Parę dni temu ukazała się książka Silent Hill: Początki – części 1-4, wydana nakładem wydawnictwa N3 Media, właściciela PSX Extreme. Jest to praca zbiorowa pod redakcją Macieja [Komodo] Marchewki, a autorami osoby od lat związane z „szmatławcem”. To pierwsza publikacja tego typu klepnięta przez Pawła [Pereza] Myśliwca, skupionego dotąd na wydawaniu miesięcznika i kwartalnych numerów specjalnych. Czy udana?
Książka składa się z 23 rozdziałów przedstawiających pierwsze części serii stworzone przez studio Team Silent, a także remake’i, remastery, spin-offy, filmy i komiksy. Czego tu nie ma. Zaprezentowano historię studia, sylwetki twórców i kulisy produkcji gier. Opisano tło fabularne, a także znaczenie szaty graficznej, dźwięków i muzyki w budowaniu atmosfery. Dokonano psychologicznej analizy fabuły, postaci, a nawet przestrzeni w świecie Silent Hill. Napisano o inspiracjach twórców i wpływie serii na popkulturę. A i to jeszcze nie wszystko. Mnogość poruszanych tematów robi wrażenie, a była o tyle możliwa, że same rozdziały nie są długie. Ktoś może powie że to niedobrze, że pewnie robione po łebkach, dla mnie jednak ich kompaktowość jest zaletą, bo nie zostawia miejsca na wodolejstwo. Zresztą widać że autorzy dobrze się przygotowali, w tekstach bazują nie tylko na własnych odczuciach i sądach, ale przytaczają źródła, cytują twórców itd.

Osobny akapit należy się stronie technicznej książki. Cztery okładki do wyboru, format albumowy 29,5×21 cm, do tego twarda okładka i kredowy papier. Brzmi ekskluzywnie? Ujęła mnie dopracowana szata graficzna: poplamione krwią, rdzawo-szare tła doskonale oddają klimat grozy, dopełniany przez wielkie grafiki i screeny z gier. Strony, co mnie cieszy, nie są przeładowane tekstem. Jest przestronnie, estetycznie, by nie powiedzieć ładnie (choć nie wiem czy dla horroru to słowo pasuje). Ubawiły mnie zamieszczone na wstępie facjaty autorów książki, przerażające, ponure, wystylizowane na „silentowy” styl. W pierwszej chwili pomyślałem że to zdjęcia potworów, a to Roger, Komodo i spółka 😉
Silent Hill: Początki – części 1-4 liczy 116 stron. Nie jest grubą książką, spokojnie można ją zaliczyć w dwa – trzy popołudnia, a po przeczytaniu wyeksponować w biblioteczce. Cena 59,99 zł też wydaje się przystępna. Całość robi bardzo dobre wrażenie i będzie gratką dla miłośników Cichego Wzgórza, a szczególnie tych, których interesuje wszechstronne spojrzenie na serię.
Dziękujemy wydawnictwu N3 Media za udostępnienie książki.



źródło zdjęć:
Zapach Papieru
serwis PSX Extreme

Jeden z forumkowiczów wrzucił zdjęcie jednego z tekstów z powyższego albumu…
https://www.psxextreme.info/topic/128024-silent-hill-pocz%C4%85tki-cz%C4%99%C5%9Bci-1-4/page/18/#comment-5523551
K.Adamus (na kolejnej stronie) odniósł się do tego następująco…
„To mój tekst. Czytany kilka razy, co zresztą zawsze robię, mam wiele wad, ale akurat lenistwo nie jest jedną z nich 😉 Tu coś się zadziało na ostatniej prostej, bo zmiana wynikała z tożsamości płciowej reżyser (twórca/twórczyni).
Tak czy siak błąd biorę na siebie, proszę o wybaczenie, zdarza się każdemu czasami, choć oczywiście nie powinno.”
Ja ze swojej strony chciałbym dodać jedno. Można i 10x czytać swój tekst i NAJPROSTSZEGO NAWET błędu po prostu NIE WIDZIEĆ. Swój (przecież) zlepek myśli zna się… jak własną kieszeń. Sprawdzając go – płynie się po nim, zwraca uwagę na poprawność ułożenia zdań, na to, co chciało się przekazać i czy się przekazało, na płynność czytania, na przecinki itd. A literówki? Edytor tekstu sam je przecież wyłapie.
W tym akurat przypadku było to bardziej złożone, co K.Adamus opisał w kolejnych komentarzach. Chodzi mi jedynie o całokształt tworzenia i wysyłania tekstu. Jesteśmy tylko ludźmi. Najlepiej, jeśli ów przechodzi przez więcej osób – dla nich jest on czymś nowym i dzięki temu każda zadra powinna być wtedy wyłapywana.
Jest też inna kwestia. Zmęczenie. Przykładowo tutaj…
https://zapach-papieru.pl/2025/04/retro-nr-1-2025-8/comment-page-4/#comment-5096
musiałem prawidłowo oplatać poszczególne wyrazy (czy kilka ich) w odpowiednie dzióbkowania. Czyli… b – pogrubienie, i – ukośnienie. Zawsze slash w części zamykającej. Jeden brak dzióbka otwierającego czy zamykającego (albo slasha) i… całe zdania, czy reszty tekstu mogły być pogrubione czy zukośnione (nie chcę próbować). Wtedy bym musiał truć Avokowi – prosząc go, by naprawił te dzióbki. Wolałem mieć pewność, że wszystko zapisałem poprawnie. Zatem sprawdzałem to – pisząc na brudno. Później tu – wklejając na czysto. Wyglądało poprawnie. Po czym jeszcze raz, skupiając się na samych zmienianych słowach. I jeszcze raz, bo może coś przeoczyłem. Aż (kilka razy tak miałem) mówiłem sobie – dobra, najwyżej będzie źle. Bo… nie miałem już siły 10x te dzióbki sprawdzać. Ale było ok.
Później (za każdym razem) uczucie ulgi, że wszystko dobrze zapisałem. Jest dbanie o całość, by wyglądała tak, jak sobie to wyobraziłem. Aby… Czytelnik miał do czynienia z przejrzystym tekstem. Aby po przeczytaniu go, uznał – dobra robota, fajnie się czytało. W (zalinkowanym wyżej) przypadku jest też… próba wcielania się w poszczególne osoby. W sposób, w jaki by się wypowiadały – czy to z racji pełnionej funkcji, czy też po prostu bycia takim właśnie sobą. Oraz przekazanie własnych myśli. Tu to schowam, więc nikt z dyskobola tego nie przeczyta. Crux istnieje – jeśli o tym wspominam, to za każdym razem na poważnie. To znaczy w tym roku się pojawił. Ale tamten alpinista przeszedł przez niego bezpiecznie. Oby za rok także przeszedł przez niego bezpiecznie. Tutaj jest jednak artykuł o albumie od „PSX Extreme”, więc tego się trzymajmy.
Jak do tamtego błędu odniósł się KOMODO?
https://www.psxextreme.info/topic/128024-silent-hill-pocz%C4%85tki-cz%C4%99%C5%9Bci-1-4/page/19/#comment-5523589
Jakoś tak średnio dyplomatycznie, moim zdaniem. Napisał…
„Jak kręcił to był chłopem, potem już mu się odwidziało.”
Ale przecież to tak nie działa. Zmiana płci to nie widzimisię. Zgłoś się do Papkina, proszę, chętnie Ci poleci kogoś itd. Parafrazując klasyka.
Pierwszego „Matrixa” nakręcili bracia (Andy i Larry) Wachowscy, a czwartego – Lana (urodzona jako Larry). Czyja jest cała seria? Sióstr Wachowskich. Proste. Chyba.
Tak że ten. Oceniam zgodnie z postrzeganiem. Nie zważając, czy piszę o redaktorze kwartalnika czy miesięcznika. Na tym polega obiektywizm, tak? Staram się tego trzymać, choć nie zawsze wychodzi.
Dziękuję! To dużo dla nas znaczy, że ten bardzo eksperymentalny dla nas projekt podoba się Czytelnikom <3
Gdyby nie eksperymenty, nie mielibyśmy rakiet, które same lądują i to dokładnie tam, gdzie im się wskaże.
Miałeś tutaj częściej pisać.
A tu dowód na to, że ludzie CAŁY CZAS interesują się tym specjalem (screen strony Empiku)…
https://imgur.com/a/yAqapSe
O, w takim razie wypakowuje książkę z kartoniku i ustawiam na półce, moze żona nie zauważy 😉
I jak pachnie – znów chyba przyczyniła się do wydania tej książki ta sama drukarnia, która w bogaty zapach farby wyposażyła PC Extreme – szykuje się ciekawa lektura, na razie parę razy przekartkowałem i obwąchałem temat, niebawem pochylę się nad literkami. Ważna cecha dla posiadających nadmiar wolumenów – grzbiet książki postawionej na półce nie rzuca się w oczy (np. żonom) 😉
Druga cecha dla posiadających nadmiar wolumenów – nie jest gruby, szybko się przeczyta 🙂