Premiera Secret Service wiosną 1993 okazała się wielkim sukcesem. Kolorowa nowoczesna szata graficzna, znani i lubiani autorzy, ciekawe rubryki – każdy chciał go mieć. Jednak mimo nakładu pow. 100 tys. egzemplarzy magazyn szybko znikał z kiosków lub nie wszędzie docierał. Lekarstwem na to były po pierwsze: prenumerata, po drugie – sprzedaż archiwaliów. Wystarczyło opłacić przekazem odpowiedni numer i po jakimś czasie dostawało się go pocztą.
W czerwcu 1994 w Przeciekach (SS14) ogłoszono, że wyprzedały się już wszystkie numery premierowe. Opłaconych zamówień było jednak znacznie więcej. Martinez i Pegaz Ass wpadli wtedy na szatański pomysł, by dodrukować pierwszy numer, lecz będzie on czarno-biały. „Będzie to specjalny bootlegowy egzemplarz, dostępny tylko farciarzom” – przekonywali. Żeby podnieść jego wartość, każdą sztukę opatrzyli unikalnym numerem seryjnym i autografami. Tak przygotowane egzemplarze rozsyłali tym, dla których zabrakło oryginalnych numerów, ale nie tylko. „Pojechaliśmy autobusem Ikarus z moją mamą do redakcji na Wronią. Wizyta mogła być poprzedzona jakimś telefonem, że szukam nr 1 i odpowiedzią, że „przyjedźcie, coś ogarniemy”. – wspomina ośmioletni wtedy Maciek, który w ten sposób stał się posiadaczem bootlega – Większość dzieciństwa byłem jednak smutny, że ten SS1 mam w takiej formie, mimo autografów. Niezbyt ładny, na matowym papierze, prawie jak z atramentowej czarno-białej drukarki biurowej. Myślałem, że oni to drukowali prowizorycznie, na poczekaniu dla spóźnialskich, jako substytut „lepszy taki niż żaden”, a autografy dawali ekstra dla otuchy.” 🙂

Ile wydrukowano czarno-białych „sikretów”, trudno powiedzieć, rozpowszechniono około tysiąca egzemplarzy. Najwyższy numer seryjny, z jakim się spotkałem, to 919. Całego nakładu nie pozbyto się zresztą naraz, gazetki podpisywano i kolportowano w miarę potrzeb, na co wskazują różne kolory pisaków użytych do autografów i wpisany rok wydania (1994 lub 1995). Bootlegowy SS1 trafiał do domowych archiwów i przez lata większość czytelników o nim zapomniała. Od święta pojawiał się na aukcjach, nie wzbudzając większego zainteresowania. Sam natrafiłem przypadkiem na wzmiankę o nim przeglądając archiwalne numery Secret Service. Zrobiłem research, dotarłem do jednego z posiadaczy i opisałem sprawę na Zapachu Papieru. A potem przyszła moda na retro i się porobiło.
Dziś zdobycie oryginalnego czarno-białego SS-a jest bardzo trudne. W ciągu 30 lat wiele numerów zaginęło lub skończyło na makulaturze. Ci, którzy mają bootlega w swoich zbiorach, przechowują go i najczęściej nie chcą odstąpić, a jak już pojawi się na aukcji, jego ceny windowane są do chorych kwot. Brałem udział w kilku aukcjach, które wydawały mi się mało uczciwe. Dlatego wolałem poczekać. I wreszcie jest!
Czarno-biały Secret Service nr 1 – 4/93 o numerze seryjnym 534 wzbogacił zbiory Zapachu Papieru. Dziękuję bardzo, niegdyś ośmioletni Maćku z Warszawy.


źródła zdjęć:
archiwalne numery Secret Service
https://zapach-papieru.pl

Pamiętam, gdy kilka lat temu na archive.org przeglądnąłem po kolei wszystkie numery „Gamblera” i „Resetu”. Oraz „Secret Service’u”. Wirtualna podróż w przeszłość. Stare dobre czasy.
Avok zdobył swą upragnioną edycję pierwszego numeru. Zawsze będzie mógł ją przeglądać, nawet wtedy, gdy prąd wyłączą.
Efekt motyla.
Ponownie przeglądam archiwalne numery „Secret Service”.
Avok w zakładce [Historia], tegoż magazynu, napisał…
„Wizerunkowi pisma z pewnością nie pomagały zarozumiałe przechwałki o druku na ekologicznym papierze (…)”
We wstępniaku do #2 czytamy…
„Jakość druku za chwilę ocenicie sami, natomiast papier jest EKOLOGICZNY, tzn. wyprodukowany najwyższą światową technologią bez użycia chloru (tzn. przyjazny dla środowiska), Jesteśmy chyba pierwszym wydawnictwem w Polsce stosującym ten typ papieru, my po prostu dbamy o nasz kraj!”
Jak to ocenić z teraźniejszej perspektywy (nawet, jeśli jest to chwaleniem się)? Uważam, że pozytywnie. Dzisiaj jest dużo większa świadomość znaczenia dbania o środowisko, niż 3 dekady temu.
Ta magia już nigdy nie wróci. Tak mi się pomyślało właśnie o całokształcie prasy growej lat ’90. Kto miał wtedy internet? Kto w ogóle marzył wtedy o tym, by go mieć? Magazyny o grach były oknem na (gamingowy) świat. Jedynym.
Wstępniak do #3…
„Jak się podoba nasz EkoPapier?”
Musiałbym dotknąć. „Przecieki” w #3…
„1. Pierwszą z naszych wielkich obietnic już spełniliśmy — papier, na którym drukujemy jest o kilka klas lepszy niż ten na jakim drukowaliśmy się do tej pory. Ma on jeszcze jedną wielką zaletę, mianowicie jest on papierem „czystym ekologicznie”, tzn. bezchlorowym. Uważamy, że nie jest sztuką zaśmiecać nasz kraj, sztuką jest natomiast zrobić wszystko co możliwe, aby zminimalizować skutki rozwoju cywilizacji.”
Faktycznie. To zaczyna już być irytujące. A przecież dopiero #3 przeglądam.
Wstępniak do #4…
„O EkoPapierze więcej nie będziemy truć.”
W ostatniej chwili! Bo bym przestał czytać wstępniaki. Wstępniak do #5…
„Poza tym, zrobiliśmy kolejny krok w sprawie ochrony środowiska… i od tego numeru także okładka SS będzie drukowana na bezchlorowym papierze ekologicznym!”
Przestaję przeglądać te wszystkie archiwalne numery! []
Zmieniłem zdanie i dalej przeglądam. Na okładce #16 jest taka okrągła plakietka z liczbą stron (tak jak w każdym numerze „Retro”). Widzimy na niej wielki czerwony napis…
100
STRON
a niżej, drobnym maczkiem na czarno…
CHCIELIBYŚMY MIEĆ
A MAMY JUŻ 68 !!!
Czytelnicy z pewnością byli zachwyceni, wertując magazyn po odejściu od kiosku.
Kiedyś chciałem dokupić na aukcji tenże numer. Ale cena mnie bardzo zaskoczyła, jak wielu zresztą więc do dzisiaj niestety nie posiadam. Świętym graalem bym tego egzeplarza nie nazwał. Ciekawostka 😀 Te numery bez podpisu być może poszły już później, w ramach jakiejś akcji, by odróżnić od dodruku.
Kilka lat temu kupiłem dużą paczkę numerów Secret Service. I ze zdziwieniem się zorientowałem, że pośród nich znajduje się jeden numer w wersji czarno białej. Teraz już wiem jaka jest jego historia… ale mój nie posiada autografu ani numeru 🙁
Hmmm… czyli wchodzimy na JESZCZE wyższy poziom unikatowości?
Tak, czy inaczej – jesteś (można powiedzieć) szczęściarzem posiadającym tenże numer.
Jesteś pewien że bez autografów? Masz jeszcze ten numer?
Tak, mam, bo właśnie szukałem tej numeracji o której wspominaleś i nie mogłem znaleźć. Wieczorem porobię zdjęcia i podlinkuje je tutaj.
Zdjęcie okładki
https://nintendo64.pl/wp-content/uploads/SecretServiceCzarnoBialy_01.jpg
oraz zdjęcie tylnej strony
https://nintendo64.pl/wp-content/uploads/SecretServiceCzarnoBialy_02.jpg
Niestety nigdzie nie ma autografów. Może już mieli dosyć i przestali podpisywać te dodrukowane numery.
Valoo —> Ha, wygląda mi to na oryginał, nie ksero. Ciekawe, jaka jest historia tego numeru. Może rzeczywiście część egzemplarzy wyciekła z redakcji bez autografów. Osobiście nie wierzę, że wydrukowali tylko 1000 egz.
Też się zastanawiałem czy ktoś nie wydrukował skanów, ale w dotyku nic tego nie sugeruje.
Nie ostatni króliczek.
Jest takie powiedzenie, że GONIĆ KRÓLICZKA. Avok długo chciał złapać tego z oznaczeniem 4/93. Tutaj…
https://zapach-papieru.pl/encyklopedia-pism/secret-service
w sekcji CIEKAWOSTKI – warto przeczytać ostatni akapit.
Przez długi czas Avok miał jedynie fotkę uciekającego zwierzaczka. Teraz natomiast…
Wreszcie go złapał.
Warto gonić za marzeniami.