Venturer

Działo się to gdzieś w lipcu, gdy przechodząc koło Pałacu Kultury zwanego dawniej Pałacem im. Józefa Stalina zobaczyliśmy TO DZIWO. Było wielkie, warczało I nie buchało parą. Zaciekawieni podeszliśmy bliżej…
Poruszyło się… Podeszliśmy jeszcze bliżej i nagle zatrzęsło się w posadach. Z wnętrzności potwora dobiegły naszych uszu krzyki ludzi wzywających pomocy. Podeszliśmy bliżej…
— Halo, my name is Waldemar and he is Marcin. We’re journalists from Top Secret, could you say something about this machine?
— OK. I’m John, comming from Scotland…
— Sorry, do you know Fish?
— Whom?
— Fish, recent Marillion’s vocalist!
— No.
— Your fault, but please continue.

Dla ułatwienia życia sobie i innym czasowo przejdziemy na polski, streszczając co najważniejsze.
Venturer — bo tak nazywa się cała ta zabawko-przygoda urodził się w Szkocji w firmie produkującej ok. 10 szt. takich cacek rocznie. Zbudowany jest z powszechnie dostępnych podzespołów, mimo wszystko kosztuje bagatela: 340.000 $. Można go sobie kupić lub wydzierżawić, środek transportu oczywiście nie jest wliczony w koszty.

Co to jest Venturer — to coś jak symulator doznaniowy, dlaczego taka dziwna nazwa?
Dlatego, że trudno go jakoś precyzyjniej określić. Idea urządzenia polega na przekazaniu odbiorcy pewnych doznań fizycznych i psychicznych jak w przyzwoitym Coin-Op’ie (symulatorze), lecz nie pozwala nam na sterowanie akcją. Jak powiedział John: „it’s something to sit and enjoy” i to cała prawda. Przeciętny program trwa 3-4 min, po których albo jedzie się natychmiast do Rygi albo wsiada ponownie nie bacząc na cenę (15.000 – ulgowy, 30.000 – normalny bilet).
Co się dzieje? Tak do końca trudno powiedzieć. Psssssy, pneumatycznie otwierają się do góry drzwi, wsiada 9-12 osób w trzech rzędach foteli, przed oczami potężny ekran z matowego tworzywa, za nim trójgłowicowy projektor „Iaserowy”, miękkie ściany, 8 głośników, instalacja przeciwpożarowa i parę innych drobiazgów. Cała kapsuła spoczywa na trzech siłownikach hydraulicznych o dużej sprawności. Psssssy, „Please move your hands off the door and remain in your seats…”.

Brrr, jeeecjijij, brrr, jeeejjejje, (odgłosy rajdowego samochodu), łup, wpadliśmy na krawężnik, flufluflu, przekopujemy się przez trawnik, gaz do dechy, wciska w fotel, …, itd, itp. Dojechaliśmy szczęśliwie do mety rajdowym BMW (czyt. bi-em-dajbliu). Ludzie rozgorączkowani rozglądają się po targowisku, nie zdając sobie do końca sprawy z tego, co się stało. Na schodkach pojawiają się pierwsze komentarze:
— Czułeś jak rzuciło na zakręcie?
— Super wciskało w siedzenie!
— Jak oni to zrobili, to było jak naprawdę.
— John, how does it work?
— [t’s simple, look, here is IBM XT computer, SONY Videoplayer, there are two diesel engines and compressor. That’s all.

Jak to działa? Tak naprawdę to niby wszystko widać, ale nie bardzo wiadomo jak uzyskuje się wspaniały efekt przyśpieszania – bo to przecież ani na lewo, ani na prawo, ani do przodu. Cała projekcja odtwarzana jest z nietypowych (jak dla nas) dużych kaset Video, i synchronizowana za pomocą komputera z pompami hydraulicznymi i nagłośnieniem.
Mało kto wiedział, że w małej budce sterowniczej znajduje się magiczne pokrętło, którym to można było dozować intensywność wrażeń. Co było, a nie jest nie pisze się w rejestr.
Johna już nie ma w Polsce; pojechał do Hiszpanii. Dlaczego? Nie cierpiał na nadmiar klienteli, co przy kosztach wynajmu… Obiecał jednak, że postara się wrócić z nowymi programami. Tym razem miał ich tylko siedem: Zjazd na nartach, BMW na trasie, Lot myśliwcem Tornado, Rajd samochodem, Supermotor, Przeprawa Marines i Dwupłatowiec.
Wnioski – zacząłem zbyt szybko jeździć samochodem, teraz wiem ile można z niego wycisnąć. Do miłego roztrzaskania.
Artykuł z pisma: Top Secret nr 7, 10-11/1991
źródła zdjęć:
TS nr 7, 10-11/1991
Wikipedia