Dziś jest premiera albumu „Metal Gear Solid: Trylogia„, drugiego po „Silent Hill: Początki – części 1-4„, który ukazał się nakładem wydawnictwa N3 Media. Podobnie jak tam jest to praca zbiorowa pod redakcją Macieja [Komodo] Marchewki, którego w pracy wsparli redaktorzy PSX Extreme (tym razem: Konrad Adamczewski, Kacper Adamus, Krzysztof Grabarczyk, Sebastian Kochaniec, Łukasz Kujawa, Adam Piechota) oraz Szczepan. Tylko oczywiście temat jest inny bo tutaj zanurzymy się w świat trylogii „Metal Gear Solid”… z małymi odskoczniami poza jej ramy.

Jeśli masz poprzednią, wspomnianą już we wstępie pozycję poświęconą serii „Silent Hill”, to doskonale wiesz czego się spodziewać. Twarda solidna oprawa, trzy warianty okładek do wyboru, duży format, świetnej jakości papier i więcej obrazków niż tekstu. Dlatego bliższy jestem określeniu album niż książka, bo całość da się przeczytać przy jednym posiedzeniu. Grafiki bardzo często są całostronicowe, a nawet dwustronicowe, stanowiąc niekiedy tło dla artykułu. Mamy tu ujęcia z gier, różne szkice koncepcyjne, czy sylwetki twórców lub zrzuty ekranu z filmowych inspiracji Pana Kojimy. I fajnie. Wszystko pięknie… ale jedna rzecz mi tu zgrzytała. Otóż autorzy w kilku miejscach wykorzystują autorskie zdjęcia. I nie chodzi mi tu o własnoręcznie złapane screeny z gier czy jakieś kolaże będące artystycznym hołdem legendarnym produkcjom Konami, a po prostu fotkami strzelonymi gdzieś w okolicy lub podczas urlopu. A to opuszczony magazyn, a to karton, a to ujęcie bunkra. Niby tematycznie jakoś to tam pasuje, ale nie pochodzi z „Metal Gear Solid”. Szczerze, wolałbym zobaczyć kolejny rozpikselowany screen z jedynki czy nawet ujęcie blondaska z dwójki.

Ale wróćmy do mięska. Album rozpoczyna się od krótkiego przedstawienia sylwetek czwórki twórców, którzy mieli swój większy lub mniejszy udział w powstaniu poszczególnych odsłon. Na dziesiątej stronie przechodzimy do Metal Gear Solid i kulisów produkcji tej części. Dwójka i trójka również dostały artykuły w tym tonie i są to zawsze najdłuższe teksty. W efekcie całość można podzielić na cztery główne sekcje. Trzy pierwsze mniej lub bardziej dotyczą poszczególnych części trylogii, natomiast ostatnia jest nieco bardziej ogólna. I tak, nie zabrakło wątku o Metal Gear Solid: The Twin Snakes czy odsłonie na Game Boya. Jest trochę o bossach i związanych z nimi podtekstach, nieco o problemach z tłumaczeniem czy o tym jak dużym remakiem (i czy w ogóle) jest Metal Gear Solid. Można poczytać o edycjach specjalnych czy wznowieniach, przepowiadaniu przyszłości, technologii i posthumanizmie oraz eksperymentach z rozrywką sieciową. Wychodząc nieco poza ramy samej trylogii, zaznajomimy się postacią Hideo Kojimy oraz jego sposobie na budowanie swojej pozycji w świecie gier, a także filmowych inspiracjach. Znajdziemy także krótki tekst o komiksie i książkach na podstawie serii.
Ogólnie rzecz biorąc, jest o czym poczytać, a w główne teksty czasem wplecione są jeszcze w ramkach różne ciekawostki. W powyższych akapitach użyłem określenia artykuły, ponieważ poszczególne rozdziały spokojnie mogłyby znaleźć się w PSX Extreme i doskonale komponowały by się z resztą magazynu. Co nie powinno dziwić, bo autorzy wywodzą się z prasy.
Książka „Metal Gear Solid: Trylogia” robi bardzo dobre wrażenie i jest zwyczajnie ciekawą lekturą… choć tematu nie wyczerpującą, co jest efektem albumowego wydania. Należało się tego spodziewać, niemniej treść, choć skondensowana, pełna jest ciekawostek i za to duży plus. Podobnie jak za szerokość poruszanej tematyki, choć zapewne każdy czytelnik rzuciłby kilka haseł, o których chciałby tu poczytać, ale nie znajdzie ani słowa. Cóż, druk ma swoje ograniczenia. Dla miłośników tytułowej serii pozycja raczej obowiązkowa, bo choćby świetnie prezentuje się na półce, a dla zwykłego czytelnika może być ciekawym urozmaiceniem lub wstępem do zwariowanego świata Solid Snake’a i jego kompanii.
BTW Tutaj Avok. Ogłaszam szybki konkurs dla tych, którzy czytają nasze teksty do końca. Tym razem banalne pytanie: co łączy serie Silent Hill i Metal Gear Solid? Odpowiedzi piszcie na avok@poczta.fm. Najszybsi wygrają wspomniane wyżej książki, ufundowane przez wydawnictwo N3 Media [edit: konkurs zakończony. Stop. Odpowiedź: Konami. Stop. Zwycięzcom gratulujemy. Stop].




źródła zdjęć:
https://www.psxextreme.pl

Włoskie wydanie (tłumaczone z polskiego!) kosztuje aż 20 euro!
https://www.toraedizioni.it/prodotto/metal-gear-rivista-cova/
Czyli w naszej walucie wychodzi… 84,18zł. Podczas gdy u nas kosztuje… 59,99zł. Nie ma sensu porównywać w ten sposób, wiem.
Google-translated…
„Po dekadzie przerwy kultowa saga Metal Gear Solid powraca w pełnej krasie dzięki remake’owi trzeciej części, rozbudzając nadzieję fanów na jej długą historię. Czy to się naprawdę stanie? Czas pokaże. Tymczasem zapraszamy do nostalgicznej podróży za kulisy produkcji oryginalnej trylogii: od rewolucyjnego i bezcennego Metal Gear Solid, przez długo oczekiwany, ale ostatecznie kontrowersyjny Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty, po bezbłędny i ekscytujący Metal Gear Solid 3: Snake Eater. Historię wzbogacają opisy produkcji pobocznych z różnych mediów, a także spora dawka krytycznych komentarzy, które badają powszechnie znane problemy z zdecydowanie nowej perspektywy. W końcu, jak powiedział sam Solid Snake: „Budowanie przyszłości i podtrzymywanie przeszłości przy życiu to jedno i to samo”.”
Dzięki! I życzymy wszystkim miłej lektury. W te teksty poszedł ogrom pracy 🙂
„Twarda solidna oprawa, trzy warianty okładek do wyboru, duży format, świetnej jakości papier i więcej obrazków niż tekstu. Dlatego bliższy jestem określeniu album niż książka, bo całość da się przeczytać przy jednym posiedzeniu.”
Wiadoma sprawa. Książka do położenia na stół do kawy – określając (to znaczy spolszczając) fachowo.
Kurczę, underluk… zazdroszczę Tobie umiejętności tak swobodnego (lekkie pióro) pisania recenzji. Niby (teoretycznie) też tak powinienem potrafić, jednak… podchodzę do tematu jak przysłowiowy pies do jeża. Powyższy tekst czytało się – mając wrażenie, że pisałeś go… na luzie. Na zasadzie… machnę reckę, aby przekazać swe myśli na ekran. Ja – żeby stworzyć taką recenzję – ślęczałbym kilka godzin przed ekranem i drugie tyle, aby wnosić poprawki. A i tak pewnie mój tekst byłby drętwy. Twój jest… perfect.
Dzięki Anarki. Cieszę się, że się podobało :).