wtedy proca AMD w slot dla Intela i odwrotnie. Skąd teraz taka dygresja? Gdyż ma wspólny mianownik. Przeniesienie – wówczas – zainteresowań na… płeć piękną. Tymczasem lotnictwo przez te lata, przez te dekady… zmieniało się nie do poznania.
Najnowocześniejszy obecnie myśliwiec NATO? Otóż ów wyżej przez Ciebie wspomniany. A po stronie Rosji? Nie wiem! Moja wiedza, moje interesowanie się… zakończyło się na… Su-27 bodajże oraz na MiG-u… nie pamiętam. Kompletna pustka w głowie. Owszem, czasem w internecie pojawia się jakiś artykuł, wskazujący na najnowszą generację rosyjskiej myśli technicznej odnośnie do maszyn latających (klikam go, przeglądnę, popatrzę i wyłączam), ale… dla mnie są to już (mimo nadal sentymentu do tematyki myśliwców) jakieś obce światy. Tak samo procesory najnowsze i nowoczesne dyski twarde – wyglądające jak kiedyś ta malusia karta sieciowa. Co za czasy, co za obyczaje? No dysk twardy powinien być wielgachny i się kręcić w środku i się nagrzewać. Mieć szarą taśmę z czerwonym oznaczeniem (owym od strony gniazda zasilania HDD, tak samo z FDD). Na tym się wychowałem wszak. Na… starych myśliwcach. Na starym wszystkim. Wszystkie te chwile…
Pewnie Su-57. Mój kolega w podstawówce interesował się lotnictwem, szczególnie śmigłowcami. Wtedy też się nieco orientowałem, ale to było kiedyś.