W ciągu miesiąca dwie książki o Blizzardzie pojawiły się na polskim rynku. O pierwszej – „Play Nice” autorstwa Jasona Schreiera (wydawca SQN) pisaliśmy jakiś czas temu, teraz przyszła kolej na propozycję wydawnictwa Open Beta. „Zostań na chwilę i posłuchaj” Davida L. Craddocka to pierwsza część trylogii, pierwotnie wydana po angielsku w 2013 roku. Od tego czasu doczekała się trzech wydań papierowych i dwóch audiobookowych. W naszej rodzimej wersji ukazała się pod koniec kwietnia br. Za tłumaczenie odpowiada Karolina Piwowarczyk.

David L. Craddock ma 43 lata, mieszka w Cantonie w USA (stan Ohio) i jest pisarzem, wydawcą, redaktorem serwisów gamingowych i przede wszystkim literackim freelancerem. Aktywność zawodową rozpoczynał na początku lat 2000 i od tego czasu spłodził samodzielnie lub jako współautor ponad 40 książek! Głównie zajmuje się branżą gier ale nie tylko, ma na koncie także opowiadania i powieści fantastyczne. Przez lata pisał do serwisów TouchArcade.com, Fantasy Book Critic i EarthTechling.com, a także czasopism Official Xbox Magazine, PlayStation: The Official Magazine i Retro Videogame Magazine. Ma w portfolio współpracę z Electronic Arts, Romero Games, Slipgate Ironworks, Gazillion Entertainment i L5 Games. W ostatnich latach udziela się w serwisach Shacknews i StoreBundle. Na grach się zna jak mało kto. Materiały do „Zostań na chwilę…” zbierał pięć lat.
„Zostań na chwilę i posłuchaj” nosi podtytuł „O dwóch Blizzardach, które dały światu Diablo i zbudowały imperium. Księga 1.” To oznacza, że przeczytamy tu o tylko początkach tworzenia wielkości firmy, wycinku historii która się w pewnym momencie urywa. Resztę trzeba będzie sobie doczytać w kolejnych księgach (druga ukazała się w 2019 roku, trzecia jest w planach 🙂 ). Zasadnicza część liczącej 438 stron książki składa się z wprowadzenia, 13 rozdziałów rozdzielonych między 3 akty i epilogu. To rdzeń opowieści. Ponadto istnieją treści dodatkowe, nazwane „Misjami pobocznymi” (wrzucone po każdym rozdziale) i „Rundami dodatkowymi”. To wspomnienia autorów, historia branży, lekcje projektowania, uwagi autorskie, wywiady itd. Można je pominąć i trzymać się głównej opowieści, albo jechać po kolei. Czemu te dodatki nie zostały po prostu wplecione w rdzeń historii, doprawdy nie wiem, rzadko się spotyka takie rozwiązanie. W efekcie czujemy się trochę jak w pagrafówce, gdzie, w zależności od wyboru, skaczemy między stronami.

O czym konkretnie jest „Zostań na chwilę i posłuchaj… Księga 1”? W pierwszym akcie poczytamy o początkach, począwszy od lat szkolnych, założycieli Condora (protoplasty Blizzard North): Davida Brevika oraz braci Maxa i Ericka Schaeferów. Czym się od młodości interesowali, gdzie początkowo pracowali, jak się spotkali? Akt drugi opowiada analogiczną historię, tyle że założycieli Blizzard Entertainment: Allena Adhama, Mike’a Morhaime’a i Franka Pearce’a. Tu również dowiemy się o trudnych początkach, założeniu Silicon-Synapsy, pracy nad WarCraftem, przemianowaniu nazwy na Blizzard Entertainment i sprzedaży firmy korporacji. Akt trzeci poświęcony jest okolicznościom spotkania i współpracy obu zespołów, i w większości obraca się już wokół tematu Diablo, aż do okolic jego premiery. Co wtedy w Blizzardzie dominowało: przyjaźń, entuzjazm, luz i zabawa czy może stres, crunch, kłótnie i brak pieniędzy? Ja nie zdradzę, musicie doczytać. Opowiada o tym blisko pięćdziesiąt osób.
Książka wydana została w miękkiej okładce i ma wymiary 21×14,5 cm. Brakuje tradycyjnie jakichkolwiek zdjęć. Przeciętność wykonania rekompensowana jest przyzwoitą ceną 59,99 zł., a obecnie można ją nabyć w promocji nawet za 44,99 zł. Jak za ponad cztery setki stron to naprawdę niewiele. Jeżeli więc jesteście fanami Diablo i WarCrafta, kochacie atmosferę lat 90. i chcielibyście zrozumieć, jak wykuwał się Blizzard, koniecznie sięgnijcie po „Zostań na chwilę i posłuchaj”.
Dziękujemy wydawnictwu Open Beta za udostępnienie książki.



źródła zdjęć:
Zapach-Papieru.pl
Wydawnictwo Open Beta
Serwis Amazon
Serwis LinkedIn
Serwis Mobygames

Okładka wydania oryginalnego zdecydowanie ładniejsza od wydania rodzimego.
Kwestia gustu 🙂 Estetycznie może tak, ale tematycznie wypada słabiej. Jak na naszą popatrzysz to od razu widać, że będzie o Diablo. A oryginalna jest bardziej neutralna, IMHO nadaje się do każdej tematyki 😉
Lemek… dawno tutaj nie pisałeś, ale cały czas jesteś z nami i właśnie napisałeś. Cieszę się. No ja taki wariat jestem, że lubię pisać, ale też czytać komentarze innych Czytelników.
Oczywiście, że okładka oryginału jest NIEPORÓWNYWALNIE ładniejsza od przekładu. Jest jeszcze druga warstwa, która o tym decyduje.
Avok… nasza okładka nie jest neutralna. Jest (też dedykowanym tej grze) PRZECIWIEŃSTWEM oryginalnej. Spojrzeniem nie od strony growego wroga, tylko nas – graczy.
Pomiotowi z rogami (czerwień piekła) – przeciwstawia się postać z anielskimi skrzydłami (błękit nieba).
„Avok… nasza okładka nie jest neutralna.”
To znaczy ta oryginalna, a nie nasza!
Rzucę przykładem… Gdyby na zachodzie wyszła książka o „Doomie” – z Doomguyem na okładce, to u nas by wydano jej przekład z… Cyberdemonem?