Commodore 64: Życie po życiu


| Podtytuł: Nowe gry na legendarny mikrokomputer | Autor: Bartłomiej Kluska |
| Wydawca: Idea Ahead | Data wydania: 1.4.2023 |
| Wydanie: Pierwsze | Format: 21,5 x 14,8 cm |
| Liczba stron: 136 | Cena: 89,00 zł |
Recenzja
Wydawać by się mogło, że gdy jakiś komputer przestaje być produkowany to trudno spodziewać się, że ktoś będzie jeszcze pisał na niego nowe oprogramowanie. Szczególnie gdy mówimy o maszynach 8-bitowych. Tymczasem wcale tak nie jest. Pewne sprzęty na długo zostają w serduszkach graczy, a i nowi programiści czasem chcą zmierzyć się z architekturą klasyków. Tak powstają nowe tytuły na z pozoru zapomniane komputery, a dowodem na to jest książka „Commodore 64: Życie po życiu” Bartłomieja Kluski.
Jak sam autor zauważa we wstępie, nie jest to kompletny przegląd nowych gier, które ukazały się na C64 w ostatnich latach. Raczej wybór tych ciekawszych produkcji, które mają udowodnić, że tytułowy sprzęt nadal żyje i ma się dobrze.

Książka… ekhem… książeczka jest bardzo niepozorna. Miękka okładka, szersza niż wyższa i sto trzydzieści sześć stron to nie są parametry przykuwające wzrok. Tym bardziej można się zdziwić spoglądając na tylną okładkę i skupiając się na cenie. 89 zł to jest kradzież w biały dzień. I to dosłownie. Na szczęście nawet w sklepie wydawcy w dniu pisania tej recenzji sugerowana cena to 49 zł, a faktyczna 39 zł, więc boli zdecydowanie mniej.
Zaglądając do środka szybko zorientujemy się, że całość ubrana jest w jeden całkiem miły dla oka schemat. Mamy stronę tytułową, potem dwustronicowy wstęp autora, a na końca spis treści, ale głównym daniem są tutaj opisy gier. Te zostały ułożone w kolejności chronologicznej, zaczynając od 1996 roku, a na 2021 roku kończąc. Łącznie jest ich 64, co jest miłym mrugnięciem oka do czytelnika. W niektórych latach opisanych mamy kilka produkcji, w innych tylko jedną, a trafią się też takie roczniki, gdzie nie ma żadnej. Oczywiście nie oznacza to że dostajemy pustą stronę, tylko że te lata są po prostu pominięte.
Każda gra ma dla siebie przeznaczone dwie strony. Na pierwszej mamy dwa małe zrzuty ekranu, tytuł, wyróżniony akapit wstępu i kilka zdań o samej produkcji. Na drugiej – jeden całostronicowy screen. Prezentuje się to ładnie, schludnie i przyjemnie dla oka. Jednak trzeba mieć świadomość, że nie są to długie teksty, więc próżno szukać jakichś szczegółów. Ot, taka zajawka czym jest dany tytuł, jak się w to gra i czasem jakaś ciekawostka.
Całość można połknąć za jednym posiedzeniem, a Bartłomiej Kluska nie jest debiutantem, więc i lektura płynie przyjemnie… i szybko. I udowadnia, że C64 to nie taki martwy sprzęt, jak wielu mogłoby przypuszczać. Nie jest to może pozycja którą trzeba mieć, ale myślę że warto. Szczególnie gdy się jest miłośnikiem Commodore 64. Tylko, na (tutaj wpisz dowolne bóstwo), nie w cenie okładkowej!
Zapach Papieru, news z dnia 21.2.2026
Galeria



źródła zdjęć:
https://skleppixela.pl/
zbiory własne