Przeglądam dwa numery Gier Komputerowych z I połowy 2003 roku. Numery o tyle ciekawe, że w tym okresie coraz mniej przypominające standardowe pismo, a coraz bardziej słynne „kioskówki” czyli tanie, popularne w latach 2000 serie wydawnicze (gra, tekturka i broszurka), kolportowane za pośrednictwem Ruchu i salonów prasowych. A przecież jeszcze parę lat wcześniej Gry Komputerowe było wypasionym, blisko 100-stronicowym magazynem, z liczną redakcją, masą rubryk i tekstów. A jak prezentował się w 2003 roku? Zobaczmy.
Numer 96 z marca 2003 liczył 52 strony i kosztował 9,99 zł. Do pisma dołączone były 2 płyty CD (jest też edycja DVD) w folijkach z grami Apostołowie: Święte Ziemie i SlamTilt Resurrection – stół Pirate. Pełny pinball składał się z dwóch stołów, więc tak naprawdę zamieszczono połowę gry (druga pojawiła się w kolejnym numerze). Co ciekawe, w edycji DVD nie dorzucono więcej pełniaków, jedynie dodatkowe dema. Wewnątrz magazynu znajdziemy instrukcje do pełnych wersji, zapowiedzi i przede wszystkim recenzje. Grą miesiąca okrzyknięty został Master of Orion 3, a tytułami z najwyższymi notami Sim City 4 i Unreal – The Awakening. Co do Mastera, to bardzo solidna strategia, ale poza GK nie spotkałem żadnego innego medium, które widziało by w nim super hit 🙂

Wydany dwa miesiące później numer 98 Gier Komputerowych miał tylko 36 stron, a kosztował również 9,99 zł. Zmniejszenie liczby stron nie było na szczęście związane (na razie) z kryzysem i odchudzaniem pisma, lecz wyrzuceniem z jego łam instrukcji do pełnej wersji i wydrukowaniem jej w formie dołączanej książeczki. Pełniak tym razem był jeden – Gorasul: Dziedzictwo Smoka – za to wydany na 4 CD. To całkiem przyzwoity niemiecki cRPG w stylu Baldur’s Gate, choć z Wrotami równać się nie może. Co do zawartości magazynu, tak jak poprzednio składają się na nią głównie recenzje. Tym razem obyło się bez niespodzianek i grą miesiąca został Tom Clancy’s Rainbow Six: Raven Shield, a topowe oceny uzyskały Rayman 3 i Metal Gear Solid 2: Substance.
Jak podsumować oba numery? Moim zdaniem ówczesna formuła magazynu była całkiem w porządku dla ludzi niewymagających, którzy kupowali prasę grową sporadycznie, dla konkretnych recenzji albo gier. Pismo było tanie i oferowało przyzwoite pełniaki, najczęściej nie spotykane u konkurencji. Jednak starzy fani Gier Komputerowych musieli być zawiedzeni. Trochę newsów, recenzje, reklamy, konkursy… a gdzie reszta? Gdzie publicystyka, kąciki i inne rubryki, gdzie szkolny humor znany z „tłustych lat”? Wygląda na to że młodociany trzon redakcji, będący jeszcze jakiś czas temu siłą napędową magazynu, wydoroślał i po prostu poszedł w swoją stronę. Nie mówię że to Twoja wina Szycha, ale wiesz… 😉 Garstka ludzi, która pozostała, a która pracowała jeszcze nad innymi tytułami, po prostu nie wyrabiała. Choć periodyk i tak utrzymał się w takiej formie jeszcze przez 6 lat.

Polecam wywiad z wydawcą i redaktorem naczelnym Gier Komputerowych Markiem Suchockim, przeprowadzony przez Zapach Papieru. Poczytacie o początkach wydawnictwa CGS, ewolucji prasy i problemach branży na przestrzeni kilkunastu lat. No i oczywiście o tym, jak to z tymi Grami Komputerowymi naprawdę było.
Kartka z kalendarza: magazyn Gry Komputerowe ukazywał się w latach 1993-2009 i był drugim po Computer Studio tytułem o grach wydawanym przez CGS. W sumie ukazały się 134 numery. Mimo iż nie był tak popularny jak tuzy branży, na przestrzeni lat wypracował własny styl i zgromadził sporą społeczność. Szczyt popularności Gier Komputerowych przypada na lata 1998-2001, kiedy to wchłonął PC Gamera Po Polsku, dobił do 100 stron i zatrudnił wielu młodych współpracowników. Pismo stało się bardziej młodzieżowe, oferowało bogatą zawartość (newsy, recki, poradniki, kąciki, publicystyka itd.) i edycje CD/DVD. Niestety, od 2002 roku coś się zaczęło zmieniać: magazyn chudł, ubywało rubryk, odchodzili ludzie. Rekompensowano to dołączaniem pełnych wersji, co w pewnym momencie upodobniło GK do popularnych ówcześnie tanich serii wydawniczych. W latach 2005-2009 magazyn ukazywał się coraz rzadziej, wreszcie w końcu 2009 ostatecznie padł. Jakby jednak nie patrzeć, ukazywał się bez przerwy przez 16 lat! Szacunek!




źródła zdjęć:
archiwalne numery GK
Zapach Papieru
Facebook/Retronics.eu

Mały komentarz odnośnie tego wywiadu – szczerze mówiąc też bym zareagował podobnie jak Marek Suchocki na to pytanie o „tanie kioskówki” (mi by nic to pojęcie nie mówiło, gdybym je usłyszał bez wytłumaczenia, zresztą nawet czytając tłumaczenie z oddzielnego artykułu uważam, że jest ono dwuznaczne i nie do końca pasuje do GK).
Za to szkoda, że nie padło pytanie o tę zastanawiającą deklarację przy wytłumaczeniu systemu ocen (w miejscu, gdzie zaczynają się recenzje), o tym, że średnia ocenianych gier wynosi X (dlaczego akurat tyle, skąd ta „odgórna” deklaracja?). To mnie by autentycznie ciekawiło, bo nie pamiętam, żeby coś podobnego widniało w innym czasopismie o grach.
Uwierz mi, ludzie z branży gier tamtych lat doskonale wiedzą o czym mowa, gdy słyszą sformułowanie „tanie kioskówki”.
Co to tego systemu oceniania, o którym wspominasz, nie widzę w tym nic zadziwiającego, że ktoś wyciąga średnią arytmetyczną cząstkowych ocen przy wystawianiu oceny końcowej. Ma to sens, choć ja się z tym nie zgadzam 🙂
Ok, z tymi średnimi ocenami to chyba coś mi się pomieszało w głowie, inaczej zapamiętałem tę formułkę, niż była ona faktycznie zapisana (teraz sobie odświeżyłem archiwalny numer i faktycznie, jest to po prostu średnia ocen).
Mimo wszystko – szkoda że rozmówca trochę nie rozwinął wątku odnośnie „ostatniej fazy” istnienia GK (po 2001). Bo był to niesamowity paradoks – w takiej przyciętej formie (niemal ze wszystkiego, co charakteryzowało wcześniej GK) pismo żyło niemal 8 lat (piszę niemal ze względu na te wydania, które wychodziły rzadziej niż raz na miesiąc).
I tak szczerze mówiąc – to byłem nielicho zaskoczony, bo mój pierwszy kontakt z GK był właśnie po tej ostatniej przemianie, a kiedy po latach trafiłem na tę stronę i zobaczyłem te wcześniejsze numery, ciężko było uwierzyć, że to jest to samo pismo (chyba żadne inne nie przeszło az tak drastycznej przemiany).
Chwila, to ten Gorasul był JESZCZE GORSZY niż pierwsze Baldur’s Gate? Wow…
(tak, wiem że pierwsze BG ma swoją reputację, ale szczerze mówiąc, to moim zdaniem (pomijając polski rynek i sławną lokalizację), to było to strasznie miałkie i nieciekawe dziełko, które skorzystało głównie z (tymczasowej) posuchy w gatunku oraz kampanii reklamowej. Moim zdaniem nawet pierwsze Icewind Dale (które uchodziło za rpg skupione prawie całkowicie na walce, „takie monotonne” itd) było o wiele przyjemniejsze w odbiorze).
A ten numer z pierwszymi Apostołami kiedyś kupiłem, świetna gra, podobnie jak kontynuacja.
Pamiętam, jakie to było chude pisemko. Niby kupiłem dosłownie kilka numerów w ciągu istnienia pisma (m.in. ten z Gromadą oraz ten z Ancient Conquest na płycie), ale zawsze miałem do tego periodyku sporą sympatię, pewnie dlatego że tak długo udało mu się wytrwać, pomiędzy tak „dużymi” graczami na rynku.
Kwestia gustu. Mnie się pierwszy Baldur podobał, choć IMHO nie miał podejścia do Planescape Torment. Ale znam ludzie którzy mówią na odwrót.
Avok w powyższym artykule zawarł pewne zdanie, wokół którego zbudowałem historyjkę, próbując przełożyć przeszłość na teraźniejszość. Chcąc jednocześnie uzmysłowić nam wszystkim, że choć magazynu „Gry Komputerowe” już nie ma, to nadal dwa inne regularnie zajmują półki saloników prasowych, co jest istnym wyczynem.
Rzeczywistość alternatywna: tysiąc pięćset sto dziewięćset, magazyny growe rozmawiają ze sobą, a reprodukcje „Retronics” sprzedawane są w salonikach prasowych
Lokalizacja: miasto nad morzem, Empik, dział z prasą
Czas: 10:09
Ekstrim: Gry Komputerowe 16 lat na rynku? Też mi wyczyn.
Ekszyn: Mówiłeś coś?
Ekstrim: Nie do ciebie.
Ekszyn: Musisz robić imprezę w tym samym dniu, co ja?
Ekstrim: A ty musiałeś zrobić specjala z różnymi okładkami, jak ja?
Ekszyn: A ty musiałeś książkę wydać, jak ja?
Ekstrim: A ty komiksy Śledzia dawać, jak ja?
Ekszyn: A ty musiałeś zaprosić znaną postać na swoje łamy, jak ja?
Grykom: Ależ panowie… Moje reprinty są warte pięć dych, czyli niemal tyle, ile wasze aktualne numery razem, więc o czym my tu rozmawiamy?
Eśgiek: Też mi wyczyn. Ekszyn, Ekstrim – nie kłóćcie się! Wspólnie cieszcie się z tego, ile już osiągnęliście. Czytaliście przed chwilą, co Avok napisał w internetach o GK, że magazyn chudł, ubywało rubryk, odchodzili ludzie. Wy tak nie macie, więc będziecie trwali jeszcze przez długi czas. A zamiast się tym cieszyć, to się kłócicie. Dorosłe magazyny growe.
Ekstrim: A kto wywalił rubrykę Kluski?
Ekszyn: A kto wywalił rubrykę Śledzia?
Ekstrim: A ty musiałeś zrobić minirecki od graczy, jak ja?
Ekszyn: Ale przy recenzjach, a nie jako małe okienko na osobnej stronie.
Ekstrim: Cicho! Jakiś klient wszedł. Idzie na nasz dział. Uśmiechaj się tym swoim zakutym łbem na okładce.
Ekszyn: Ty tak samo! []
Jesteście ciekawi, co było dalej? Bo ja tak. Zobaczmy więc…
Ekstrim: Bardzo śmieszne! Dobra, przeszliśmy na komunikację wewnętrzną, więc możemy gadać swobodnie. Widzisz, klient sięgnął mnie, a nie ciebie. A wiesz czemu? Bo u mnie ludzik na okładce jest cały.
Ekszyn: Tak to sobie tłumacz.
Ekstrim: A jak inaczej? Poza tym – ja wychodzę co miesiąc, a ty co kwartał.
Ekszyn: Ale za to mam więcej stron i sumarycznie cenowo wychodzę o wiele taniej. Właśnie! Mój najnowszy specjal będzie miał ich aż sto osiemdziesiąt, a twój ile? Sto dwadzieścia cztery jedynie.
Ekstrim: Ale będzie za standardową cenę wydań specjalnych, a te twoje „Seriale” będą po cztery dychy.
Ekszyn: Trzydzieści dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć!
Ekstrim: Też mi różnica.
Ekszyn: Dobra, lepiej mów, czemu cię klient tak długo trzyma, zamiast iść do kasy.
Ekstrim: Bo czyta reckę „Mission Impossible: The Final Reckoning”.
Ekszyn: Ile dostała?
Ekstrim: Cztery na dziesięć.
Ekszyn: Słabo. U mnie serial „Devil May Cry” dostał sześć na dziesięć, a „Daredevil: Odrodzenie” aż osiem na dziesięć.
Ekstrim: A masz jakieś inne pozycje zamiast seriali z „devil” w tytule?
Ekszyn: Film „Grzesznicy”. Osiem plus na dziesięć.
Ekstrim: Jak nie diabeł to grzesznicy. I potem się dziwić, że klienci wolą mnie sięgnąć.
Ekszyn: Tak to sobie tłumacz. Mów co teraz czyta.
Ekstrim: Piechotę. Przecież nie husarię!
Ekszyn: Zaczynasz mnie już wkurzać. Zaraz będziesz miał… pięść w Ekstrimie!
Ekstrim: Chyba piksel w pięści.
Ekszyn: Do tego nawiązałem, bystrzaku.
Ekstrim: Ja ciebie zaczynam wkurzać? A kto wrzuca na swoją stronę fragmenty publicystyki z magazynu, jak ja?
Ekszyn: Ale z aktualnego numeru, a nie z jakichś poprzednich. Lepiej mów o czym tym razem Piechota napisał.
Ekstrim: O cudzołóstwie.
Ekszyn: I ty jeszcze śmiesz się czepiać, że u mnie o diable i grzesznikach jest pisane. Znamienne!
Ekstrim: Ale nakłania do kupowania ciebie.
Ekszyn: Że jak?
Ekstrim: To, co właśnie usłyszałeś.
Ekszyn: Poważnie, czy sobie teraz jaja ze mnie robisz?
Ekstrim: Mówię poważnie. Napisał tak… „Nie musicie być „czytelnikami PSX Extreme” tylko i wyłącznie, gdy zerkające na Was z tej samej półki CD-Action wydaje się pociągające.”
Ekszyn: Wie, że patrzymy na klientów! Tylko jakim cudem? Na szczęście nie ma pojęcia, że rozmawiamy ze sobą. Ale że u ciebie zachęca się do kupowania mnie. To diametralnie zmienia postać rzeczy.
Ekstrim: Też tak zrobicie?
Ekszyn: Raczej nie.
Ekstrim: Trudno. Nooo… klient dokończył przeglądanie i zaraz mnie weźmie do kasy, a ty tu sobie leż jeszcze przez półtora miesiąca. Cześć!
Ekszyn: Właśnie widzę, jak cię do kasy bierze. Ej! Złaź ze mnie! Zasłaniasz mi świat! []
Ekstrim: Z przyjemnością, tylko nie mam za bardzo jak.
Ekszyn: W sumie to masz rację. Trzeba czekać, aż ktoś będzie chciał kupić… mnie.
Ekstrim: Może się tak zdarzyć.
Ekszyn: Zawsze się tak zdarza.
Ekstrim: U mnie tak samo. Jaki ty w ogóle masz średni nakład na ten rok?
Ekszyn: Trzydzieści tysięcy, a ty?
Ekstrim: Ja od dziesięć do dwanaście, ale wiesz jak jest, wydania z kalendarzem robią lepszą sprzedaż. Czemu ty nie dajesz kalendarza na nowy rok w grudniowym?
Ekszyn: W lutym dwadzieścia cztery dałem, ale osobno i płatny też osobno. Wiesz, ile sztuk zeszło?
Ekstrim: Wszystkie.
Ekszyn: Chciałbym. Sto poszło. Z… czterystu pięćdziesięciu. W sierpniu wycofałem go, już nie było sensu.
Ekstrim: Ale dałeś tylko u siebie w sklepie czy na Allegro też?
Ekszyn: Tylko u siebie.
Ekstrim: No to masz odpowiedź, czemu tak mizernie ci zeszły. Do grudniowego dodaj taki, jak kiedyś dawałeś, a cenę magazynu zwiększ do czterech dych. Ludzie zrozumieją. Ja tak robię i Piksel też tak robił.
Ekszyn: I jak skończył?
Ekstrim: To jest osobna historia, przyjdziesz na moją imprezę, to ci opowiem wszystko.
Ekszyn: Masz już rozpiskę programu i biletów?
Ekstrim: Jeszcze nie. Po co tak szybko?
Ekszyn: Jak tam chcesz, ja już wszystko mam ogarnięte w tych kwestiach. Tylko nie małpuj po mnie nazw biletów, ja cię bardzo proszę.
Ekstrim: Spoko, przecież wiadomo, dam własne.
Ekszyn: No! Jest kolejny klient. Idzie tu. Trzymaj kciuki, żeby szukał właśnie ekszyna.
Ekstrim: Niech ci będzie, ale przy następnym – ty trzymaj kciuki, żeby szukał ekstrima.
Ekszyn: Niech… ci… będzie… []