Strona główna » Ciekawe artykuły » N(e)O Comments #2

N(e)O Comments #2


Czytaliście Newsflash? Jest tam mowa o konferencji Nintendo, która odbyła się niedawno w Rzymie, a która najprawdopodobniej okaże się brzemienna w skutkach dla całego europejskiego rynku konsolowego. Wiecie już o tworzeniu się europejskiej centrali Nintendo, o nowym kierownictwie oraz o proponowanej przez koncern ścisłej współpracy z autorami gier. Ale dzieje się znacznie więcej.
BANJO-KAZOOIE

Nowa europejska strategia Nintendo dała o sobie znać niemal natychmiast. Koncern po raz pierwszy wykupił za okrągły milion dolarów duże (bagatela – kilometr kwadratowy) stoisko na targach ECTS, mających odbyć się w dniach 6-8 września 1998 w Londynie. Do tej pory Nintendo zawsze ograniczało się do zapraszania dziennikarzy do swojego londyńskiego biura na prezentację nowości. Tym razem jednak firma zdecydowała się pójść na całość i urządzić prawdziwy show – taki, jak podczas amerykańskich targów E3. Właśnie na tegorocznej edycji targów ECTS odbędzie się pierwszy europejski pokaz kolorowego GameBoy’a wraz z najnowszymi akcesoriami – miniaturową kamerą i drukarką, które naturalnie zostaną także wydane w Europie. Będą też gry, a w szczególności zapowiadane już niemal od wieków F-ZERO X, BANJO-KAZOOIE, CONKER’S QUEST, 1080 SNOWBOARDING oraz (na Boga!) ZELDA 64, a także mnóstwo nowych pozycji. Dwie ciekawostki – Rare raczej na pewno pokaże sequel GOLDENEYE 007 i jeszcze jedna grę, o której w branży spekuluje się już od dłuższego czasu (to może być DONKEY KONG 64), zaś LucasArts nową grę w świecie Star Wars pod nazwa ROGUE SQUADRON. Wróćmy jednak do tematu naszych rozważań – wypada zadać sobie pytanie, jaka jest przyczyna takiego obrotu spraw? Dlaczego koncern który do tej pory traktował Europę jak piąte koło u wozu, nagle zmienił zdanie i zainteresował się tym trzecim po Japonii i USA rynkiem, dla potrzeb którego trzeba wykonywać kosztowne konwersję z systemu NTSC na PAL? Ja widzę tutaj trzy czynniki, które mogły wpłynąć na decyzje szefów „big N”.

Po pierwsze, Nintendo 64 w dalszym ciągu nie radzi sobie najlepiej w Japonii. Powody? Dla mnie są oczywiste; za mało fighterów, za mało racerów, za mało RPG. Nintendo straciło Squaresoft na rzecz Sony i to był jak się okazuje gigantyczny błąd koncernu. Statystycznie japońscy gracze (i w ogóle posiadacze konsol na całym świecie) są coraz starsi (średnia wieku to mniej więcej 19 lat) i nic dziwnego, że powoli skłaniają się coraz bardziej w stronę dorosłych produkcji, w których ostatnio Square bryluje, a których na N64 po prostu brakuje. Europa zaś nigdy nie była wybredna i zawsze z radością przyjmowała niemal wszystko, co tylko pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni. Być może z powodu tego, że japońskich produkcji do niedawna było u nas jak na lekarstwo, a dopiero sukces FINAL FANTASY VII otworzył oczy ludziom od marketingu. W tej chwili kolejne firmy prześcigają się w podpisywaniu umów na dystrybucję japońskich gier w Europie (oto przykłady: ALUNDRA – Psygnosis, TENCHU – Activision). Rynek europejski jest w tej chwili potwornie chłonny i jeszcze przez jakiś czas taki pozostanie, co nie mogło pozostać niezauważone przez panów w garniturach, których głównym celem życia jest pomnażanie zysków korporacji.

LEGEND OF ZELDA 64

Po drugie, Katana i PlayStation. Niemal na pewno Sega pokaże na ECTS materiał promujący swoja nową konsolę – jeśli nie sama Katanę, to przynajmniej taśmy video z zarejestrowanymi grami odtwarzane bez przerwy na telebimach. Nie wyobrażam sobie innej możliwości – Sega wie, że wojnę w kategorii 32 i 64 bitów przegrała i przygotowuje się do kolejne bitwy. Jak inaczej wytłumaczyć kolejne gigantyczne (także kilometr kwadratowy) stoisko? Przecież nie będą na nim promować ostatnich 10 gier na Saturna, które mają ukazać się do końca roku w Europie. Nintendo wie, że nie może sobie pozwolić na ignorowanie obecności 128-bitowej konsoli na jakby nie było największym europejskim show. W przeciwnym razie wizja miliona cartów z LEGEND OF ZELDA 64 sprzedanych w samej tylko Europie mogłaby się niebezpiecznie oddalić. Jeśli zaś chodzi o PlayStation… Cóż, konsola Sony niewątpliwie zabrała bardzo dużo klientów Nintendo, którzy zniecierpliwieni przedłużającym się oczekiwaniem na N64 schowali swoje SNESy do szafy i stali się szczęśliwymi posiadaczami PlayStation. Nintendo będzie się starać odzyskać tych klientów i być może, dzięki podjętym wreszcie działaniom zakończy się to sukcesem.

I po trzecie, wreszcie jest coś do pokazania. Od momentu wejścia Nintendo 64 na rynek koncern uparcie i z różnym skutkiem realizował swoje hasło „mało ale dobrze”. Można powiedzieć wiele złego o osobach odpowiedzialnych za kontrolę jakości i wydających pozwolenia na produkcję takich gier jak CHAMELEON TWIST czy CRUSIN’ USA, ale należy przy tym pamiętać, że nie są to produkty firmy Nintendo. A chodzi tu właśnie o gry tworzone od początku do końca przez zespoły autorów zatrudniane bezpośrednio przez koncern. Można powiedzieć, że Sony ma Squaresoft, Namco i Capcom, Sega… w tej chwili może liczyć tylko na siebie, zaś Nintendo żyje jedynie dzięki Shigeru Miyamoto i Rareware. Mr. Miyamoto sprawuje w tej chwili główny nadzór nad niemal wszystkimi grami koncernu. MARIO 64, LYLAT WARS, WAVE RACE 64, YOSHIS STORY, 1080 SNOWBOARDING, F-ZERO X i ZELDA 64 – te gry są (lub będą) doskonałe, bo geniusz Miyamoto macza w nich palce. Natomiast zespół Rareware dostarczył graczom BLAST CORPS, DIDDY KONG RACING i GOLDENEYE 007 a w przyszłości BANJO-KAZOOIE, CONKER’S QUEST oraz kontynuację GOLDENEYE 007. Te gry – mimo że amerykańskie – są równie dobre, a na dodatek większość z nich sprzedała się w liczbie ponad miliona egzemplarzy w samych tylko Stanach Zjednoczonych! Zmierzam do tego, że przez ostatni rok Nintendo najspokojniej w świecie wprowadziło swoje hasełko w czyn, a dowodzą tego nie słowa, lecz wyniki sprzedaży. W rezultacie tego i innych kroków podjętych przez firmę developerzy niemal rzucili się do prac nad grami na N64 (nawet Psygnosis i Activision coś tam już dłubią), a efekty tego zapewne zobaczymy na targach ECTS. Bo co jak co, ale promować „swoje” produkty to Nintendo potrafi.

Europa szybko staje się coraz bardziej leczącym się rynkiem, którego żaden z koncernów produkujących konsole nie może już dużej ignorować. Rywalizacja firm walczących o klienta będzie się coraz bardziej zaostrzać. To wspaniała wiadomość.

Gulash

Artykuł z pisma: NEO nr 6, 5/1998