Równo dwa miesiące po premierze pierwszego numeru CD-Action, w czerwcu 1996 w kioskach pojawił się numer drugi. Z okładki zerkał na nas z lekkim uśmieszkiem Duke Nukem, a każdy, kto zobaczył tę okładkę w witrynie swojego kiosku zrozumiał, że to musi być magazyn o grach komputerowych. Jeśli nawet przegapił pierwszy numer, a nazwa CD-Action była mu obca – tego dnia na pewno się to zmieniło!

To bez wątpienia najlepsza okładka z tego rocznika – nawet dziś robi świetne wrażenie! Niestety, biedny Duke Nukem 3D był już wtedy na rynku od pół roku (końcem stycznia ukazał się w wersji shareware), a w świecie gier to niemal wieczność. Już wkrótce miał nastąpić wielki wstrząs i przełom… jeśli wiecie, o czym mówię! Tak, tak – Quake był tuż za rogiem.
We wstępniaku otrzymujemy kluczową informację, że magazyn przechodzi na cykl miesięczny. Na kolejnych 48 stronach (a w zasadzie 52, bo okładek do głównej numeracji nie wliczali, miały własną – rzymską, od I do IV) opisano dziewięć programów użytkowych i 22 gry. Niestety, wtedy jeszcze nie wyszczególniano (to się zaczęło dopiero od szóstego numeru), które tytuły są w produkcji, a które recenzowane na podstawie dostarczonych przez producentów egzemplarzy.

Trzonem redakcji nadal pozostały osoby związane z pismem PC Shareware, choć w następnych miesiącach w zespole pojawi się trochę świeżej krwi. W drugim numerze CD-Action swój fizyczny debiut (bo kręcił się wokół redakcji już przy okazji premiery pisma) na łamach zaliczył Smuggler – niezatapialny weteran, czyli Jerzy „Mac Abra” Poprawa. Do dziś ukrywa się on pod tym pseudonimem, choć przez wiele lat gros czytelników nie wiedziało, kim on jest [a wkrótce za sprawą pewnej książki będzie to już oczywista oczywistość – przyp. Avok]. W bieżącym numerze zapomniano o nim jeszcze w stopce redakcyjnej, ale od kolejnego wydania będzie się w niej niezmiennie pojawiał, zmieniając tylko funkcje 😉 Oficjalnie Smuggler przejął od Mudbrusha kącik sceny komputerowej.

Znaczek jakości to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli CD-Action. Pojawił się on już w pierwszym numerze pisma, pełniąc pierwotnie funkcję wyróżnienia dla najlepszych recenzowanych gier i programów. Po wprowadzeniu w połowie 1997 roku oficjalnej skali ocen (1-10), znaczek „jakości „CD-Action poleca” nie zniknął z łamów magazynu, przeszedł jednak ewolucję i stał się elitarną nagrodą. Był przyznawany jedynie tym produkcjom, które, obok wysokiej oceny wystawionej przez recenzenta, otrzymywały rekomendację większości redakcji.
W drugim numerze periodyku wyróżniono znaczkiem jakości dwie gry i trzy programy użytkowe: Kingdom O’Magic, Duke Nukem 3D, QEMM 8.0, Ptaki Polski i Dogz Your Computer Petz.


źródło zdjęć:
CD-Action nr 2, 6/1996

Smuggler stwierdził niedawno…
„Tych pierwszych 2-3 numerow to lepiej nie czytac”
https://cdaction.pl/retro/cd-action-01-1996-recenzja-pierwszego-numeru-cda-w-historii-30-lat-cda/#comment-1509378
Ale – wtedy – to było coś nowego, coś wspaniałego. Moooże i teraz można tak właśnie napisać o pierwszych edycjach „CD-Action”, ale… nie wtedy. I to się liczy. O tym pamiętamy.
PS Ja NIE JESTEM W STANIE przypomnieć sobie, czy pierwszy numer kupiłem, czy dopiero drugi (czy trzeci?). Co jakiś czas próbuję przywrócić sobie te wspomnienia, ale… nie idzie. Kiosk w drodze do szkoły. „CD-Action” za szybą. To pamiętam. Z pewnością w odniesieniu do koleeejnych numerów. Ale czy do… tego pierwszego? A może (wyżej opisanego)… drugiego? Inna sprawa, że… jak niby mam to pamiętać, skoro minęło już (nie bagatela) TRZYDZIEŚCI LAT.
PPS Always bet on Duke!
Ten numer (a szczególnie texty Smugglera 😉 ) zawiera mnóstwo byków i sformatowany jest tragicznie. Ale cóż, historia rodzi się w bólach… 🙂
Korzystając z przerwy na lunch i faktu, że CDA nie kupowałem zbyt często, nie uzbierało się więc ich zbyt wiele i uniknęły zesłania do piwnicy (w praktyce bezpowrotna anihilacja ze względy na wilgotne środowisko pełne pleśni niestety) – poszedłem do szafki pomacać i odświeżyć pamięć.
Pierwszy numer widziałem u kolegi, od 2 do 6 kupowałem, potem odpuściłem na dłuższy czas – przeszkadzał mi ten „nie mój”, o dekadę młodszy co najmniej styl pisania. No i fakt, że teksty były, jak od linijki, 1 opis – zwykle 1 strona. Bywało, że nawet tej strony objętością nie zajmowały i zostawało puste miejsce.
Dla licealisty tudzież początkującego studenta opisy encyklopedii ornitologicznych, czy programu z psem pod Windows bodajże, to była zbyt duża strata cennego miejsca. Kupowałem więc SS i SGK, Magazyn Amiga i ACS (wcześniej WS CS), magazyn od Srebrnego Rekina tylko od wielkiego święta – np. ze względu na pełną wersję na płycie.
Aha – jakiś typ w tym numerze 02 vel 6/1996 napisał nam CU8ER – zatem CU8ER…
Ja kupowałem pc shareware i stamtąd się dowiedziałem o cd action.