Strona główna » Ciekawe artykuły » GameBoy Camera & Printer – test

GameBoy Camera & Printer – test


GameBoy jest małą konsolą, której sercem jest znany weteranom komputerów procesor Z-80. Chip ten został wyeksploatowany do granic wytrzymałości w latach osiemdziesiątych w tak popularnych wtedy maszynach do gier, jak ZX-Spectrum i Amstrad. Po latach, gdy po tamtych czasach zostało ledwo wspomnienie i magazyny pełne krzemowych kości ze sławetnym emblematem Z-80, szczęśliwi posiadacze tego wątpliwego dobrodziejstwa poszli po rozum do głowy i przywrócili starą świetność spektrumowego procesora.

W ten sposób dziesięć lat temu stworzona została – przez firmę Nintendo – konsola GameBoy, której popularność na świecie przewyższa takie specyfiki końca XX wieku, jak konsola N64, PC z akceleratorem i laurki grające walca. Pomysł z pozoru niedorzeczny, jeżeli weźmiemy pod uwagę parametry konsoli. Czarno biały monitor posiadający cztery odcienie szarości, archaiczny procesor i brzęczyk występujący w charakterze karty dźwiękowej, to cechy odpowiednie raczej dla zegarków elektronicznych niż maszyny do gier. Jednakże siłą tej małej konsoli jest jej funkcjonalność i grywalność. Mała, mogąca zmieścić się nawet w kieszeni i zasilana bateriami może być używana wszędzie. Gry do niej zapisywane są na specjalnych kartridżach, których pojemność mierzy się w Mega Bitach. Najciekawsze jest to, że tytuły wydawane na GameBoya nie są to jakieś tam smętne produkty w stylu rosyjskich „Jajek”, ale najświeższe tytuły z półek sklepowych. Na GameBoya wyszły takie gwiazdy jak: TUROK, INTERNATIONAL SUPERSTAR SOCCER, a wkrótce ma się ukazać MORTAL KOMBAT 4 (sic!).

Nieprawdaż, że brzmi to dumnie? A jak jeszcze powiem, że do konsoli tej można podłączyć specjalną kamerę do robienia cyfrowych zdjęć i drukarkę, na której w ten sposób otrzymane obrazy można wydrukować, to mnie pewnie wyśmiejecie. I niesłusznie, bo właśnie takie cudo, nazwane GAMEBOY CAMERA dotarło do Polski. W Japonii pakiet ten, pozwalający przeobrazić prostą maszynkę do gier w twórcze narzędzie rozwijające dziecięcą wyobraźnię, sprzedał się w premierowym miesiącu lutym w nakładzie ponad 500,000 egzemplarzy.

Zanim jednak puścimy się biegiem do sklepów z kieszeniami wypchanymi gorącą mamoną, zaproponuję małą przejażdżkę po urokach GAMEBOY CAMERA.

Kamera jest w kształcie standardowego kartridża do gry z zamontowanym na górze specjalnym obiektywem w kształcie oka, za pomocą którego obrazy z otoczenia będziemy mogli przenosić na ekran i do pamięci konsoli. Obracające się w poziomie oko pozwoli nam robić cyfrowe zdjęcia zarówno sobie podczas gry, jak i innym obserwującym nasze zmagania. Ustawiwszy kamerę na interesujący nas obiekt, sprawdzamy na ekranie (na którym w czasie rzeczywistym pokazywany jest odbierany obraz), czy kadr i ustawienie nam odpowiada i naciskamy przycisk.

Co możemy z tak uchwyconym zdjęciem zrobić? Poza możliwością wydrukowania go na specjalnym, termoczułym papierze wspomnianą już drukarką GAMEBOY PRINTER (dodatkowy koszt) – podłączaną do konsoli za pomocą kabelka do linkowania – możemy wybrane zdjęcie zacząć obrabiać. W pamięci pomieści się trzydzieści ujęć, z których dobre zatrzymamy, a nieudane wyrzucimy. Z tak przygotowanego pakietu możemy stworzyć film (zapętloną sekwencję animacyjną), odgrywany pod jedną z dostępnych melodyjek. Mało tego, program pozwoli nam za pomocą specjalnego studia muzycznego stworzyć własne dzieła. Zdjęcia możemy sklejać, wycinać, nakładać na siebie, retuszować, ozdabiać i wykorzystywać w grze. Tak w grze, gdyż w tym małym kartridżu oprócz zabaw edytorem audio-video można będzie wybrane zdjęcie fizjonomii własnej bądź znajomych umieścić w strzelance SPACE FEVER lub w wesołej zabawie w żonglowanie piłeczkami.

Myślę, że teraz już wiecie, jakie funkcje zawarte są w tym twórczym pakiecie GAMEBOY CAMERA. Tak, ale to są tylko funkcje, gdyż możliwości, jakie drzemią w tym zestawie, ograniczone są tak naprawdę tylko wyobraźnią użytkownika.

Cena:
GAMEBOY CAMERA – 236 zł
GAMEBOY PRINTER – 349 zł
Dodatkowa rolka papieru do drukarki -34 zł (3 rolki)

Konsolite

Artykuł z pisma: NEO nr 9, 10/1998