Strona główna » Newsy » Książka: „Secret Service: Kompendium 1”

Książka: „Secret Service: Kompendium 1”


Opublikowano: 22/10/2026 | Autor: underluk

W 1995 roku redakcja magazynu Secret Service wpadła na pomysł wydania książki. Książki nie byle jakiej bo zbierającej co ciekawsze materiały rozrzucone po różnych działach magazynu (w numerach 01 – 32). Po poddaniu ich lekkiej redakcji i uzupełnieniu, na początku 1996 roku wydano pod nazwą “Kompendium Wiedzy”. Pomysł spodobał się na tyle, że w kolejnych latach powstały kolejne publikacje nazwane “Kompendium X”, gdzie zamiast X trzeba sobie wstawić cyferkę. Jednak pierwsza książka nie pasowała do tej numeracji, więc w 1997 roku doczekała się wydania drugiego i rozszerzonego. Nazywała się już “Kompendium 1”, otrzymała nową okładkę, na której śmigłowiec został zastąpiony przez Larę Croft, a całość została rozszerzona o poradnik Internetowy. I na tym wydaniu skupię się w tym tekście.

Okładka wydania pierwszego

Całość jest klejona, ale na tyle solidnie, że mój egzemplarz przetrwał do dnia dzisiejszego w jednym kawałku. Chociaż grzbiet złamałem (meh). Miękka oprawa trochę się wytarła, ale przez trzydzieści lat można się było tego spodziewać. Projekt graficzny okładki utrzymany jest w stylu Secret Service, wraz z logo periodyku u góry, więc od razu wiadomo z czym mniej więcej będziemy mieć do czynienia. Publikacja zamyka się w 252 stronach drobnego druczku, plus cztery strony na okładkę.

Książka podzielona jest na kilka działów, poprzedzonych wstępem oraz listą najlepszych gier 1995 roku, do której każdy z dziewięciu redaktorów wybrał swoje trzy ulubione produkcje.

Przejdźmy jednak do mięska. Pierwszy rozdział to „SaveGamer”, gdzie zebrano liczne modyfikacje plików gier nadesłane przez czytelników. Ale przed rozpoczęciem zabawy w domorosłego gamingowego hakera warto zapoznać się z krótkim wprowadzeniem, wyjaśniającym na czym polega modyfikacja plików .sav czy innych .com, jak to zrobić, czym to zrobić i że zrobić to najlepiej warto najpierw kopię. Dziś już sztuka raczej zapomniana, kiedyś cieszyła się pewnym powodzeniem.

„Manga” to wyjątek i dział występujący tylko w Kompendium 1. To znaczy w samym Secret Service też, ale w tym wypadku nie mamy tutaj przedruków z magazynu, ale teksty stworzone specjalnie do publikacji w książce. Pokrótce wyjaśniono zjawisko (także anime), zaprezentowano rys historyczny oraz ogólny podział na gatunki. Zebrano także najważniejszych twórców mangi oraz warte polecenia serie. Również fani animacji znajdą tu pokaźną listę produkcji do obejrzenia. Dziś manga i anime to nic dziwnego na polskim rynku, ale te trzydzieści lat temu to była nowość, powiew dalekiej i tajemniczej (dla wielu dziwnej) Japonii. A, no i jak ktoś dzieli rynek na przed i po Ghost in the Shell, to tu mamy zebrane produkcje sprzed.

„Kombat” to oczywiście królestwo Gulasha i jego rubryki Kombat Korner. Rozdział otwiera opowiadanie, które zdobyło pierwsze miejsce w konkursie Secret Service i CD Projekt, przedstawiające historię rozpoczęcia turnieju Mortal Kombat 3. Przynajmniej według autora. Dalej mamy ogólną charakterystykę gatunku, kilka topek i parę artykułów o konkretnych mordobiciach. Składają się na nie zazwyczaj jakiś wstęp, czasem ciekawostki, ale najważniejsze są listy ciosów wszystkich występujących w grach postaci oraz strategie i wskazówki jak radzić sobie z przeciwnikami. Wśród opisanych produkcji znalazły się: FX Fighter, Mortal Kombat 2 (Amiga), Primal Rage, Super Street Fighter Turbo oraz Warriors.

Dzień dobry, my do lodówki

W „Moich bojach” Berger przedstawia nam wybrane zagadnienia z dziedziny wojskowości, odnosząc je niekiedy do gier strategicznych. Poczytamy m.in. o tym czy przewaga technologiczna faktycznie ma istotne znaczenie, czy jaki wpływ na przebieg walk mają morale, dowódca i ogólnie pojęta sztuka wojenna. Za dzieciaka nie było to mój ulubiony dział, ale teraz przeczytałem te artykuły ze sporym zainteresowaniem.

„Tipsy”… to tipsy. Chyba nie trzeba tu szczególnego wyjaśnienia, choć warto wspomnieć, że zebrano tu kody publikowane w czasopiśmie przez trzy lata, usuwając z nich powtórki i takie, które w rzeczywistości nic nowego nie wprowadzały. Dorzucono za to garść nowych, wcześniej nie publikowanych.

Dalej możemy zapoznać się ze składem redakcji, która zmuszona została do odpowiedzi na z góry narzucony zestaw pytań oraz… okazania jakiegoś dokumentu z zdjęciem. Jedni posłużyli się szkolnymi legitymacjami, inni mniej lub bardziej świeżymi dowodami osobistymi. A wtedy nie było jeszcze takich plastikowych jakie mamy teraz.

„Czytelnicy” to, jak można łatwo zgadnąć, spis czytelników. Imiona i nazwiska wszystkich tych, którzy do pewnej granicznej daty przysłali do redakcji jakiś list, rysunek lub inną formę komunikacji i nie zapomnieli się pod nią podpisać. Musiało przyjść tego sporo, bo spis jest pokaźny i napisany takim rozmiarem czcionki, że ja ściągi czytelniejsze pisałem.

Jedna z całostronicowych grafik

„Indeks SS” to poniekąd spis treści czasopisma, w którym ujęte zostały opisy gier, recenzje, mapy, suplementy oraz helpy wraz z informacją o tym, w którym numerze je znajdziemy, na jakiej stronie, oraz co to jest za rodzaj materiału. Pominięto materiały z Rzutu Okiem i te nie przekraczające ¼ strony.

I tak oto docieramy do „Internetu”, czyli takiego ABC. Co to jest? Jak się połączyć? Co tam robić? Przeglądarki ówcześnie były dwie (dziś już żadna nie istnieje), ludzie łączyli się modemem, a w samej sieci można było założyć e-mail, surfować po stronach i pogadać na IRC. Wtedy nowość, dziś po trzydziestu latach od publikacji raczej skansen.

Szata graficzna Kompendium 1 utrzymana jest w czerni i bieli oraz pozbawiona screenów z gier. Co może trochę dziwić w książce, bądź co bądź, o grach. Ale zrzuty ekranu pozbawione kolorów może nie miałby takiej siły oddziaływania. Za to jest sporo innych grafik. O ile w dziale „Manga” mamy sporo japońskich dzieł, a „Moje boje” ozdabiają liczne podobizny dowódców, sprzętu i uzbrojenia wojskowego, tak pozostałe rozdziały zostały bogato okraszone rysunkami czytelników i mniej lub bardziej związanych z redakcją twórców, jak np. Śledziu. Nie da się ukryć, że ten ostatni tu króluje (do tego stopnia, że jeden z rysunków opublikowano dwa razy). W efekcie nawet „Tipsy” dzięki tym elementom graficznym stanowią atrakcję, bo same kody jako takie wielkiej rozrywki nie dają, a i spamiętać ich nie sposób. W ramach rozrywki i pewnego rodzaju przerywnika mamy jeszcze króciutkie opowiadanie o ostatnim człowieku, który nie miał Windowsa 95. Nawet fajne.

Secret Service: Kompendium 1 to takie podsumowanie trzech lat działalności magazynu zbierające konkretne materiały w jednym miejscu. Dziś, dzięki na przykład spisowi gier z poszczególnych numerów, może być drogowskazem i punktem zaczepienia w poszukiwaniu ulubionych retro tytułów. Oczywiście jeśli szukamy starego opisu lub recenzji, bo jeśli o tipsy i solucje chodzi, prędzej chwycimy za telefon. Mimo wszystko warto jest wrócić to tych tekstów, bo z jednej strony mają swój niepowtarzalny klimat, a z drugiej są swego rodzajem wehikułem czasu przenoszącym czytelnika do połowy lat dziewięćdziesiątych, kiedy to świat był inny. Bardziej tajemniczy.

Secret Service: Kompendium 1 – okładka przednia
Secret Service: Kompendium 1 – okładka tylna
SaveGamer
Tipsy
Manga
Kombat Korner

źródła zdjęć:
https://tezeusz.pl
zbiory własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 Komentarze

  1. Dzięki kompendium szybciej znajdziesz to czego szukasz. Natomiast zgadzam się, że nic nie zastąpi oryginalnych kolorowych gazet, szczególnie SS-ów, który wtedy rządził szatą graficzną. Chyba że ktoś nie kupował regularnych numerów, wtedy kompendium zastępowało mu całe trzy lata.

  2. Ta książka to prawdziwa kapsuła czasu. Ja jednak wolę teksty z oryginalnych Secret Service-ów, bo kolory robią robotę. Ale jak ktoś nie ma dostępu do oryginałów, a chce zobaczyć, jak się pisało w latach 90., gdzie o internecie jeszcze nikt nie słyszał, a już tym bardziej o ejajach czy innych łocapach, to okazja doskonała.