Trzecia pozycja z serii Game Story zaliczona. Podejście do „NBA Jam” zajęło mi odrobinę więcej czasu, bo nie jestem fanem gier sportowych, a już koszykówek w szczególności. Niemniej poświęcony na lekturę weekend absolutnie nie uważam za stracony, bo książkę, mimo iż jest najgrubsza z całej trójki, pochłania się zadziwiająco gładko.

Autorem „Game Story: NBA Jam” jest Reyan Ali – mieszkający w Ohio (USA) pisarz, dziennikarz i freelancer pakistańskiego pochodzenia. Niezależnym pisarstwem zajmuje się od 2007 roku. Współpracował z magazynami obejmującymi różne gałęzie pop kultury, jak Rolling Stone, Spin, Wired, The Atlantic, The A.V. Club i Complex, pisał również do gazetek reklamowych American Airlines i Red Bulla. Ciekawe, o samych grach wideo tworzył niewiele. W 2014 roku napotkał na swojej drodze wydawnictwo Boss Fight Books i dostał zielone światło na napisanie książki o swojej ulubionej grze sportowej. Materiały do „NBA Jam” gromadził cztery lata, przeglądając artykuły, filmy i zdjęcia, a także przeprowadzając aż 68 wywiadów.
Książka liczy 13 rozdziałów spisanych na 302 stronach. Autor zaczyna od przedstawienia tła opowieści, sięgając zarania maszyn arcade i gier sportowych (Pong to od biedy też sportówka). Poznajemy kolejne tytuły i ich twórców (szczególnie Eugena Jarvisa), pierwsze przeciętne koszykówki (TV Basketball, One on One, Double Tripple) i późniejsze hity (Arch Rivals). Jednocześnie śledzimy losy firm powiązanych z omawianą grą: Williams, Bally, Midway, Acclaim. Następnie przechodzimy do samego NBA Jam, gdzie witamy członków 7-sobowego teamu developerskiego, przybijamy piątkę z szefem Markiem Turmellem i poznajemy masę spraw związanych z produkcją: jak się zmieniała koncepcja, problemy z licencją NBA, rozwiązania i sztuczki graficzne, oprawę muzyczną (z historią nieśmiertelnego „Boomshakalaka!”), ukryte tryby i postacie, testy w salonie gier w Chicago itd. Potem przychodzi czas premierę automatu, odbiór graczy, recenzje prasowe, świętowanie sukcesu, szał, fanowskie poradniki, upgrade’y, wersje na konsole, odcinanie kuponów, wreszcie losy i zmierzch franczyzy. Uff!

Dwie rzeczy cenię w książce Reyana. Po pierwsze: świetny warsztat pisarski autora, sprawiający, że tomik łatwo się pochłania, a długie męczące cytaty, które potrafią zabić niejeden tytuł, tu są sprytnie wplecione w narrację i kompletnie nie przeszkadzają. Po drugie: książka zawiera mnóstwo, ale to mnóstwo ciekawostek. Wiedzieliście, że NBA JAM było pierwszą grą arcade, która zarobiła miliard dolców? Albo że głowy każdego z 54 koszykarzy rysowano nie z natury, ale ze zdjęć? Albo że Michael Jordan, którego oficjalnie nie ma w grze, kazał sobie zrobić własną wersję automatu z sobą jako grywalną postacią? Albo że jednym z ukrytych graczy jest… prezydent Bill Clinton? Takich smaczków jest w „Game Story: NBA Jam” bez liku.
Książka ukazała się pierwotnie w 2019 roku i osiągnęła spory wydawniczy sukces, my możemy zaznajomić się z nią po polsku dopiero teraz. I wiecie co, warto. Mimo braku ilustracji te 300 stron można pochłonąć w kilka wieczorów bez problemu. Nie interesuję się koszykówką, ale jak tu nie przeczytać historii najlepszej gry arcade 1993 roku, na dodatek tak dobrze napisanej.
Dziękujemy wydawnictwu Open Beta za udostępnienie książki.



źródła zdjęć:
Wydawnictwo Open Beta
https://super.magfest.org
https://www.arcade-history.com
Zapach Papieru
Wydawnictwo Boss Fight Books

Marcin Kosman podczas 36. MFKiG w Łodzi podczas jednej ze spotkań podał przykład tej książki odnosząc się do warunków powodzenia publikacji – popularność gry, o której jest książka. Jego zdaniem ta właśnie książka nie jest mocno techniczna, czy trudno dostępna dla osób niezwiązanych ściśle z grami. Podobała się członkom rodziny, „niegraczom”. A jednak, mimo, że jego zdaniem jest jedną z najciekawszych w całej serii, nie znalazła wielu nabywców, bo tytuł debiutował na mniej popularnych w Polsce (w momencie debiutu) platformach.
Chciałem napisać: Marcin Kosman podczas 36. MFKiG w Łodzi na jednym ze spotkań
Niestety, jak się mu te książki nie sprzedadzą, nie będzie kontynuował serii „Game Story”, a szkoda by było.
„odnosząc się do warunków powodzenia publikacji – popularność gry, o której jest książka”
Ale to jest oczywista oczywistość. Pod trochę innym kątem to ujmę – gdybym miał do wyboru kupno książki o serii „Command & Conquer” albo o (przykładowo) „Cywilizacji”, to długo bym się nie zastanawiał. Zbierać tyberium, zrobić tank rush (zostawiając wrogowi jeden budynek), przebudować swoją bazę dla zabawy, rozwalić wrogowi ten jego ostatni budynek, przeczytać MISSION ACCOPLISHED i do nowa – zbierać tyberium, zrobić tank rush itd. A nie, że tyle surowców i jeszcze myśleć, co i jak z nimi robić i zarządzać i to i tamto i siamto i owamto. Granie ma mi (gdyż tylko i wyłącznie z mojej perspektywy oceniam tę kwestię) dawać przyjemność, a nie wystawiać moje IQ na ciężką próbę.
Prowokujesz z tą Cywilizacją. Ja bym wybrał Cywilizację, bo im bardziej skomplikowany temat, tym większa szansa, że książka będzie ciekawa i dowiem się czegoś, o czym nie wiedziałem.