W lutym przypominałem Wam o szwedzkim gamingowym „jedynaku” – piśmie dla dzieci Robot. Drugi tegoroczny numer tego dwumiesięcznika trzymam właśnie w rękach. Cena trzyma dotychczasowy poziom – 74,90 szwedzkich koron (30 zł na polskie), liczba 52 stron też. Gazetka jest generalnie cienka, bo lakierowana okładka grubością nie grzeszy, a przez papier prześwituje druga strona. Ma być efektownie i kolorowo, ale niekoniecznie bogato. Na okładce nie po raz pierwszy króluje ulubieniec dzieci Mario, więc wiem czego się spodziewać w środku. Przypadkowo mam przy sobie Game Boy’a Extreme, i zgadnijcie kto jest na okładce? 😉
Zawartość bieżącego numeru Robota jest bardzo podobna do poprzedniego. Główną atrakcją są kąciki ulubionych tytułów naszych, a właściwie szwedzkich milusińskich: Minecrafta, Pokemonów i Fortnite’a. Do tej „świętej trójcy” dochodzą obszerne materiały o Mega Manie (z bardzo fajnym konkursem rysunkowym na projekt głównego antagonisty), Overwatchu i Animal Crossing (z malowanką pozwalającą zaprojektować własnego zwierzaczka). Tekstu tu jak na lekarstwo, oprócz krótkich bloków z poradami nie znajdziecie nic innego ponad wielkie screenshoty z gier i grafiki bohaterów, stworków i przedmiotów.

Dział recenzji zawiera oszałamiającą liczbę dwóch tytułów. Fakt, że mocarnych. Na pierwszy plan idzie mega „tekst” (choć słowo „tekst” trzeba wziąć w cudzysłów, słowa pisanego tu z lupą szukać) o Mario Tennis Fever na Switcha 2, który rozbiera grę na części pierwsze. Mamy tu wszystko, łącznie z wyspecyfikowaniem wszystkich rakiet i przeciwników. Drugi z tytułów to Pokémon Pokopia. Produkt ciekawy i zupełnie niepodobny do innych Pokemonów. Tam walczysz, tu budujesz, a na kolejnych stronach magazynu poznajesz wszystkich swoich pokemonowych pomocników. Obie recki zawierają masę zdjęć, screenów i grafik, miejscami bardziej przypominając komiks niż recenzję, ale skoro jest ocena – jest recenzja, tylko taka trochę dziecinna 🙂

Gdy odejmiemy w/w kąciki i recenzje, to czy jeszcze coś nam pozostanie? I owszem, całkiem sporo. Mamy kolumnę z listami, rubryki rysunkową i techniczną (a w niej poradnik jak zrobić z artykułów spożywczych Pokeballa), galerię pixel-artową i oczywiście plakaty. Tradycyjnie znajdziemy też całkiem pokaźny kącik retro, a w nim opisy konsoli Virtual Boy i gry Sonic the Hedgehog 2 na Segę Mega Drive. Sonic to gra tak stara, że prawdopodobnie nie znają jej nie tylko szwedzkie dzieci, ale także ich rodzice 🙂 Tym bardziej chwała redakcji, że waży się odkurzać takie zabytki.
Na koniec muszę wspomnieć o rzeczy dość istotnej, pominiętej przeze mnie przy okazji recenzji poprzedniego numeru. Otóż w Robocie z latoroślami nie komunikują się autorzy, lecz kreskówkowe avatary. Wirtualną redakcję tworzy szóstka mangowych bohaterów, specjalizujących się w różnych dziedzinach. I tak na przykład brysiowaty Haito lubi Anime, sztuki walki i gry akcji, zbuntowana Yun koszykówkę, hip-hop i Fotnite’a, antropomorficzny Amir przyrodę, platformówki i Animal Crossing, a siwy Wujek Jake gotowanie, stare gry i automaty. Dzięki bajkowym autorom dzieciom łatwiej jest wysłuchać ich opinie, naskrobać list, a nawet zaprzyjaźnić. Fajny pomysł, choć oczywiście nie odkrywczy, bo już dobre 2-3 dekady temu niejaki troll Hugo zapraszał do zabawy w gry na łamach swojej gazety.
Dochodzimy do końca przeglądu Robota nr 2/2026. Nie ma tu zbyt wiele czytania, jest za to dużo oglądania, przeglądania, malowania i rysowania, czyli dziecięcej czystej przyjemności obcowania z ulubionymi grami. Pisemko, przypominające jako żywo nieistniejącą już CyberMychę, fajnie odnalazło się w kulejącej rzeczywistości (fakt, zbyt dużej papierowej konkurencji nie ma) i póki co zarabia na siebie. Kolejny numer już za miesiąc, a jeżeli zamówicie od razu trzy, dostaniecie bezprzewodową ładowarkę 🙂




źródło zdjęć:
Robot nr 2/2026

Nie wiem jaka jest aktualna sprzedaż Robota, ale przy relatywnie niedużych nakładach finansowych nawet te 10-15 tysięcy może wystarczyć.
Jakoś tak mi się… negatywnie skumulował mój feedback (w kierunku tegoż magazynu) Twojego komentarza. Niepotrzebnie. Skoro jest na ów… POPYT, to znaczy, że redakcja magazynu „Robot” robi – po prostu – dobrą robotę. Zatem niech czyni ją po wsze czasy.
Print „Robot” skierowany jest do młodszego pokolenia. Swą treścią spełnia jego oczekiwania. Zatem… złego słowa nie mogę powiedzieć w kierunku jego twórców. Niech trwają.
„Gazetka jest generalnie cienka, bo lakierowana okładka grubością nie grzeszy, a przez papier prześwituje druga strona.”
Jaki jest popyt na taki print?
„Przypadkowo mam przy sobie Game Boy’a Extreme, i zgadnijcie kto jest na okładce?”
https://www.psxextreme.info/uploads/monthly_2025_10/mario.jpg.d4d2d874247303df073bca1d7340ef24.jpg
„Główną atrakcją są kąciki ulubionych tytułów naszych, a właściwie szwedzkich milusińskich: Minecrafta, Pokemonów i Fortnite’a. Do tej „świętej trójcy” dochodzą obszerne materiały o Mega Manie (…) Overwatchu i Animal Crossing (…) Tekstu tu jak na lekarstwo, oprócz krótkich bloków z poradami nie znajdziecie nic innego ponad wielkie screenshoty z gier i grafiki bohaterów, stworków i przedmiotów.”
Ponawiam pytanie.
„Dział recenzji zawiera oszałamiającą liczbę dwóch tytułów.”
Podnoszę brwi.
„Obie recki zawierają masę zdjęć, screenów i grafik, miejscami bardziej przypominając komiks niż recenzję, ale skoro jest ocena – jest recenzja, tylko taka trochę dziecinna”
Zachodzę w głowę.
„Gdy odejmiemy w/w kąciki i recenzje, to czy jeszcze coś nam pozostanie? I owszem, całkiem sporo. Mamy kolumnę z listami, rubryki rysunkową i techniczną (a w niej poradnik jak zrobić z artykułów spożywczych Pokeballa), galerię pixel-artową i oczywiście plakaty.”
Czynię facepalma.
„Tradycyjnie znajdziemy też całkiem pokaźny kącik retro, a w nim opisy konsoli Virtual Boy i gry Sonic the Hedgehog 2 na Segę Mega Drive. Sonic to gra tak stara, że prawdopodobnie nie znają jej nie tylko szwedzkie dzieci, ale także ich rodzice 🙂 Tym bardziej chwała redakcji, że waży się odkurzać takie zabytki.”
Połączenie aktualnego „Crafter” z niegdysiejszym „Pixelem”.