Strona główna » Newsy » Bartek Kluska „Legendy gier wideo”

Bartek Kluska „Legendy gier wideo”


Opublikowano: 30/04/2023 | Autor: Avok

Za nieco ponad trzy tygodnie w sprzedaży pojawi się książka Bartłomieja Kluski pt. „Legendy gier wideo”. Jej wydawcą i redaktorem jest Zbigniew [B-Beck] Jankowski, a patronem Eurogamer.pl, site któremu B-Beck od lat szefuje. To szósta książka Bartka, który jest bardzo płodnym autorem, na swój sposób wyjątkowa. Lubicie poczytać o legendach branży i wchłaniacie komiksy duetu Kluska-Kleszcz jednym niuchem? Jeśli tak, to pozycja dla Was.

Na rynku co rusz pojawiają się kolejne tytuły po polsku, sam mam już ich całą półkę. Nie przypominam jednak sobie, by ktoś wydał u nas tytuł traktujący wyłącznie o twórcach gier wideo. A tutaj mamy ich aż 22, opisanych na 250 kolorowych stronach. To daje po kilkanaście stron na każdego, cóż, niedużo. Nie jest to więc analiza każdej minuty ich życia, raczej kompendium zbierające do kupy najważniejsze fakty. Starzy wyjadacze branżowi pewnie będą się nudzić, reszta powinna być ukontentowana. Tym bardziej, że całość napisana jest plastycznym językiem Bartka i okraszona ciekawą szatą graficzną Tomasza Kleszcza (ilustracje rulez!). Zapowiada się naprawdę fajna książka, w sam raz na wakacje. Takie mam właśnie co do niej plany.

Więcej informacji o „Legendach gier wideo” można znaleźć na stronie https://legendygier.pl. Obecnie książkę można zamówić w przedsprzedaży za sensowne 44,90 zł. Szkoda tylko, że nie jest planowana wersja w twardej okładce, taką bym łyknął. Planowany jest za to e-book, którego ja z kolei nie łykam. Podsumowując: mimo iż z B-Beckiem mamy od 20 lat na pieńku, mocno „Legendy” polecam ????

Bartłomiej Kluska „Legendy gie wideo”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

414 Komentarzy

  1. Cztery dni temu BK podzielił się z nami taką oto nowiną…

    „TYSIĄC SUBSKRYBENTÓW. W tym drugie pięćset w niecały rok i nie liczę „followersów” systemu Notes, tylko osoby, które faktycznie zapisały się na newsletter. Dziękuję.”

    https://substack.com/@kluska/note/c-331739603

    Oraz dodał 8 punktów. W czwartym czytamy…

    „na szczęście drugie tyle czytelników trafia tu w inny sposób: bezpośrednio z przeglądarki WWW (szacunek!), (…)”

    Spoko. Jak co piątek.

    „z linków polecających (tzw. efekt Wykopu, linkującym dzięki)”

    Nie ma sprawy.

    No dobra, ale…

    Where dzisiejszy list do internetu? Piątek jest, hellooooou! Choć temat na dzisiaj…

    „W kolejnym liście do internetu napiszę o Produkcie książkowym znacznie więcej”

    nie powoduje, że merdam ogonkiem, to i tak czekam, aż będzie ów tekst rzucony, bym mógł za nim pobiec i go feedbackiem tutaj przynieść w pysku.

    1. Dokładnie! Zatem jedziemy. Klasa druga, wagon dla palących (no i komu to szkodziło? żartuję!). Pomyśleć, że nigdy kuszetką nie jechałem. Więc tak… korytarz, ten cyngiel przy uchwycie okna – w przód, okno – w dół, łeb na zewnątrz (ale wieje!) i cieszymy się z podróży. Ale przy robieniu fotek – nie trzymać fona za oknem. Pod żadnym pozorem. Zasada numer jeden. Bo jak wypadnie, to jest szlus. Tego pilnowałem od zawsze.

      „1. Należę do ostatniego pokolenia, dla którego prasa była ważna, a rytm mojego dorastania wyznaczały “Świerszczyk”, “Świat Młodych”, “Popcorn”, “Video Fan”, “Gambler”, “Tylko Rock” i “Magazyn Internet”.”

      Do pokolenia, dzięki któremu spalinowe lokomotywy „CD-Action” oraz „PSX Extreme” dojechały do stacji numer 348 – Nakłady Dolne – i jadą dalej. Póki wungla starcza.

      Tiiiduuum! Szanszo szyszu szeszo szeszeszo szyszaszeszesziszeszesz szeszaszo szesza.

      Co mówiła?

    2. Nadal tak bywa ze słyszalnością komunikatów na peronach? Już dawno do żadnej ukochanej nie jechałem, więc nie jestem w temacie. A trochę – swego czasu – tego naszego kraju zwiedziłem. Od dziewczyny, której znajomi dziwili się, że tak szybko mówię (?), więc zapewne nie jestem „stąd” (jakbym im stwierdził, że… w antrejce na ryczce stajały pyrki w tytce, to by dopiero oczy robili), aż po taką, która powiedziała mi, że u niej to nie są góry, ale i tak czuje się góralką, czy jakoś tak, wszak czas powoduje, że kolory wspomnień blakną, a ich obraz staje się coraz mniej wyraźny (gdyby jej kumple mnie nie upili, to bym u niej w domu nie musiał wymiotować do umywalki, a ona później by odpisywała na moje SMS-y, mniejsza o to, mniejsza o nią). Polska północna, południowa, zachodnia, wschodnia i środkowa. W kolejnym wcieleniu, podczas buszowania po Fotce, będę się ograniczał do mojego województwa. Albo nawet miasta. Koniecznie.

    3. Nieraz wielogodzinne podróże w sobotę, by „u niej” być dopiero wieczorem, a już w niedzielny poranek musieć wracać do domu (dzień mnieee wygaaaniał?). Do pustego łóżka i rozmów przez fona, Skype’a czy GG. Oraz czekania, aż ja znów pojadę do niej albo ona przyjedzie do mnie. Dopóki „zerwanie” nas nie rozłączy. A wówczas… nastęęępna laska, następna dziewczyna, jedno się kończy, drugie się zaczyna, nastęęępna laska, następna dziewczyna, jedno się kończy, drugie się zaaaczyna. A w pociągu? Jakiś magazyn do poczytania – czasem, jakiś energol do picia – zawsze.

      https://imgur.com/a/GgGGXGy

      Powróćmy jednak do meritum tego wątku. Do pokolenia, dzięki któremu emerytowane „Bajtki” mogą śmiało kupować bilet powrotny – przy kasie z napisem CZAS.

      Na myśl przychodzą słowa Pegaza, wykrzyczane z odrestaurowanego pociągu „Secret Service”, a konkretnie z wagonu drugiego…

    4. „Gdy Jurek Dudek już mnie namówił, żebym mu w końcu dał zielone światło na zrobienie wznowienia „zanim ostatni czytelnik pamiętający pierwsze wydanie padnie ze starości”, pomyślałem, że do najbliższej okrągłej rocznicy trzeba byłoby jeszcze sporo poczekać, a Jurek mnie zamęczy (…)”

      Padnie ze starości?

      Mniejsza o tamte Bajajania. Skupmy się na najnowszym felietonie BK-a. Czytamy w nim…

      „Między innymi, bo teczkę z prenumeratami w lokalnym kiosku miałem znacznie grubszą.”

      O_o

      „No i oczywiście wysyłałem listy do redakcji, aż w końcu “Top Secret” opublikował fragment jednego z nich, z poradą, jak przejść grę komputerową. Z tego, co wtedy poczułem – być wydrukowanym na papierze! – wzięły się moje późniejsze (niezbyt skądinąd rozsądne) wybory zawodowe. I chęć opowiadania nieopowiedzianych jeszcze historii.”

      Ja też jestem wydrukowany. xD

    5. To znaczy podziękowanie dla mnie. Tutaj (ostatni akapit)…

      https://i0.wp.com/gameagainpolska.com/wp-content/uploads/2026/08/2-spis-tresci.png

      Pomyśleć, że z początku… owszem, cieszyłem się i byłem (to znaczy cały czas tak jest i będzie) wdzięczny Magdzie za ten gest, jednak jakoś tak wtedy… bagatelizowałem to. W sumie nadal nie przykładam do tego aż takiej wagi. Oczywiście gdy ktoś wspomni coś o tym, że zaistniał w princie, to (rzecz jasna) piszę tutaj o własnym przykładzie. Ale tak ogólnie, to nie biegam po ZP i nie wydzieram się, że łooo… wydrukowali mnie (a właśnie znając siebie – powinienem). Nie wiem, za stary już jestem? A tak w ogóle, to jestem wdzięczny wydawczyni „Game Again” za coś innego. Mianowicie… jakiś czas temu marudziłem tutaj strasznie – na to, że nikt mi nie odpisujeee, że ja tutaj produkuję te długie odnoszenia się do magazynów growych, a one nie mają żadnego feedbacku i w ogóleee.

    6. Wtedy… BlackRose przyszła tu i mnie poklepała po ramieniu i powiedziała, że spoko, że będzie dobrze, że nie mam się poddawać. To znaczy trochę innymi słowami, ale chodzi mi o przekaz (wybaczcie, ale nie dam linka, gdyż… nie pamiętam pod którym artykułem tak marudziłem, co czynię tu pod wieloma w zasadzie). Za to właśnie jestem jej wdzięczny najbardziej.

      Magdo – dziękuję!

      A tutaj tamta moja recenzja, która zapewniła mi mój nick w princie…

      https://zapach-papieru.pl/2025/07/game-again-atakuje/comment-page-2/#comment-3800

      Szaleństwo! Ze szkieletem tej recki, z opisami, z tym, że na końcu wszystkie śródtytuły zebrałem w jednym miejscu (celowo, dla efektu właśnie). Gdy ja przecież… nie umiem w recenzje.

    7. No i sami widzicie (sam się teraz na tym złapałem), że bardziej jestem dumny z napisania powyższej recki niż z widzenia swojej ksywy na papierze. Ja jestem skromny chłopak. Dyrektor Centrum Analiz serwisu Zapach Papieru. W czym mogę pomóc?

      O aktualnej sile ciągu silników dodatkowych którego printu mam tutaj napisać? Żartuję. Bo szukam mojego tamtego ultymatywnego opisania przedsięwzięcia Magdy i trafiłem na taki komentarz…

      https://zapach-papieru.pl/2024/12/click-wydanie-specjalne-nr-1-2025/comment-page-3/#comment-2899

      O którym w zasadzie już zapomniałem. Czyli od teraz będę pamiętał (i czasem tu przytaczał), że gdy piszę tutaj o sytuacji danego podmiotu – oceniając (z własnej perspektywy oczywiście) jego sytuację – to aktywuje się nie tylko Moraś oraz Adam Piechota. No czeeemu tak tu jest? Czemu tylko wtedy?

      A zobaczcie – BlackRose napisała tutaj, gdy miałem (cyfrowego) dołka.

    8. A przecież nie musiała. Ale chciała. Widzicie różnicę?

      Owszem, nie można porównywać aktywowania się tutaj Morasia oraz Adama Piechoty – z tamtym przykładem (powyższy link). Wtedy była ZUPEŁNIE inna sytuacja. Sam wtedy (że tak powiem) skuliłem swój ogon (gdyż musiałem po prostu) i poprosiłem o wybaczenie mego wąskotorowego myślenia. Jednakże… chodzi mi o (jak to nazwać?) no właśnie takie reagowanie na moje komentarze dotyczące danego przedsięwzięcia. Powróćmy jednak do BK-a.

      „Fast forward do dzisiaj: do rąk czytelników trafia napisana przeze mnie książka poświęcona magazynowi komiksowemu “Produkt”.”

      Spoko.

      „2. Na “Produkt” trafiłem na przełomie stuleci, bobrując po półkach z czasopismami w miejscowym Empiku.”

      Bobrując! o_O

      Dobre. Muszę zapamiętać.

    9. „3. Oczywiście prasa, komiksy i książki to tercet tematów, które nie rozpalają dziś masowych emocji w skali, powiedzmy, rynkowo opłacalnej.”

      No ba! Silniki dodatkowe w potężnych maszynach lecących (nasze magazyny growe) nie są dodawane… dla ozdoby.

      „A choć ciekawe i istotne, dzieje prasy rzadko znajdują swoich kronikarzy, bo to temat warsztatowo niewdzięczny.”

      Ale webowo ogarnialny (vide: nasze ZP xD).

      „Nie chciałem robić uczonej monografii, choć potrafiłbym, bo z wykształcenia jestem historykiem, więc na studiach magisterskich nauczyłem się, jak zrobić przypis, a na doktoranckich – jak dzięki mądrym słowom i wielokrotnie złożonym zdaniom stworzyć papierową cegłę znacznie obszerniejszą niż to konieczne.”

      No i co się chwalisz? Wielka mi rzecz. Człowieku, ja matórę zdałem z polskiego! Ogarniasz to?

    10. Oczywiście żartuję. Jest rzeczą oczywistą, że potrafisz bardzo dobrze pisać i masz za sobą opracowanie i wydanie kilku książek. Aktualnie… kolejnej.

      „A następny list do internetu wyślę już za dwa tygodnie.”

      No i znowu 2 tygodnie czekania? Czemu nadal nie co tydzień? Ja tego nie rozumiem. Już (dokładnie) 7 dni temu o tym tutaj marudziłem (pierwszy komentarz tego wątku).

      Ale spoko. Już teraz czekam na Twój kolejny felietonik. []

      https://kluska.substack.com/p/produkt-ksiazkowy-kulisy-produkcji

  2. „1. Załapałem się jeszcze na podstawówkę, w której wszystkie dzieciaki musiały nosić takie same granatowe fartuszki.”

    Daj spokój! Pamiętam (choć to jedynie zbliżona tematyka), jakby to było wczoraj. Raz nie miałem tarczy (takiej materiałowej przypinki), nie pamiętam czemu, więc desperacko sam sobie ją musiałem w domu zrobić. Granatowa taka, z białą (gumową jakby) obwolutą i w środku numer naszej szkoły. Było to potrzebne bodaaajże po to, żeby być przepuszczonym przez „bramkarza” na korytarz budynku (to znaczy przez ucznia – ósmej bodajże klasy – siedzącego przy stoliku, tuż przy wejściu; sam kiedyś taką funkcję pełniłem, z kumplem, cały dzień bez siedzenia na lekcjach! xD, aczkolwiek nuda niesamowita). Takie to były czasy młodości nasz…

    1. -Teraz robimy słoneczko!

      Taki właśnie tekst nieraz słyszeliśmy podczas którejś z lekcji. Wtedy musieliśmy podnieść obie ręce w górę, z rozczapierzonymi palcami i w sposób ciągły obracać dłońmi w lewo i w prawo (jakbyśmy nie byli pewni, czy żarówkę dokręcić, czy lepiej nie). Słoneczko takie, świecące. Żeby rozprostować kości rąk po prostu, podczas długiego siedzenia na lekcjach. W sumie pozytywnie to wspominam.

      Natomiast skakanie przez… kij od miotły (trzymany przez nauczyciela od WF-u), do „piaskownicy” za rozbiegiem – już średnio. Aczkolwiek wdzięczny jestem mu do teraz – za to, że lekko (ale jednak!) obniżał ów kij w ostatniej chwili.

      Pod koniec podstawówki wygrałem jakiś tam konkurs matematyczny, zorganizowany na całą szkołę. Ja! Matematyczny! o_O

      Mało tego! Gdyż…

      https://imgur.com/a/1SFmbk7

    2. „Na początku lat 90. sklepów z ciuchami było niewiele, a nasi, w większości skrajnie zubożali wskutek reform Balcerowicza rodzice, i tak nie mieli pieniędzy, by kupować nam ciuchy czy buty w miejscach innych niż lokalne targowisko.”

      No i znowu uogólnienie. Ja nigdy żadnych ciuchów czy butów nie miałem na targowisku kupionych. Wszystkie w sklepach.

      „Mimo to kombinowaliśmy, zbieraliśmy makulaturę, miesiącami chomikowaliśmy kieszonkowe na wymarzone jeansy, wymienialiśmy się zawartością szaf i polowaliśmy w lumpeksach, by zdobyć coś, czego znajomi nie mają i co jakoś nas wyróżni z tłumu.”

      Możliwe, choć mi jawi się to jako coś obcego.

    3. „Ok, były oczywiście pewne wymuszone przez kanony światopoglądowe (punki, hipisi) lub muzyczne (metale, hip-hopowcy) standardy, ale generalnie młodzi ludzie chcieli wyglądać inaczej i wyrazić się strojem.”

      W moim mieście byli… depesze kontra metale oraz… skini versus punki (istniała zasada, że jeśli skin idzie z dziewczyną, to nie może być zaatakowany i też w drugą stronę – jeśli punk idzie ze swoją ukochaną). Również i te subkultury były dla mnie czymś obcym. Później… jakoś tak nawet niezauważalnie… wszystko to… zniknęło.

      „Dziś możliwości w tym zakresie są nieskończenie większe – sklepy odzieżowe czy obuwnicze dostosowane ofertą do każdego gustu i każdych możliwości finansowych, Allegro, Vinted, Shein, cokolwiek. Tymczasem wychodzę na ulicę i widzę dzieciaki-klony. Identyczne fryzury, bluzy, spodnie, kolory…”

      Nieważne co nosisz, ważne w co grasz!

    4. Osobna kwestia poruszona przez BK…

      „4. Sytuacja wygląda podobnie w algorytmach mediów społecznościowych. Kiedyś to my decydowaliśmy, kogo treści chcemy widzieć – czy to za pomocą kanałów RSS czy funkcji “dodaj do obserwowanych” np. na Facebooku lub Twitterze. Wtedy posty takich osób po prostu wyświetlały się w naszym feedzie.”

      No dobrze, ale ja od dawna osobno wchodzę na FB kwartalnika, miesięcznika, „Retronics”, „Game Again” czy „amaZINg”. Po co mi jakiś tam feed? A to tylko FB. Jest jeszcze strona kwartalnika, FORUMEK, Twój blogasek itd. A to tylko kwestia prasy growej. Jest WM i Press. Printy (per se) między innymi. Jest lowcyburz.pl (na dzisiaj jestem w „1”, ostatnie podrygi, może po południu dadzą aktualkę, aczkolwiek i tak zapewne szału nie będzie, w ogóle cały potencjał lata został zmarnowany w kwestii burz), wxcharts.com czy skyradar.pl. A to tylko burzałki/wichury.

    5. Jest Interia, żeby wiedzieć, co się dzieje w Polsce i na świecie oraz jest portal lokalny, by mieć ogarnięcie, co ciekawego jest w mieście.

      „Ja sobie z tego marnującego mój czas miejsca poszedłem, ale większość scrolluje dalej. Facebook nadal ma ponad 3 miliardy aktywnych użytkowników.”

      Spoko. Ja natomiast konto mieć tam muszę, z racji chęci trzymania ręki na pulsie, w kwestii naszej rodzimej prasy growej.

      „6. Jednak choć wadliwe, stały się powszechne, w zasadzie wypierając inne sposoby selekcji treści w internecie. Czemu tak się stało, to temat na osobne rozważania (choć ja jako zasadniczy powód wskazałbym intelektualne lenistwo użytkowników).”

      No i znowu uogólnienie. Oj, BK, BK, co z Ciebie wyrośnie?

      Żartuję.

    6. „W Spłaszczonym świecie Chayka skupia się na jeszcze jednej, dość paradoksalnej, cesze algorytmów rekomendacyjnych.”

      Cesze! Bodajże pierwszy raz w życiu ujrzałem CECHĘ w miejscowniku! Bardzo się z tego powodu cieszę, gdy się czeszę. A teraz jednozdaniowa puenta…

      „Technologie, które miały pomagać nam odkrywać rzeczy dopasowane do indywidualnych zainteresowań, prowadzą do ujednolicania gustów, doświadczeń i w konsekwencji całej kultury.

      A teraz jednozdaniowa puenta…

      „Choć obiecywano, że każdy i każda z nas otrzyma własny, spersonalizowany świat treści, w praktyce jednak mechanizmy rekomendacyjne opierają się na danych o wcześniejszych wyborach, podobieństwach między użytkownikami i wskaźnikach zaangażowania.”

    7. „Czytelnym zwłaszcza dla starszych internautów symbolem tego zjawiska jest wygląd dzisiejszej sieci. Dawny chaos, nieład, bałagan stron domowych na Geocities czy Republice, blogosfery, forów dyskusyjnych i kont z Tumblra to już przeszłość – teraz wszyscy mają identyczne konta na Facebooku czy Instagramie.”

      Ale każdy o czymś innym. Każdy będąc… kimś innym. Zobacz, dam przykład, aczkolwiek taki trochę od czapy… to, że „CD-Action” na FB promuje jakieś swoje wydanie specjalne, nie znaczy, że na FB „PSX Extreme” też by mieli tak ro…

      https://i.dell.com/sites/csimages/App-Merchandizing_esupport_flatcontent_global_Images/all/bluescreen.png

    8. Już jestem, bo mi wywaliło niebieski ekran.

      „Gigantyczna kolejka ustawia się do budki z kebabem tylko dlatego, że wcześniej zjadł tam coś i opowiedział o tym na filmiku jakiś youtuber.”

      Co? Ja na żarełko jeździłem z kumplem na miasto, jeszcze zanim FB powstał!

      „7. Co zrobić? Oczywiście świata nie uratujemy – Chayka też powątpiewa, że da się w skali politycznej ukrócić samowolę zarządzających algorytmami korporacji technologicznych, a nadchodzi przecież zalew jeszcze gorszego, bo generowanego hurtowo przez AI syfu. Ale możemy uratować siebie.”

      Usunąć konto na FB? Nie mogę. A co, jeśli jutro, za miesiąc albo za rok… kwartalnik lub miesięcznik ogłoszą tam coś ważnego? Przecież pewnego grudnia pewnego roku uczynił tak „Pixel”.

      Żartuję.

    9. „Kupić przypadkową płytę (najlepiej taką prawdziwą, ale jeśli ktoś z Państwa pozbył się już sprzętu pozwalającego na jej odtworzenie, mogą być też pliki mp3) i ją przesłuchać od początku do końca.”

      Osobny segment odtwarzający CD – marki FONICA, radiomagnetofon z takową funkcją oraz miniwieża także. W każdej chwili mogę też kupić osobny napęd płytek – na USB. Ale jaki przypadkowy krążek mam kupić? A co, jeśli trafi na heavy metal? Albo hip-hop? Nie moje klimaty. Wolę jakieś stare sprawdzone „trensówy” posłuchać. Właśnie sprawdziłem w Empiku nowości muzyczne (domyślnie, według trafności wyszukiwania, bo zapomniałem, że można ustawić inne opcje). Dojechałem do strony 10 i mi się odechciało, przy czym każdą kolejną scrollowałem coraz opieszalej i znudzeniej.

    10. „Będąc w obcym mieście, celowo się zgubić. Wejść do muzeum, galerii albo knajpki bez patrzenia na oceny tych miejsc w Google Maps.”

      Wieku temu pojechałem do dziewczyny i… od jednego baru do baru. To znaczy pubu. W którymś kolejnym, podszedł do naszego stolika jakiś facet z gitarą i zaczął śpiewać „Skaner – Wakacyjny romans”. Nie miał innych kawałków w repertuarze? Tylko ten… wakacyjny romans, o ooo? Niestety… szybko się przekonałem, jak niewiele był wart.

      „Napisać albo nagrać i opublikować coś bez myślenia o zasięgach.”

      https://jumpshare.com/s/IusOhqX7gPG0Fen8EN7o

      Wiersz (ja pisarz jestem) autorstwa mojego, niedawny, zaśpiewany przez AI, w takim też akompaniamencie – „trensówy” solidnej (zwłaszcza od 00:46), uwielbiam. Całość stanowi jedynie wizję artystyczną i tak właśnie powinna być interpretowana.

  3. Padnij! BK macha kijem!

    „Z drugiej – social media nie kierują pod zewnętrzne adresy, a uzależnieni od scrollowania podsuwanego przez algorytm feedu użytkownicy nie chcą (może już nie potrafią?) samodzielnie wstukać w oknie przeglądarki WWW adresu pożądanej witryny.”

    Powstań. BK macha marchewką.

    „4. A mechanizm dotyczy przecież wszystkich niezależnych witryn, w tym choćby blogów. Na przykład ten post trafi do subskrybentów, którzy otrzymują go drogą e-mailową lub poprzez kanał RSS – to grono osób potrafiących nadal samodzielnie wybierać treści do lektury, więc bardzo wartościowe, ale przecież niewielkie. I nie rośnie.”

    A ja co piątek ręcznie wpisuję URL-a tego blogaska.

    1. Ale jakbym miał z pamięci napisać tamten do pierwotnego sklepu „Pixela”, to niezbyt. Wiem, że jest pixel, chyba kreska, magazine czy magazyn, potem kropka, następnie yyy… sklep albo shop? Albo najpierw jest sklep czy shop? No i sam widzisz, nie pamiętam. Natomiast zapamiętanie skleppixela.pl jest o wiele prostsze. Ale to już i tak jest bez znaczenia. Oba miejsca poszły (mówiąc kolokwialnie) się paść.

      „Co widzę w statystykach – dwadzieścia lat temu internet był zdecydowanie mniejszy, a mój ówczesny blogasek zupełnie niszowy, a i tak z wyszukiwarek trafiało do niego więcej osób niż dziś do tych tekstów.”

      Hola hola! Termin „blogasek” jest mój! Ale spoko, możesz używać, pozwalam. xD

    2. Padnij! BK macha kijem!

      „Ktoś polecił fajny tekst z WWW w poście na Facebooku czy Twitterze, ktoś inny w to kliknął, ktoś polajkował, ktoś podał dalej… Oczywiście tego też już nie ma – dodaj link do zewnętrznej strony do postu, a algorytmy zadbają, by nie zobaczyli tego nawet twoi najwierniejsi obserwujący (a jeśli zobaczą, to i tak nie znajdą w kciuku tyle siły, by kliknąć w odnośnik).”

      Czytamy dalej, schowani…

      „Więc i ja, nieco bezrefleksyjnie, wspierałem się w tej kwestii narzędziami AI, wychodząc z założenia, że do takiego śmieciowego, wymuszonego przez system jotpega można (…) Ale – po namyśle i z wyżej przywołanych powodów – z generowanych grafik w listach do internetu rezygnuję.”

      To stanowiło jedynie dodatek do Twojej treści. Owa jest u Ciebie ważna.

    3. Powstań. BK macha marchewką.

      „Niech będzie nas na tyle wielu, by tworzenie niezależnych serwisów internetowych wciąż miało sens.”

      Czy ja wiem? Trzeba chcieć takie miejsca czytać regularnie. Twoje chcę. Moment…

      „Nadal (ale już niedługo) w dobrych salonach prasowych można kupić jubileuszowy – to 30. urodziny tego pisma! – numer magazynu “CD-Action”. W nim zaś, pośród licznych interesujących materiałów okolicznościowych, opublikowano mój esej o roli prasy w historii polskiego gamingu i gamedevu. Myślę, że to jeden z ważniejszych tekstów, jakie w ostatnich latach napisałem, i trochę szkoda, że raczej nie będzie już okazji, by za lat kilka czy kilkanaście przygotować jego zaktualizowaną wersję. Tym bardziej zalecam lekturę tej, która jest.”

      By za lat kilka. Byyy zaaa laaat kiiilkaaa.

    4. Czyli… za lat kilka… „CD-Action” pójdzie się paść? Tak należy zrozumieć powyższy tekst? Owszem, dodałeś w nim także zwrot „kilkanaście” oraz – przede wszystkim – słowo „raczej”. Ale i tak po przeczytaniu tego akapitu podniosłem uszy i zacząłem merdać ogonem, jakbym był psem, gdyż jest to tematyka, która mnie nader interesuje.

      Kilka lat. Kilka to (dajmy na to) 3, ale też (powiedzmy) 9. Przez 2 kolejne lata będą trwali z palcem w… uchu. Taka jest moja ocena sytuacyjna. No i tu właśnie zaczynają się schody. Gdyż pojawia się owa wartość… 3 (a za nią kolejne). Hmmm… Silniki dodatkowe będą musiały im wtedy cisnąć na pełnej, ale to takiej pełnej pełnej. Sequele najlepiej sprzedających się tytułów. „Heroes” #3, „Gothic” #2, „Souls” #2, „Wiedźmin” #2. Ale one może użyte zostaną wcześniej. A co dalej?

      3 lata do przodu. Jak wtedy będzie wyglądał świat? Jak popyt na prasę drukowaną?