Sobotni poranek powitał chłodem ekipę Zapachu Papieru w składzie Kambr Ordowik i gościnnie kolega Marcin (plus dwóch młodych obiecujących adeptów gier, być może w przyszłości rokujących na przekonwertowanie na fanów papieru) w misji z Warszawy do Łodzi. Cel jasno wyznaczony: odwiedzić 36. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier, zobaczyć co się da i oczywiście zdać Wam relację. Zasób krytyczny: czas.
Strefa Komiksu
Na miejsce przybyliśmy chwilę po dziewiątej. Zaledwie po jednej nawrotce udało się nam trafić w zarezerwowany wcześniej parking. Po przyspieszonym przebiciu się przez kolejkę (tu podziękowania dla Pani Ochroniarz, która widząc zmarzniętego najmłodszego przemyciła nas bokiem) odebraliśmy wejściówki i pierwsze kroki skierowaliśmy do Atlas Areny. Mieściła się tam Arena Komiksu, jedna z trzech lokalizacji festiwalowych atrakcji, na co w biegu i pierwszej ekscytacji wejścia na wydarzenie nie zwróciliśmy początkowo uwagi.


W Atlas Arenie przywitały nas „puste trybuny” (na szczęście to nie mecz Ligi Światowej) i szykujące się do startu stoiska. Na płycie na samym już początku natrafiliśmy na stoiska CD-Action i PSX Extreme. Ekstremalni dopiero się rozkładali, Dyskobole mieli już pierwsze objawy życia na stoisku, podjęliśmy pochopną niestety decyzję, że na razie nie będziemy przeszkadzać i przyjdziemy się pokazać, jak tylko impreza się rozrusza. Było to niestety błędem z naszej strony – imprezowych żółtodziobów na gościnnych występach, bo wrócić już nie zdążyliśmy. Jeżeli więc ktoś z szanownych Redakcji powyższych growych organów prasowych zajrzy na ZP i przeczyta tę relację, to niniejszym zaległości te nadrabiamy i przesyłamy nasze pozdrowienia ex post.


Pokręciliśmy się po płycie i koronie hali. Odwiedziliśmy sporo ciekawych stoisk wydawnictw książkowych, producentów figurek i gadżetów, firmy specjalizującej się w wydrukach 3D, w tym z żywicy, zgarnęliśmy krówki z jednego ze stoisk i powoli utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że obeszliśmy już wszystko. Na szczęście naprostowali nas najmłodsi uczestnicy wypadu, pytając, gdzie są te gry, bo miały być i chcą grać…


Koniec języka za przewodnika (a wystarczyło wcześniej zapoznać się z mapą wydarzenia). Trzeci odpytany Pan Ochroniarz uświadomił nas, że przecież są 3 strefy/areny i każda jest w innej hali. A więc jest w sercach nadzieja – Arena Gier czeka na nas w Sport Arenie, a Arena Gier bez Prądu – na Stadionie Miejskim. Wyjaśniła się tym sposobem lokalizacja Sali F, w której koncentrowała się większość interesujących nas spotkań. Pytaliśmy o nią kilka razy na Atlas Arenie i nie uzyskaliśmy wcześniej prawidłowej odpowiedzi, desperacko krążąc wokół sal od A do E. Sala F nie znajdowała się bynajmniej tuż obok…
Pomiędzy trzema arenami na dużym placu czekało na wygłodniałych mnóstwo food trucków. Było to całkiem sprytne posunięcie, bo każdorazowo, zmieniając lokalizację, przechodziło się przez pachnącą smakowicie tę czwartą strefę i było się wodzonym na pokuszenie, by nabyć coś mniejszego lub większego „na ząb”.




Strefa Gier
Tanim kosztem frytek połączonym ze złożeniem obietnicy lodów przebiliśmy się przez food trucki. Nie mogło być dalszych kompromisów – drugą w kolejności odwiedzoną strefą musiała być Arena Gier. Arena ta została naprawdę dobrze przygotowana – imponująco wyglądały przygotowane stanowiska z uruchomionymi grami na starych komputerach, było sporo osób, ale bez kolejek. Do wyboru, do koloru – Atari, Commodore, Amigi, Amstrady, stare konsole i klasyczne pecety czekały na chętnych. W pobliżu czuwała obsługa, udzielając pomocy, gdy ktoś się zaciął lub coś poszło nie tak i trzeba było nacisnąć konkretny klawisz.




Grać można było nie tylko na starym sprzęcie. Było i coś dla fanów najnowszych piłek nożnych, wydzielone strefy do grania w VR, pinballe. A także strefa indyków – drugie z miejsc, które w pierwszym przebiegu pominęliśmy, zostawiając je na później, ale zabrakło czasu. Na chętnych czekał też Switch 2 z klasyką klasyki w nowej odsłonie. Dla preferujących aktywność ruchową udostępniono gry rytmiczne i boisko do grania w zbijaka w VR.




W Arenie Gier nieco zabawiliśmy, zrobiło się popołudnie i czas był najwyższy, by udać się do Sali F na kilka spotkań dotyczących gier i nie tylko.




Strefa Gier bez Prądu
Z przekraczającym studencki kwadrans opóźnieniem wparowaliśmy na spotkanie prowadzone przez dwóch Panów nawiązujących nazwiskami do pisarstwa – Pawła Schreibera i Rafała Szrajbera. Rozmowa bardzo ciekawa, o remake’ach i remasterach gier, trendach, indykach i polecanych źródłach wiedzy o tychże. Tworzenie gier to w końcu też sztuki piękne, a prowadzącym udała się piękna sztuka podzielenia się interesującymi przemyśleniami i wymiany doświadczeń z publicznością.


O 13.00 wzięliśmy głęboki oddech. Na Salę F wkroczyła flota zjednoczonych sił polskiego przemysłu książek o grach w składzie Bartłomiej Kluska, Zbigniew Jankowski, Marcin Kosman oraz niedawny debiutant w roli autora książki Arkadiusz „Dark Archon” Kamiński. W poszukiwaniu dobrych książek o grach wideo pytania zadawał i dyscypliny pilnował bezwzględnie Bartłomiej Kluska. Przyznam, że jako czytelnik jego Listów do Internetu nie przypuszczałem, że taki srogi z niego moderator. Padło kilka ciekawych tez na temat początków działalności wydawniczej, procesu pozyskiwania licencji, potencjału rynku książek o grach (optymistyczne) i czynników sukcesu. A także o sposobie pozyskiwania tematów.
Marcin Kosman zdradził, na jaki element zwraca najbardziej uwagę, gdy autorzy przesyłają mu próbkę z propozycją wydania książki. Archon zapowiedział odpoczynek, ale nie wykluczył, że jeszcze coś za jakiś czas napisze, pomimo, że ostrzeżenie o syndromie drugiej książki brzmiało w ustach Bartłomieja Kluski wystarczająco groźnie. Skoro jednak pierwsza książka cieszyła się tak dużym zainteresowaniem, nie wypada na wieki zamilknąć.

Zbigniew Jankowski, zgodnie z przypuszczeniami wysłanników ZP, na pytanie o to, co daje więcej przyjemności – pisanie książek, czy ich wydawanie, odpowiedział, że zdecydowanie to pierwsze. Wznosiliśmy się na coraz ambitniejsze poziomy rozważań, atmosfera udzieliła się i uczestnikom. Z sali padło między innymi pytanie o perspektywy tłumaczenia na polski i wydawania książek o ludyzmie/ludyczności. Potwierdzone zostały najbliższe plany wydawnicze Gamebooka, zgodne z wcześniejszymi zapowiedziami. OpenBeta ustami Marcina Kosmana, prosząc o nierozprzestrzenianie informacji ujawniła plan w postaci książki o serialu Rodzina Soprano. Zakładam, że skoro deklaracja ta padła w tak mocno wydawniczym gronie, możemy tę tajemnicę Czytelnikom Zapachu Papieru zdradzić.
Czas płynął coraz szybciej, na salę przybyli Voyager (Bartek Dramczyk) i Tomasz „alt_” Marcinkowski. Z malutkim opóźnieniem dołączył do nich Michał Śledziński czyli Śledziu. Temat w tym składzie mógł być tylko jeden – 40. urodziny Amigi. Panowie zaprezentowali sporo ciekawych informacji i wspomnień, udało się też nie zrobić powtórki z podobnego spotkania, które odbyło się w ramach Pixel Heaven 2025. Szacunek, bo tak wiele już zostało powiedziane, historia w większości już zamknięta i opowiedziana. A jednak się da. Miłą niespodziankę stanowiły okolicznościowe pocztówki z okazji urodzin Amigi z podpisem Śledzia.




Godzinka przeleciała szybko i na salę wkroczył ponownie Paweł Schreiber, tym razem w towarzystwie Marcina Borkowskiego (Borka). Tematem była premiera jego najnowszej gry – Sprawa Andrzeja D. To, że Marcin ma trzeźwe podejście do rynku gier i swojej pracy wiedziałem od dawna. Jawi mi się zdecydowanie jako umysł ścisły. Muszę przyznać, że największe wrażenie zrobił na mnie sam początek spotkania, kiedy, trochę niespodziewanie, Borek opowiedział o swoich korzeniach i rodzinie. Przyjemnie zburzył zbudowany przeze mnie na podstawie dotychczasowych obserwacji obraz Brata Marcina „raczej” introwertyka. A później już z tych wspomnień jasno wynikła Sprawa Andrzeja D., jak i powiązanie tego tytułu z poprzednimi.

Zostajemy jeszcze godzinę – zapadła decyzja. Szybka kawa i powrót do F-ki. Tam już czekała wirtualna rzeczywistość w grach wideo. Przybliżali ją w przystępny sposób Łukasz Drozd i Damian Perka z MKwadrat Podcast. Dla mnie temat niezbadany, dla kolegi Marcina już trochę wyeksplorowany. Może kiedyś się zdecyduję, zbieram na tę okazję zapasy imbiru i mięty, czekając na kolejne obniżki cen. Meta na start. A może ktoś inny nas zaskoczy.

Podsumowanie
Impreza pozostawiła bardzo dobre wrażenie. Nie brakowało atrakcji i okazji do zakupów. Jeden dzień to zdecydowanie za mało, żeby skorzystać ze znaczącej ich części. Zdecydowanie na plus była duża powierzchnia oddana do dyspozycji wystawców – nie trzeba się było tłoczyć, nie odnosiło się wrażenia, że udostępnionych komputerów jest za mało. Dzięki kilku salom wykładowym można było wybierać z bogatej oferty warsztatów i wykładów. Panowała wręcz klęska urodzaju. Chociaż byliśmy nastawieni na tematy dotyczące gier (tych z prądem), to i tak było kilka dylematów, co wybrać, by zobaczyć jak najwięcej.
Sale zapewniały komfortowy odbiór spotkań. Nie było problemów z nagłośnieniem ani obrazem. Nie przeszkadzały odgłosy z hal, pytania można był zadawać bez mikrofonu i się usłyszeć. Podczas każdego wydarzenia na miejscu znajdowali się przedstawiciele organizatora, gotowi wspomóc w razie problemów technicznych i równie bezwzględnie i skutecznie jak Krooger podczas Pixel Heaven egzekwujący terminowe kończenie prelekcji. Jedyny mankament tej sprawnej organizacji to szybkie i bezlitośnie punktualne opuszczanie przez prelegentów sali, zero szans na przedłużenie czy dłuższą pogawędkę, trzeba było się łapać na stoiskach.
Skoro już robimy punkt odniesienia do PH, to Festiwal powierzchnią i liczbą eventów bije Pixel Heven na głowę. Oczywiście PH był choćby doborem gości bardziej nastawiony na tematykę stricte gier. Dopóki nie nastąpi przesyt tego typu imprezami i nie będą organizowane tydzień w tydzień, będziemy polecać Waszej uwadze wszystkie. Jedynie nie do końca rozumiem, dlaczego wrzesień był miesiącem aż tak płodnym w tym temacie. Ale widać musiało do tego dojść, skoro doszło.
Nie narzekajmy, żeby nam się od nadmiaru imprez wiadomo co i jak „ten tego” nie poprzewracało. Cieszę się, że komiksami interesuję się mniej. W przeciwnym wypadku festiwal musiałby dla mnie trwać cztery dni. Dalszego urodzaju w temacie ilości i jakości wydawnictw papierowych i imprez życzy sobie i Wam Kambr Ordowik.
źródło zdjęć:
Zapach Papieru

Szkoda, że nie udało się piątki zbić. Jakiś czas przed targami pamiętałem, żeby się spytać o obecność, ale później kompletnie wypadło mi z głowy. Pozdrawiam, Sawer /RR
Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja.
My krążymy też między, nie jesteśmy szychami z własnym stoiskiem. Nigdy nie wiemy, gdzie nogi zaniosą za 5 minut.
Świetne storytelling. Podczas czytania można było się poczuć, jak gdyby było się na imprezie
Dzięki. Staram się, więc miło takie komentarze czytać, motywują i zmniejszają wątpliwości co do istnienia odbiorców dłuższych tekstów i sensu pisania przez człowieka. Choćby jakiś tam AIgent 100 razy lepiej coś streścił, napisał w stylu, kolorze i odpowiedniej temperaturze.
Dzięki za relację, przyjemnie się czytało.
Tu macie relację wideo od Starego Gracza:
https://youtu.be/qq_JccBcL1I?si=B3gJ9uskEAliT-hE
Dzięki za relację! To redakcje CDA i PSXE umiejscowili w strefie komiksu? Dobre, he he… 🙂
Również dziękuję za relację. Chłonąłem ją jednym tchem, przerwy robiąc jedynie na czytanie podpisów pod zdjęciami.
„CD-Action” oraz „PSX Extreme” mają okładkę i kolorową (a zarazem ciekawą) zawartość, więc najbliżej im do… komiksów właśnie. Zwłaszcza, że… komiksowe paski Śledzia (od relatywnie niedawna) nieprzerwanie ukazują się w tym pierwszym, a swego czasu także i drugim. Inna sprawa, że powyższe wydarzenie jest doskonałą okazją – dla obu tych marek – aby pokazać światu, że istnieją, a także by dodatkowo sprzedać trochę swojego printu.
Czy można (z pewnością w głosie) stwierdzić, że „Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier” ma swoją cykliczność zapewnioną na… dekady? Pokuszę się o stwierdzenie, że tak.
Z kolei… czy „CD-Action EXPO”, „Extreme Party” oraz… „Pixel Heaven” także?
Niechby i każdy z tych trzech – organizował swoją imprezę… co kwartał. Póki (w ujęciu długoterminowym) ma taką możliwość.
Stoisko „CD-Action” możemy podziwiać tutaj…
https://www.facebook.com/photo?fbid=1204112785093729&set=pcb.1204112925093715
Co przykuło moją uwagę na powyższym zdjęciu? Oczywista sprawa!
Ceny printów! A co sobie pomyśleliście? xD
NUM – CENA SKLEPOWA / PRZECENA NA „MFKIG”
#345 – 35zł / 35zł
#344 – 35zł / 30zł (!)
#343 – 35zł / 25zł (!!!)
#342 – 35zł / 25zł (!!!)
„Retro” #8 – 30zł / 27zł (!)
„Retro” #7 – 30zł / 27zł (!)
„Wiedźmin” – 35zł / 35zł
„Gothic” – 35zł / 30zł (!)
„Heroes” – 27,99zł / 30zł BACH! AN ERROR OCCURED! BLUE SCREEN!
Natomiast stoisko „PSX Extreme” tutaj…
https://www.facebook.com/photo?fbid=1468411471454252&set=pcb.1468415141453885
Zgodnie z porzekadłem, że… tak krawiec kraje… – wklejam zdjęcia opublikowane przez obu wydawców.
Oczywiście zdjęcie pochodzi z piątkowego wieczoru, a sam wpis na FB „PSX Extreme” brzmi tak…
„To z kim jutro widzimy się w Łodzi? Stoisko powoli ogarniamy (już wygląda lepiej niż na zdjęciu), mamy świeżutkie wydania Xbox Extreme i dodruk Amigi plus oczywiście pozostałe specjale i książkę Silent Hill: Początki. A i w GoW można pyknąć Zapraszamy, jesteśmy w pawilonie 205, tuż przy głównej scenie.”
Wyciąłem emotki, gdyż nie wszystkie się tu wyświetlają
Natomiast w jakiej sile zebrała się ekipa miesięcznika? Perez (na forumku, w temacie o nowym wydawcy) opisuje to następująco…
„(…) Co do ekipy – to mniej był wyjazd redakcyjny, bardziej pod kątem stoiska. Z osób z red byłem ja i Maciek Zabłocki trochę.”
https://www.psxextreme.info/topic/126595-nowy-wydawca-psx-extreme/page/17/#comment-5517352