Zapach Papieru zawsze stoi na straży książkowych nowości, jak szeryf Bart w „Płonących Siodłach” na straży miasteczka Ridge Rock. Nic nie umknie naszym czytelnikom. Tym razem poznańskie wydawnictwo Nordberg, czyli efekt współpracy Retronics oraz NRG Studio (o fuzji pisałem tutaj), oferuje nam w przedsprzedaży „Wojnę Klanów. Amiga kontra Atari ST”.
Tak szczerze, to ja nie kojarzę żadnych konfliktów pomiędzy użytkownikami tych dwóch sprzętów. Koniec lat 80. i początek lat 90. to starcia posiadaczy ośmiobitowych Commodore 64 i Atari XL/XE, ale żeby fani „przyjaciółki” i „dużego Atari” byli zwaśnieni, nigdy nie wiedziałem, mimo iż jeszcze dosyć dobrze pamiętam tamte czasy. Może to kwestia tego, że użytkowników Amigi, których znałem, można policzyć na palcach jednej ręki operatora gilotyny, a kumpli z Atari ST w ogóle nie miałem. Dlatego znikoma jest moja świadomość relacji pomiędzy zwolennikami obu komputerów. Ponieważ w prasie komputerowej na przestrzeni lat niewiele się o tym pisało, stąd lektura „Wojen Klanów” może dostarczyć mi i Wam sporo ciekawych informacji, o których nie mieliśmy dotąd pojęcia.
Osoby, które teraz wysupłają ze swoich portfeli 139,90 zł, mogą w przedsprzedaży zaoszczędzić jednego Chrobrego. Cena książki w dniu premiery (listopad 2026) podskoczy do 159,90 zł. A co otrzymamy w zamian? Twardą oprawę, 400 kolorowych stron w rozmiarze 170 x 230 mm, Pantone Metallics [a cóż to u licha? – przyp. Avok], papier Arctic Silk 150 gr/m² oraz wysokiej jakości druk rastrowy (120). Nie do końca jestem zaznajomiony z tymi pojęciami, ale stryjek google uspokaja i obiecuje, że będzie to godne centralnego miejsca na naszych półkach wydanie. Ekipa Jerzego Dudka obiecuje dodatkowo do każdego zamówienia bonus, ale jego zawartość pozostaje jeszcze w tajemnicy, natomiast ma być wkrótce odtajniona na profilu wydawnictwa.

Ogólnie będziemy mieli do czynienia z pracą zbiorową. Wśród autorów znajdą się takie nazwiska jak Chris Swinson (inżynieria Atari, Exxos Forum), Christophe Boucourt (demoscena Amigi), Darren Coles (Workbench kontra TOS), Darryl Still (Atari UK), David J. Pleasance (Commodore UK), David Hecq (Atari we Francji), Erik Simon (Thalion, Blue Byte) i wielu innych. Co może zaoferować tak przezacne gremium? Wychodzi na to, że sporo.
Przede wszystkim poczytamy o początkach obu komputerów, ich pierwszych modelach, parametrach, wyposażeniu, premierach kolejnych wersji. Dużo ciekawostek ale też fachowa, techniczna wiedza. Widać, że autorzy dysponują odpowiednim obeznaniem w temacie tytułowych 16- i 32-bitowców, dzięki czemu raczą nas mnóstwem interesujących informacji. Opisując historię Amigi i Atari ST nie sposób nie wspomnieć o Jacku Tramielu, który przez wiele lat kierował Commodore i Atari. Kierował ciężką ręką, tak jak ciężko prowadzi się Dodge Vipera pierwszej generacji na mokrej nawierzchni. Ale podobnie jak Viper w rękach profesjonalnego kierowcy rządzi na drodze, tak i obie firmy pod wodzą Tramiela zaliczyły wiele spektakularnych sukcesów.
A gdzie te wojny klanów? Oczywiście nie chodzi o wojny w dosłownym znaczeniu, raczej o walkę na argumenty. Sam Jack Tramiel rozpoczął tę batalię przechodząc z Commodore do Atari i próbując wszelkimi sposobami (jeden z nich nazywa się Atari ST) tą pierwszą zdetronizować. Oczywiście nie tylko o tym będzie ta książka, gdyż za historią obu komputerów kryje się jeszcze mnóstwo innych wydarzeń i działań, dzięki którym stały się tak popularne w gronie dzisiejszych 40- i 50-latków. Od osób pamiętających tamte czasu i bezpośrednio związanych z obiema firmami dowiemy się m.in., jakich chwytów marketingowych używali, gdzie próbowali sprzedawać swoje komputery i jak zachęcali do współpracy innych ludzi i firmy. Mnie osobiście ciekawi, jak przedstawiciele firm produkujących gry na Amigę i Atari negocjowali wykorzystanie tytułów popularnych filmów (np. RoboCop czy Blues Brothers) w swoich grach.

Całkiem realne wydają się dywagacje o wyższości jednego sprzętu nad drugim. Wszak tutaj można już mówić o konkretnych parametrach podzespołów, które wpływały na jakość grafiki, dźwięku, prędkości obsługiwanych programów i liczbie wyświetlanych kolorów. Wiadomą sprawą jest, że 1 MB RAM-u jest zawsze lepszy niż 512 KB, ale czy muzycznie lepsza jest amigowska Paula, czy atarowska Yamaha? Dowiemy się z komentarzy, analiz i wspomnień autorów książki. Zapraszam również do dyskusji i przesyłania Waszych komentarzy. Ja co prawda w tych czasach toczyłem walki, ale co najwyżej ze starą babcią z pancerną torebką w Bop’n Rumble na moim C64, ale może wśród naszych czytelników znajdą się byli (albo ciągle obecni) użytkownicy tych klasycznych sprzętów i podzielą się swoimi wspominkami.
A propos gier, „Wojny Klanów” zawierać mają obszerny, 70-stronicowy dodatek poświęcony grom na 16-bitowce. Dowiemy się o najważniejszych pozycjach, które zyskały uznanie graczy, ale również wyznaczały nowe standardy w zakresie jakości grafiki, muzyki, mechaniki i technologii, jednocześnie wyciskając z obu maszynek ostatnie soki. Takie nazwiska jak Mike Clarke (Psygnosis), Simon Butler (Ocean UK), Stoo Cambridge (Impressions, Sensible Software) czy też Tobias J. Richter (reLine, Team 17) gwarantują rzetelne źródło informacji. Już na sam widok nazw firm, które reprezentowali, pojawiają się bardzo miłe wspomnienia, gdyż za każdą z nich kryją się ponadczasowe hity elektronicznej rozrywki.
Osób, które miały kiedykolwiek do czynienia z Amigą czy Atari, do zakupu chyba nie muszę namawiać. Ja co prawda na tych sprzętach grałem tylko na imprezach gamingowych i w muzeach gier, ale na tyle mi się podobały, że chyba poproszę… no nie wiem kogo się w październiku prosi, chyba samego siebie… o prezent w postaci tej książki, żeby lepiej poznać historię kultowych komputerów i ludzi, którzy za nimi stoją.

źródła zdjęć:
https://nordberg.com.pl/


@Mic – no atarowcy i amigowcy się nie kochali. Na pewno i na poziomie 8-bit Atari vs Commodore i 16-bit Amiga vs Atari ST budziły wzajemne awersje. Na pewno jakiś wpływ miało przejście J. Tramiela z jednego obozu do drugiego. A wyznawał on zasadę, że biznes to wojna. Jeńców nie brał. Ze swoich amigowych czasów kojarzę taki moduł – na tyle głupiutki, że nie linkuję bezpośrednio, bo nieco wstyd. Kto chce, znajdzie na yt – miałem go na jakiejś dyskietce. Tytuł „Anti Atari Song Amiga Protracker Module „. Ale konflikt na poziomie 16-bit nie utkwił mi w pamięci jako szczególnie silny. Atari okopało się w midi i muzyce, pole w grach oddało jednak Amidze. Do czasu, gdy maszyny zmiótł atak klonów (pc). I nie było czego zbierać.
Pozycja dobrze się zapowiada. Jako były Commodorowiec, Atarowiec i Amigowiec chętnie wrócę do przeszłości i sprawdzę, czy aby nie byli tendencyjni w osądach 🙂
„Może to kwestia tego, że użytkowników Amigi, których znałem, można policzyć na palcach jednej ręki operatora gilotyny, a kumpli z Atari ST w ogóle nie miałem.”
Ale Mic de Goc, co Ty chcesz od operatora gilotyny? Przecież gdyby źle wykonywał swoją pracę, to by od szefa dostał po głowie. Natomiast jeśli chodzi o moich znajomych posiadających Amigę, to… tylko jeden był, a z tych mających Atari ST… nikt. Zatem było to nader niskie pogłowie.
„Twardą oprawę, 400 kolorowych stron w rozmiarze 170 x 230 mm, Pantone Metallics [a cóż to u licha? – przyp. Avok], papier Arctic Silk 150 gr/m² oraz wysokiej jakości druk rastrowy (120).”
Ale Avok, skąd mam wiedzieć? Dla mnie brzmi to jak nazwa firmy produkującej ruchome elementy gilotyn.
„Ekipa Jerzego Dudka obiecuje dodatkowo do każdego zamówienia bonus, ale jego zawartość pozostaje jeszcze w tajemnicy, natomiast ma być wkrótce odtajniona na profilu wydawnictwa.”
Może zakładka do książki, ale nie dam sobie głowy uciąć, że to będzie właśnie to.
„Widać, że autorzy dysponują odpowiednim obeznaniem w temacie tytułowych 16- i 32-bitowców, dzięki czemu raczą nas mnóstwem interesujących informacji.”
Wiadomo. Trzeba mieć głowę na karku.
„Całkiem realne wydają się dywagacje o wyższości jednego sprzętu nad drugim.”
Przewyższając ów o głowę.
„Zapraszam również do dyskusji i przesyłania Waszych komentarzy.”
Jakoś nie mam głowy do tego.
„Osób, które miały kiedykolwiek do czynienia z Amigą czy Atari, do zakupu chyba nie muszę namawiać.”
Ja miałem raz z Amigą. A z Atari? Marzenie ściętej głowy.
A na to odzywa się jednopalczasty operator gilotyny: „Vive la révolution!”