Strona główna » Newsy » Książka: „Commodore Amiga: Nieoficjalne kompendium”

Książka: „Commodore Amiga: Nieoficjalne kompendium”


Opublikowano: 30/09/2026 | Autor: Avok

Książka „Commodore Amiga: a visual compendium” brytyjskiego wydawnictwa Bitmap Books ukazała się w 2015 roku, w ramach 6-częściowej serii prezentującej sztukę pixel artu na różnych platformach. W październiku 2026 ma się ukazać nowe odświeżone wydanie tego tomiku, uzupełnione dodatkowymi materiałami. Tymczasem na naszym rynku, nakładem wydawnictwa Gamebook zadebiutowała polska edycja zatytułowana „Commodore Amiga: Nieoficjalne kompendium„, w tłumaczeniu Marcina Monia. Książka liczy 568 stron i kosztuje 159,90 zł.

Sam Dyer

Kompendium jest pracą zbiorową, nad którą pieczę sprawuje i odpowiada za projekt graficzny Sam Dyer, dyrektor artystyczny i założyciel Bitmap Books. Motywem przewodnim książki jest prezentacja możliwości graficznych Amigi i na tym temacie pozycja się skupia. Słowo „grafika” odmieniane jest tu przez wszystkie przypadki. Przedmowa jest autorstwa grafika Stoo Cambridge’a, odpowiedzialnego za obsadzone malutkimi ludzikami światy i boiska Cannon Fodder, Sensible World of Soccer i Sensible Golf. Komentarze (to jo właściwe słowo) są autorstwa 117 grafików, programistów i projektantów, wspomaganych przez grupę dziennikarzy branżowych. W środku przeczytacie też o firmach robiących najlepsze pixel artowe tytuły na „przyjaciółkę” i wywiady z, a jakże, najlepszymi amigowymi grafikami. Ale przede wszystkim znajdziecie gry, mnóstwo gier.

Bo „Commodore Amiga: Nieoficjalne kompendium” grami stoi. I nie dziwota, bo gdzie najlepiej można pokazać ponadprzeciętne możliwości sprzętu i kunszt pixel artu jak nie w grach, do których Amiga była stworzona? Mamy więc prawdziwe zatrzęsienie gatunków: strzelaniny chodzone i latane, platformówki akcji, RPGi, przygodówki point & click, gry sportowe i logiczne, bijatyki, wyścigi, strategie itd. Najdorodniejsze amigowe dobro reprezentuje 148 tytułów (nie licząc polskich produkcji, o czym niżej) z lat 1986-2024, ułożonych chronologicznie.

Gry zaprezentowane są w taki sposób, by uwypuklić ich pixel artowe piękno. Każdy tytuł ma zarezerwowane dla siebie dwie strony zapełnione tak, by w najlepszy sposób pokazać jego charakterystyczny styl graficzny. Mamy więc powiększone screenshoty z gier, efektowne ekrany tytułowe, zrzuty grafik z intr itp. Generalnie nie ma białych teł, wszystko jest w full kolorze. Całości dopełniają skromna metryczka (tytuł, rok wydania, gatunek, studio, wydawca) i jeden lub więcej akapitów z komentarzami twórców, głównie grafików. Nie nastawiajcie się na wielkie bloki tekstu, cytaty są krótkie i treściwe, najczęściej odnoszące do pracy nad tytułem i narzędzi, jakich używano. Podoba mi się taka mini-pigułka wiedzy prosto ze źródła. Komentarze są bardzo konkretne, choć lanie wody też się czasem przydarza (Rico Holmes: „Alien Breed to tytuł, który zawsze chciałem stworzyć [..] Od początku miałem ogromne pokłady ślepej wymiary w ten tytuł” i takie tam bla bla).

Okładka oryginalnego wydania

Jak to zazwyczaj w polskich edycjach książek Bitmap Books bywa, Gamebook postarał się o obszerny „polski” rozdział, opisujący tym razem nasz rodzimy wkład w produkcję gier na „przyjaciółkę”. Nasz niezastąpiony dyżurny Amigowiec kraju Bartłomiej [V0yager] Dramczyk przygotował aż 140 stron zawierających 73 zrobione przez Polaków gry, przedstawione w identyczny jak światowe hity sposób. Bartek dotarł do 20 autorów, którzy pomogli w przygotowaniu materiału, resztę uzupełnił sam. Muszę przyznać że znalazłem wszystkie istotne tytuły, o których pisano w prasie lat 90-tych (Teenagent, Prawo krwi, Mentor, Eksperyment Delfin, Kajko i Kokosz itd.), ale o niektórych (co zresztą jest fajne) usłyszałem pierwszy raz. Cieszę się, że nie zapomniano również o współczesnych świetnych produkcjach, stąd na łamach kompendium możemy znaleźć choćby urokliwego Tony’ego: Montezuma’s Gold.

Mimo iż gry to clou „Commodore Amiga: Nieoficjalnego kompendium„, wewnątrz możemy znaleźć również inne materiały. Opisano narodziny Amigi, zamieszczono opinie o jej modelach, załączono okładki gier i naskrobano (skromnie, na jedną stronę) o niewydanych tytułach i demoscenie. Zaprezentowano również system Kickstart, błąd Guru Meditation, demo z piłką oraz programy Deluxe Paint i X-Copy. I wszystko to używając tylko cytatów ludzi z branży! Trochę dziwna forma, ale można się przyzwyczaić. Jeśli wam mało, to macie jeszcze wywiady ze znanymi grafikami, jak Jim Sachs (Defender of the Crown), Dan Malone (The Chaos Engine, Cadaver) czy Henki Nieborg (Lionheart, Ambermoon). A na deser autorzy przypominają profile kilku kultowych amigowych firm (m.in Cinemaware, Sensible Software, System 3 i Team 17). Przyznacie, że jak na materiały uzupełniające to całkiem sporo.

Garść spraw technicznych. Kompendium ma wymiary 23×17 cm i waży 1,7 kg. To kawał solidnego tomiku, wielkościowo podobnego do „Gier, których nie było”. Sporo waży więc nie upuście sobie go na stopę, bo będzie z palców marmolada. Jakościowo jest jak zwykle najwyższa półka: twarda okładka, papier kredowy 130g, szyta oprawa i dwie tasiemkowe zakładki – Gamebook wie jak nas rozpieszczać. Bonusem są papierowa obwoluta z reprodukcją autografów twórców Amigi 1000 i pamiątkowa karta z „pięćsetką” i podziękowaniami. Ot, takie miłe dodatki.

Pamiątkowa karta

To nie pierwsza pozycja książkowa o Amidze na polskim rynku. Jeśli więc bijecie się z myślami czy nabyć „Commodore Amiga: Nieoficjalne kompendium„, bo macie już „Historię Amigi piksel po pikselu” Chrisa Wilkinsa to uspokajam – to są całkiem różne pozycje. W „Historii…” opisano zaledwie 40 gier, w „Nieoficjalnym kompendium…” grubo ponad 200! Książka Wilkinsa zawiera więcej ogólnych informacji o Amidze, genezie jej powstania, twórcach i powiązanych osobach z branży (niekoniecznie grafikach). Jest to pozycja mniejsza, rozkładająca inaczej akcenty, nie dublująca się lecz świetnie uzupełniająca z omawianą pozycją. Tak naprawdę dobrze mieć je obie w biblioteczce.

Kiedyś byłem Amigowcem, miałem 500-tkę i CD-32. W połowie lat 90. porzuciłem kultową markę i stałem się przebrzydłym pececiarzem i konsolowcem. Jednak po zaliczeniu „Commodore Amiga: Nieoficjalne kompendium” nabrałem jak nigdy chęci na powrót do amigowych korzeni. Znowu móc uruchomić znane mi tytuły, poklikać trochę na starym joy’u, pozachwycać się pięknym pixel artem… I wiecie co, zacząłem działać. W efekcie już wkrótce znowu pogram w Shadow of the Beast, Ricka Dangerous, The First Samurai, Mega lo Manię i inne kultowe pozycje. I to jest najlepsza rekomendacja dla tej książki.

Dziękujemy wydawnictwu Gamebook za udostępnienie książki.

Commodore Amiga: Nieoficjalne kompendium – okładka przednia
Commodore Amiga: Nieoficjalne kompendium – okładka tylna
Narodziny Amigi
Gra Another World
Polskie gry na Amigę
Demoscena

źródła zdjęć:
https://gamebook.pl
LinkedIn / Sam Dyer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

5 Komentarzy

  1. Mogę się jedynie zgodzić, że minimalnie bezpieczniej upuścić Amiga nieoficjalne kompendium niż Almanach RPG.

  2. U mnie uroczyste wręczenie i odfoliowanie jutro. Fakt, niezła cegła ta pozycja, spodziewałem się czegoś mniejszego. Tym lepiej.

    1. A ja sobie spróbowałem wyobrazić to, co Avok napisał…

      „Sporo waży więc nie upuście sobie go na stopę, bo będzie z palców marmolada.”

      Książka waży 1,7 kg, czyli trochę więcej niż półtoralitrowa butelka wody mineralnej. Przy czym… o ile taka butelka spadająca na palce, raczej nie zrobiłaby im żadnej krzywdy, gdyż mamy do czynienia z cienkim (odkształcalnym) plastikiem oraz… wodą, tak w przypadku tej pozycji książkowej byłaby już inna historia. Owa ma sztywne okładki, zatem spadając (z wysokości powiedzmy pół metra) bezpośrednio na palce, może spowodować co najmniej głośniejsze „ałaaa!”.

      Fizycznego wpływu uderzenia książki o chrząstki palców stopy nie jestem w stanie określić. Zapytałem AI. Krwiak podpaznokciowy, stłuczenie i mocny obrzęk, rozcięcie skóry, złamanie paliczka, uszkodzenie chrząstki stawowej.

      Tutaj powracamy do tamtego zdania Avoka. Ma rację.

      1. Polemizowałbym z ta nieszkodliwością butelki z wodą. Możesz sprawdzić na własną odpowiedzialność spuszczając na dobry początek butelkę 0,5 l z wysoko ręki na nogę. Podkreślam – na własną odpowiedzialność. Jedyna zaleta – możesz dostać chorobowe i czas na czytanie 😉

        Swego czasu miałem problem z palcem i upuściłem landrynkę, trafiła akurat w ten mocniej wrażliwy palec. Pamiętam wrażenia do dziś.

      2. z wysokości ręki na nogę – coś mi wycięło literki