Strona główna » Newsy » Byłem w Pixel-Manii

Byłem w Pixel-Manii


Opublikowano: 11/06/2026 | Autor: underluk

Władysławowo. Plaża, port, rondo na Hel, stoiska z rupieciami i oczywiście Pixel-Mania, o której będąc pierwszy raz w tym mieście zapomniałem. Choć coś gdzieś pod skórą mnie uwierało. Gdy uzmysłowiłem sobie co, było już za późno. Trudno. Następnym razem.

Różne automaty

Podczas drugiej wizyty już wiedziałem, gdzie na pewno zawitam. I zawitałem. Było to akurat rok temu podczas organizowanej tam retro giełdy. Pooglądałem asortyment, poszperałem w gierkach, zbiłem piątkę z Dark Archonem i zdobyłem wpis w jego książce oraz… zapuściłem żurawia do sali z automatami, ale nie miałem czasu by pograć. Drugie podejście zakończyłem na progu. Trudno. Następnym razem.

Jak to mówią: do trzech razy sztuka. I ten moment w końcu nastąpił w tym roku, choć mało brakowało, a zamiast w Pixel-Manii skończyłbym… w Al Pączino. Jednak mój wewnętrzny nerd wygrał z zewnętrznym łasuchem i oto jako wielki redaktor poczytnego serwisu internetowego, cały na biało, wśród dźwięków trąb, stąpając po płatkach kwiatów wszedłem do tej jaskini… a nie, czekaj. W sumie te płatki kwiatów to się nawet zgadzają, bo był to akurat dzień Bożego Ciała.

W każdym razie trochę siłą, trochę podstępem namówiłem towarzyszącą mi lepszą połówkę na udanie się w kierunku przybytku, o którym tu piszę. Niczym cichy klienci kupiliśmy dwie godzinne wejściówki (z czasem nie wygrasz) i wreszcie udało mi się przekroczyć próg Pixel-Manii.

Maszyny z Sega Rally 2

Mrok dookoła rozświetlały tylko radośnie błyskające ekrany automatów. Pierwszym, który mnie skusił był ten z Sega Rally 2, przy którym szybko przekonałem się, że nie jest to maszyna zaprojektowana z myślą o prawie dwumetrowym graczu. Ale jakoś się poskładałem i przypominając sobie czasy zasiadania za kierownicą Fiata 126p rozegrałem partyjkę. Następne były Virtua Cop 2, Area 51, Tekken 3, Dead or Alive 2 i Cadillacs and Dinosaurs. Potem przyszedł czas na chwilę przerwy.

Zagłębiliśmy się w odchodzący w bok korytarz, który okazał się wić niczym labirynt, a jego ściany wypełniały gabloty. To tutaj można w spokoju kontemplować nad postępem technologicznym i przemijającym czasem oglądając umieszczone za szybą eksponaty. Dawne komputery, konsole i inne związane z gamingiem gadżety. Imponujący zbiór. Od stareńkich egzemplarzy Magnavox Odyssey, przez C64, po PS2, Xboxa, GameCube’a i Wii. Nie sposób wszystkiego wymienić. Była kolekcja ruskich gierek typu Elektronika IM czy pokaźny zestaw poświęcony Pegasusowi. Mojej żonie oczy zaświeciły się na widok Atari 65XE i jego mocniejszych braci, mnie gdy ujrzałem pierwsze PlayStation i Atari 2600. Gdzie nie spojrzeć coś ciekawego, a do niektórych sprzętów podłączone były kontrolery i można było na nich pograć. Fala nostalgii zaczęła wzbierać, a do wyjścia jeszcze daleko. Korytarz wije się, zakręca, wydaje się nie mieć końca.

Kolekcja Atari i nie tylko

W końcu jednak wracamy do pierwszej sali. Tam po raz kolejny przebiegamy wzrokiem po ekranach automatów. Tu River Raid, tam Donkey Kong, ale palce układają mi się na Metal Slugu. Szybka partyjka, jednak do moich uszu dociera dźwięk jednoznacznie kojarzący się z Gwiezdnymi Wojnami. Nie jestem fanem, wolę Star Treka, ale czuję się zaintrygowany. Zaglądam do następnej sali, w której jeszcze nie byłem. Żona dostrzega Mortal Kombat 2. Już wiem, że tam zostanie. Chcąc nie chcąc muszę pokazać swoją wyższość, więc wybieram Scorpiona i udowadniam, że palce nie są jeszcze takie stare, a pamięć mięśniowa nie taka krótka. Po partyjce idę dalej. Nęcony marszem imperialnym mijam kolejne automaty. W końcu jest: Star Wars Trilogy, któremu nie mogę się oprzeć. Zasiadam, chwytamy drążek i cisnę jakby świat miał się jutro skończyć. Nie trwa to długo, ale taki już urok gier arcade. Przechodzę z pokoju do pokoju zatrzymując się przy kolejnych automatach, pykając trochę w to, trochę w tamto. W końcu wracam do żony. Ta nadal w skupieniu katuje Mortala i odrywa wzrok od ekranu tylko w chwili, gdy z transu wyrywa ją głośny dźwięk uruchomionego Dance Dance Revolution. Spogląda na mnie i pyta: „serio?” Ja tylko wzruszam ramionami, wybieram utwór i zaczynam… coś co trudno nazwać. Jakieś dziwne nieskoordynowane podrygi. Wiem, bo mnie nagrała. Teraz ma haka. I tak było warto.

Pegasusa chyba nikomu nie trzeba przedstawiać

Godzina minęła szybko. Czas gdzieś w tym mroku, w tych korytarzach niebezpiecznie przyspieszył. Nadeszła pora by się zbierać. Ja byłem zadowolony. Moja druga połówka przyznała, że nie spodziewała się, że tam jest tak dużo tego wszystkiego. To co z zewnątrz wygląda tak niepozornie, kryje w sobie kawał growej historii. Też była zadowolona, choć jak sama określiła trochę przebodźcowana. Fakt, niektóre maszyny były wyjątkowo głośne. Nie każdy jest przyzwyczajony.

Na koniec spotkaliśmy właściciela. Zagadał, wymieniliśmy się kilkoma zdaniami. Zapytał czy się podobało i zaprosił na retro giełdę, która miała się odbyć nazajutrz. Niestety tym razem czas nie pozwolił się nam na niej zjawić. Ja podpytałem jeszcze o słynny barakowóz, ale ten był w innej lokalizacji i jeszcze zamknięty. Czeka na otwarcie sezonu. W uszach melodię z Dance Dance Revolution zaczęły mi wypierać dźwięki miasta, adrenalina wracała do bezpiecznego poziomu, choć endorfiny jeszcze lekko szumiały. Jeszcze do Pixel-Manii wrócimy. Na pewno.

SEGA
Nintendo
Pełen oldschool
Pegasus
Cruis’n World
Star Wars Trilogy
Motor Raid
Mortal Kombat
Vectrex
Kolekcja kartridży do Pegasusa
Elektronika IM

źródła zdjęć:
Logo – https://www.facebook.com/pixelwladyslawowo
zbiory własne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

8 Komentarzy

  1. Autorzy Zapachu Papieru mają wyjątkową zdolność do opisywania relacji z miejsc. Świetnie się czytało.
    P.S. Możecie od czasu do czasu zamieścić własną retro recenzję Waszej ulubionej, ale niekoniecznie topowej gry.

    1. Korzystając z okazji, która nadarzyła się w postaci powyższego komentarza (choć jestem jedynie czytelnikiem ZP), nabazgram kilka słów o grze. Jednakże nie z czasów retro, tylko z branży indyczej. Nabazgram na brudno i wkleję tutaj. Pisząc, co ślina na klawiaturę przyniesie. Na żywca. Chwilę po ukończeniu gierki (kwadransowej). Oczywiście później dopisując jakieś niuanse i sprawdzając poprawność całości. Ale bez nadymania się, jakby Moraś miał mi to zaakceptować do druku, czy też Roger. Przyznam, że nie lubię tworzyć recenzji, gdyż… nie potrafię. Tak więc przyszło mi ugryźć temat, ale na pełnym luzie (acz z poszanowaniem Czytelników ZP, więc bynajmniej nie na odpiernicz). Właśnie jestem po napisaniu całości i sprawdzeniu, teraz tylko podzielić na osobne komentarze i wrzucić.

    2. LATE PIZZA DELIVERY

      COŚ BYM SOBIE ZAMÓWIŁ

      Ale nie do jedzenia, tylko do grania. Tak pomyślałem kilka dni temu. Zabrałem się więc za buszowanie po rozbudowanym menu serwisu itch.io, w poszukiwaniu jakichś fajnych FPS-ów do skonsumowania. Natrafiłem wtedy między innymi na „Late Pizza Delivery”. Grę zapisałem, ale o tym fakcie zapomniałem. Tymczasem… dłuższą chwilę temu mi się przypomniało, więc ją włączyłem. Wtem moim oczom ukazało się…

      MIASTO

      Takie jak w serii „GTA”, tylko niewyobrażalnie mniejsze, bardziej jak w takim szerszym „Duke Nukem 3D”. Mnóstwo sklepów (z bannerami opisującymi ich branże) sprawiających wrażenie, że ta okolica tętni życiem (choć powtarzają się). I jeszcze więcej kamienic. Aczkolwiek jeśli chodzi o ruch uliczny (pieszy oraz samochodowy), to stanowimy go jedynie my. Inna sprawa, że aktualnie jest (jak tytuł gry wskazuje)… późna noc.

    3. Co prawda latarnie są dość mądrze umiejscowione i powodują, że coś tam widać, jednak bywają zaułki, w które lepiej o tej porze się nie zapędzać (na szczęście samochód ma włączone przednie światła). Zatem klimat oddany jest dobrze (przynajmniej w moim odczuciu). Jakiegoś (najprawdopodobniej) ćpuna (ów i inni mają twarze z pikseli wielkości kostek ananasa na pizzy) widziałem pod jednym z budynków, cały czas tańczył, a do dyskusji nie był zbyt skory. Może (oprócz tych istotnych dla głównego scenariusza) są jeszcze jakieś zbłąkane NPC-e, pewności nie mam. Deszczu nie ma, śniegu nie ma, wiatru nie ma. Ogólnie nie chciało mi się zwiedzać tego miasta „z buta”. Skakania też nie ma, a dłuższy bieg (lewy shift) powoduje zmęczenie. W sumie mogłem samochodem ogarnąć teren, ale też mi się nie chciało, gdyż zostawiłem to na później, gdy już faktycznie będę wykonywał…

    4. MISJE

      W zasadzie to jest tylko jedna. Przychodzimy na nockę i szef każe nam rozwieść 5 pizz. Samochodem (zaparkowanym przed pizzerią). Wsiadamy za pomocą „E”, wysiadamy też i wchodzimy w interakcję z klientami także, kierując palec wskazujący z litery „D” na tę powyżej. O osoobach, które zamówiły jedzenie nie będę się rozpisywał, by nie psuć zabawy. Jedni są mili, inni wprost przeciwnie, a jeszcze inni tak po środku, jak to w życiu bywa. Rozmowa z nimi sprowadza się do wyświetlanego tekstu słów ich oraz naszych. Za to mało wyświetlane jest na tak zwanym HUD-zie. Żadnego zdrowia, zbroi czy amunicji (ale… my tu pizzę rozwozimy!). Jedynie gdy siedzimy w samochodzie, to u dołu widzimy strzałkę i liczbę metrów od celu aktualnej misji (wtedy pod „R” mamy radio, które coś tam rzępoli; w grze muzyki brak).

    5. Dowożąc którąś pizzę, miałem iść w pewne miejsce, ale początkowo szukałem je od złej strony, a kierując się tymże licznikiem doszedłem do miejsca, które już nawet pokazywało bodajże 3, ale ani cyferki niżej. Kręciłem się zatem – dosłownie – w kółko. GPS do naprawy. Zdecydowanie. Jeszcze kilka słów na…

      ZAKOŃCZENIE

      Natrafimy na jedno z trzech. A te są następujące: DOBRE, ZŁE, ZABÓJCZE. W efekcie mojego niechlujnego grania (a mogłem zaglądnąć głębiej w pewnym miejscu), trafiłem na… to pierwsze. Teraz muszę jeszcze ogarnąć drugie i trzecie.

      PS Gdy (na początku gry) będziecie chcieli wejść do pizzerii, to otwórzcie OBA skrzydła drzwiowe. Ja otworzyłem tylko prawe, przez co… nie mogłem się zmieścić. A przecież nie napchałem się pizzą, gdyż ja ją jedynie rozwożę. []