Squareware #2


Jak myślicie, ile tytułów związanych z „Ostateczną Fantazją” wydali Squaremani? Cóż – odpowiedź różni się zależnie od tego, na jaki rynek spojrzeć – Japończycy mogą zachłystywać się przynajmniej dziewięcioma tytułami (FINAL FANTASY I, II, III, IV, V, VI, VII, TACTICS, MYSTERY QUEST, poza tym postacie można też spotkać w EHRGEIZ ONE, CHOCOBO’S MYSTERIOUS DUNGEON itd.) a w Stanach (a co za tym idzie i w Europie) wydane zostały tylko cztery części FF – w tym oryginalna FF I jako FF I, FF IV jako FF II, FF VI jako FF III F VII jako FF VII. Można się w tym wszystkim zgubić, ale od tej pory zwłaszcza po gigantycznym sukcesie FF VII poza granicami kraju kwitnącej wiśni wszystkie tytuły powinny jednak trafiać i do nas. Z nieprzekręconą numeracją. Do tej pory największym bólem dotyczącym przeniesienia gier Square na rynki anglojęzyczne był właśnie język. Aby przetłumaczyć dialogi, nazwy i tytuły gier, tłumacze potrzebowali zwykle między 6 a 9 miesięcy, w czasie których Japończycy grali już u siebie w te wszystkie świetne gierki, a Europa i Ameryka tylko ostrzyły sobie zęby. Sytuacja ta ma jednak ulec zmianie wraz z nadejściem PARASITE EVE – jej premiera zapowiadana na początek drugiego kwartału tego roku ma pokryć się z datą jej premiery w Japonii! Wreszcie będzie szansa zagrać w coś bez opóźnienia w stosunku do braci z tamtej strony Ziemi. Sam projekt PARASITE EVE jest już coraz bardziej kuszący – gra będzie w wysokiej rozdzielczości, fabuła ma być połączeniem przygodówki z klimatem japońskich RPG-ów (walki w czasie rzeczywistym oraz statystyki i mnóstwem pięknych animacji). Graczowi przyjdzie walczyć z dziesiątkami zmutowanych stworzeń (szczurów, aligatorów, psów itd.), roślin oraz, naturalnie, ludzi. W przeciwieństwie do serii FF, tym razem broń będzie należała do „twardych” – Magnum, Uzi, wyrzutnie, Shotgun (może nawet Vulcan…). Fabuła przygodowa ma być zbliżona do RESIDENT EVIL – panowie ze SQUARE tak bardzo wzięli to sobie do serca, że savepointami są budki telefoniczne i tylko w nich można zachować stan gry (tak jak maszyny w RE).

Niedawno mogliście przeczytać zapowiedź gry z gatunku, w którym SQUARE dotychczas raczej nie stawiało kroków. Grając w EINHANDERA aż się nie chce w to wierzyć. Nie grałem jeszcze w lepszego scrollowanego shootera niż „Jednoręki”. Jest po prostu niesamowity. Cała oprawa jest najwyższych lotów, miodność – bardzo duża, ale tym co tak naprawdę stanowi o pięknie tej gry są bossowie. Dopiero na ich przykładzie widać całą robotę grafików – są pięknie animowani, mają przeróżne ataki, a walka z nimi przypomina starcia z prawdziwym, myślącym przeciwnikiem. Wierzcie mi – takich bossów jeszcze nigdzie nie widzieliście. O FINAL FANTASY TACTICS dowiecie się nieco więcej z najbliższego numeru – dotarła już bowiem do nas w pełni zrozumiała wersja (a ja zacząłem już brać kursy Kanji…). No ale pewnie pragniecie paru wiadomości na temat przygód swoich ukochanych bohaterów. Ok, tym razem zajmiemy się nieco bliżej Materiami.

Jesteście już powiedzmy przy trzecim kompakcie, zamierzacie właśnie udać się na ostateczne spotkanie z białowłosym, kiedy… Hej! Jak go rozwalicie to skończy się gra i kto wtedy rozwali oba Weapony? Nikt. W sumie nie trzeba tego robić, ale pomyślcie tylko – ilu nieszczęsnych FINAL FANTASY’owych chłopków ma zginać z ich podłych łap? Bardzo ładnie, że się poczuwacie (wiem, że denerwujące jest czytanie tekstu, w którym autor zakłada, że wszyscy się z nim zgadzają, ale trudno). A więc dzisiaj pierwsza część poradnika prowadzącego w końcu do rozwalenia Weaponów. Pierwsza rzecz w konflikcie z tymi wielkimi świniakami to dobre Materie. Wiadomo. Jednak nie chodzi tutaj tylko o to, żeby mieć po jednej sztuce np. KNIGHTS OF THE ROUND, która można rzucić tylko raz w walce. O nie, to byłoby zbyt łatwe. Podchodząc do starć z Weaponami trzeba sobie te Materie namaxować.

Pierwszą rzeczą potrzebną do szybkiego ładowania Materii jest odpowiednia broń. Najlepsze są Apocalypse (Ancient Forest) Clouda i Scimitar (Podwodny Reaktor) Cida. W nich Materie rosną z trzykrotną prędkością. Inne postacie maja bronie podnoszące Materie dwukrotnie, ale tylko ci dwaj mają potrójne. Teraz jedyną rzeczą, jaką należy zrobić jest dorwanie przeciwnika, którego pokonanie daje najwięcej punktów doświadczenia. I to takiego, który występuje hurtowo. W sumie najlepszy do tych celów jest chyba Magic Pot w Northern Crater (fioletowy koleś w żółtym garnku, który co jakiś czas każe ci rzucić Elixir). Gość jest warty 8000 PD, ale niestety, aby go uruchomić (tzn. żeby zaczął zbierać baty) musi dostać ten swój przeklęty Elixir – musisz mu go rzucić. Potem w zasadzie jeden cios – i twoje punkty doświadczenia (oraz doświadczenie Materii jaką masz w broni) idą w górę. Miejsce, w którym najczęściej się pojawia to lokacja, w której Cloud musi przepłynąć pod wodą, aby przebyć na druga stronę. Tyle że jest problem. Po jakimś czasie Elixiry się kończą. A gdzie je zdobyć? Na szczęście w tym samym pomieszczeniu można natrafić na małego konika skaczącego wokół błazna (Gighee i Christopher), oraz małego powinowatego gostka z nożem (Tonberry). To oni będą twoim źródłem Elixirów. Najlepiej, żebyś miał w tym momencie namaxowaną Materię Steal oraz Sneak Glowe (Wallmarket, po Armageddonie). Wtedy bez większych problemów powinieneś móc kraść Elixiry i Gighee i Tonberryemu. Aby nie mieć kłopotów z Tonberrym, zaraz po kradzieży przywołaj mu KNIGHTS OF THE ROUND. Magia zużywa się szybko, ale w tej samej lokacji pojawiają się też grupy trzech małych, czerwonych, skaczących kulek (Movers), którym można skraść Turbo Ether. Póki co ładujcie więc swoje Materie, a za miesiąc dowiecie się wreszcie jak w sensowny sposób je użyć. Przeciwko Weaponom.

Squaerio

Artykuł z pisma: NEO nr 5, 4/1998