Wydawnictwo N3 Media poza dostarczaniem nam co miesiąc świeżego numeru PSX Extreme oraz raz na kwartał wydania specjalnego, skupiającego się na wybranym sprzęcie, od czasu do czasu raczy nas także książką/albumem. Dotychczas były to „Silent Hill: Początki – części 1-4” oraz „Metal Gear Solid: Trylogia„. Teraz do tego grona dołączył „Resident Evil: Incydent Raccoon City„, tworzony przez ekipę redaktorów i współpracowników „ikstrima” pod redakcją Adama Piechoty. Uff… mają rozmach, i bardzo dobrze.

Resident Evil to marka, której stuknęło w 2026 roku równe 30 lat. Seria licząca sobie kilkadziesiąt odsłon na różne platformy, definiująca gatunek jakim jest survival horror i nieraz rewolucjonizująca granie jako takie. Nie bojąca się eksperymentów oraz skoków w bok. Jak łatwo się domyśleć w przypadku takiego molocha, materiału jest więcej niż na jedną książkę. Szczególnie taką, która liczy sobie sto szesnaście stron… a połowa to przecież zrzuty ekranu i grafiki. Dlatego „Incydent Racoon City” skupia się na tytułowym mieście, które stanowi pewne ramy. A w tych ramach mieszczą się: Resident Evil, Resident Evil 2, Resident Evil 3: Nemesis, Resident Evil (2002), Resident Evil Zero, Resident Evil Outbreak, Resident Evil Outbreak: File #2, Resident Evil 2 (2019) oraz Resident Evil 3 (2020). To te gry rozgrywały się w Racoon City i niejako budowały jego historię. Na krótką wzmiankę zasłużył sobie także Resident Evil Requiem, bo i w najnowszej odsłonie cyklu powracamy do tytułowego miasta, ale gra ukazał się już w trakcie prac nad książką, więc autorom trudno się było do niej w pełni odnieść. Fajnie, że jest.
Gry w poszczególnych rozdziałach omówione są nie w kolejności w jakiej debiutowały na rynku, a zgodnie z czasem akcji. I tak na początku mamy Resident Evil Zero, a na końcu Resident Evil 2. Może wprowadzać to pewne zamieszanie, ale taka chronologia ma swój sens i myślę że całkiem sprawnie przedstawia wydarzenia, jakie miały miejsce w Racoon City na przestrzeni poszczególnych produkcji. Każdy rozdział rozpoczyna się fabularnym wstępem (całkiem nieźle napisanym), potem dowiadujemy się kilku szczegółów o danej produkcji, a czasem trafi się jakiś ogólniejszy artykuł (do tych jeszcze wrócę). Trudno tu szukać jakichś nieoczekiwanych wątków czy encyklopedycznej wiedzy, ale poruszane tematy zazwyczaj są interesujące, pozwalają spojrzeć na niektóre wydarzenia z innej strony i, co chyba najważniejsze, ładnie ustawiają na osi czasu poszczególne wydarzenia oraz bohaterów. Niestety, przytrafiło się kilka byków, choć prawdopodobnie wyłapią je jedynie fanatycy serii. Gracze, którzy z RE mają kontakt okazjonalny lub tylko gdzieś w okolicy premiery kolejnych części, pewnie nawet ich nie zauważą. No bo kto pamięta czy w Resident Evil 3: Nemesis był miotacz ognia? No właśnie. Są jednak tacy, którzy zwrócą na to uwagę i lekko zazgrzytają zębami. Szkoda też, że właściwie zignorowano Resident Evil z 2002 roku (remake na GameCube’a), któremu nie poświęcono choćby jednego artykułu, a ograniczono się jedynie do okazjonalnych wzmianek.
Wspomniane powyżej artykuły uzupełniające nawiązują czasem do którejś z odsłon serii, a czasem są bardziej ogólne i skupiają się np. na lęku przed Big Pharma i związanymi z tym teoriami spiskowymi, motywie laboratorium, japońskim poczuciu lęku czy… teorii łączącej remaki z zamachami z 11 września. I napiszę szczerze, że to ostatnie wydaje mi się dość dyskusyjne. Niemniej artykuły te są bardzo ciekawe i dobrze urozmaicają lekturę.

„Resident Evil: Incydent Raccoon City” wydany został w twardej oprawie, dużym formacie i w zasadzie nie różni się niczym od poprzednich albumowych wydań specjalnych. Teksty okraszone są dużą ilością grafik prosto z gier lub materiałów promocyjnych. Zrzuty ekranu niekiedy kłują trochę w oczy pikselozą (co nie znaczy, że nie mają swojego uroku), za to grafiki z renderów lub reklamówek potrafią zachwycić. Tym razem zrezygnowano ze zdjęć niezwiązanych z marką, które trafiały się w książce o Metal Gear Solid (na co zresztą trochę marudziłem w recenzji), co wyszło tylko na plus. Dzięki temu mamy sto procent Resident Evil w książce o Resident Evil. Oczywiście, otrzymujemy tu ponownie całą serię artykułów, których poziom raz bywa lepszy, a raz… trochę mniej lepszy. Ale w takim wydaniu i z taką ilością autorów nie powinno to dziwić. Ważne, że całość spełniła swoją rolę i kilka tekstów pewnie sobie za jakiś czas jeszcze odświeżę.
Fani serii Capcomu zapewne „Resident Evil: Incydent Raccoon City” już mają w łapkach. Tak samo jak posiadacze poprzednich tomów albumowej serii od N3 Media. Jako fan horroru jako gatunku nie mogłem przejść obok tego wydania obojętnie. Tak samo jako gracz i czytelnik. Jest tu kilka artykułów o samej grozie (nawet z odniesieniami do Grabińskiego czy Lovecrafta). Jest dużo o samych grach, bo w końcu to one są tutaj sednem. Całość może nic nie urywa, ale autorzy wykonali solidną robotę, którą doceniam, nawet mimo kilku potknięć. To solidna publikacja, której lektura daje satysfakcję, czasem potrafi zaskoczyć, a czasem zalewa falą nostalgii. W końcu i ja tam wtedy byłem i nie jednego zombie ubiłem. Czekam na ciąg dalszy.
Tu Avok. Uwielbiam serię Resident Evil, a szczególnie jej pierwsze trzy części. Do końca życia nie zapomnę „jedynki” i mojego pierwszego spotkania z zombiakiem w tajemniczej posiadłości. Gdy na mnie spojrzał… brrrr! A propos, czy znacie plotkę dotyczącą tego zombiaka? Jeśli tak to piszcie na avok@poczta.fm. Pierwsza trójka dobrze pamiętających otrzyma od nas świeżutkie egzemplarze recenzowanego powyżej Residenta. Wysilcie szare komórki i do dzieła!
Dziękujemy wydawnictwu N3 Media za ufundowanie nagród.










źródła zdjęć:
https://www.psxextreme.pl/sklep
https://super-edu.pl/profil/korepetytor/3322
zbiory własne

Nadrabiam zaległości z przeszłości, zamówiłem kiedyś SH, teraz RE – czekam, aż nieco wywietrzeje zapach. Mógłby mnie zdradzić (co ty tam znowu kupiłeś). Na pewno w wydawnictwie jest intensywny zapach (farby/papieru). Pozostaje czytać. Maj u mnie marny czytelniczo i pisarsko, na czerwiec obiecałem sobie Poprawę 😉
Też już mam ten album. Zdążyłem tylko na szybko przekartkować, ale jak pięknie to jest wydane. Mnóstwo grafik i świetny klimat całego albumu. A akurat te rozpikselowane zrzuty ekranu przypominają jak te stare gry wyglądają 😉 Z przyjemnością poczytam w wolny weekend.
„Wydawnictwo N3 Media poza dostarczaniem nam co miesiąc świeżego numeru PSX Extreme oraz raz na kwartał wydania specjalnego, skupiającego się na wybranym sprzęcie, od czasu do czasu raczy nas także książką/albumem.”
Raczy nas… DOKŁADNIE dwa razy w roku. W maju oraz w listopadzie. Taka marszruta.
https://zapach-papieru.pl/2024/09/psx-extreme-nr-9-2024-324/comment-page-4/#comment-8403
„Resident Evil to marka, której stuknęło w 2026 roku równe 30 lat.”
Gratki!
„Nie bojąca się eksperymentów oraz skoków w bok.”
Jedna z moich byłych mi się właśnie przypomniała.
„Ważne, że całość spełniła swoją rolę i kilka tekstów pewnie sobie za jakiś czas jeszcze odświeżę.”
Spoko.
„Całość może nic nie urywa, ale autorzy wykonali solidną robotę, którą doceniam, nawet mimo kilku potknięć.”
Haha! Dobre!
Całokształt recenzji również (underluk zawsze dowozi). A ja nie umiem w recenzje. Szkoda.