GameBoy Color Crash Test
Mająca na jesiennych targach ECTS swoją premierę konsola GameBoy Color w końcu dotarła i do nas, do Polski. Powiem szczerze, że wyczekiwałem jej niczym kania dżdżu, nie mogąc się doczekać, aż ujrzę to wszystko co cieszyło mnie przez tyle już lat – chodzi o gry – w kolorach. I ujrzałem! Co prawda nie takie jak chciałem, ale zawsze. Zanim jednak dobrniecie do recenzji dwóch tytułów wykorzystujących w pełni możliwości tej nowej konsoli, posłuchajcie o niej samej.

KOLOROWY ZAWRÓT GŁOWY
Na pierwszy rzut oka nie różni się niczym szczególnym od kolorowego – fioletowa, bądź fioletowo przezroczysta obudowa – GameBoy Pocketa. Konsola jest mała, wygodna, poręczna, z ciekawie wybrzuszonym rewersem, dzięki któremu wygodnie trzyma się ją w ręku. Różnicami, które dostrzeżemy po wnikliwych badaniach, są: kolorowy napis COLOR przy nazwie konsoli oraz port komunikacyjny na podczerwień, który zajął miejsce włącznika, który z kolei wylądował na miejscu potencjometra kontrastu.
Konsola COLOR projektowana była tak, aby wnosić nowe, czyli 52-u kolorowe gry, na specjalnym wyświetlaczu LCD a zarazem być w pełni kompatybilną z poprzednimi wersjami GameBoya. Dlatego też – nowe – mamy port komunikacyjny na podczerwień służący do porozumiewania się z drugą konsolą, ale w konsoli znajduje się stary – kompatybilność – port służący do połączeń za pomocą kabla.
Monitor zamontowany w GBC jest tej samej wielkości co w Pocketcie, z tą różnicą, że mamy możliwość ujrzenia na raz na ekranie obiecywanych 52 kolorów wybieranych z palety 32000 barw. To co niepokoi w pierwszym momencie grania to brak potencjometru kontrastu. Producenci z NINTENDO tłumaczą to tym, że kolorowy monitor LCD zastosowany w konsoli działający na zasadzie światła odbitego – to znaczy, obraz na nim jest widoczny, jeżeli istnieje w pobliżu źródło światła padające na jego powierzchnię – nie potrzebuje podbijania kontrastu, obraz na nim jest ostry i przejrzysty. Tak mówią spece od marketingu, a jak jest naprawdę?
GRY WYGLĄDAJĄ NIEŹLE!
Faktycznie przy dobrym białym – najlepiej jarzeniowym oświetleniu – kolory, kontrast i ostrość obrazu przedstawiają się bez zarzutu. Gry zarówno te stare, jak i zwłaszcza nowe wyglądają o wiele bardziej atrakcyjnie niż czarno-białe „zacieki” z wczesnych modeli. Po dniu grania, aż dziw bierze, że kiedyś pasjonowałem się grami bez koloru – to oczywiście żart, ale w głębi duszy jeżeli miałbym dzisiaj wybierać czy grać w kolorową, czy w czarno-białą, bez wahania sięgnąłbym po COLORA. Poza tym mamy możliwość emulowania barw w grach wydanych przed kolorową rewolucją, posłuży do tego wbudowane menu, z którego wybierzemy jedną z 12 palet przygotowanych tak, aby emulacja była jak najlepsza i aby zapewniała przejrzysty obraz.
Poza urozmaiceniem w barwie, GBC posiada zmodernizowany procesor, którego częstotliwość zegara została podbita dwukrotnie w stosunku do wersji poprzedniej. Dzięki temu gry będą działały płynniej, szybciej, przeciwnicy będą posiadali lepszą sztuczną inteligencję, a grafika będzie mogła być bardziej skomplikowana – nie tylko ze względu na liczbę kolorów.
WARTO KUPIĆ
Polecam kupno konsoli GBC. Po pierwsze dlatego, że jest to estetycznie wykonana i wygodna konsola. Po drugie jest to totalna nowość na rynku i posiadanie takiego cacka jest wspaniałym podbudowaniem własnego ego. Po trzecie gry działające na niej wyglądają naprawdę atrakcyjniej i są w stanie zaabsorbować nawet najbardziej zagorzałych przeciwników Game Boya, którzy już nie będą mogli narzekać na czarno biały archaiczny wygląd gier. Ciekawe co nowego wymyślą?
Sprzęt dostarczyła firma AMERICAN COMPUTER & GAMES
Ma Jones
Artykuł z pisma: NEO nr 12, 1/1999