Strona główna » Newsy » Click! zinwentaryzowany!

Click! zinwentaryzowany!


Opublikowano: 07/08/2015 | Autor: Avok

Udało mi się w końcu zinwentaryzować 78 numerów Clicka!, kupionych na aukcji już jakiś czas temu. Przeglądając je miałem pełny obraz zmian, jakie zachodziły w piśmie w trakcie jego 8-letniej działalności. Najpierw, prowadzone kobiecą ręką Krupika, było słodziutkie i grzeczniutkie. Potem, za sprawą Froggera i Randalla, nieokrzesane i grubiańskie. W końcu, przejęte przez Tymona Smektałę, po prostu „normalne”. Z tych trzech stylów osobiście najbardziej podobał mi się się drugi. Fajne teksty, fajni ludzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeden komentarz

  1. Jeżeli zegar ścienny (z cyfrowym wyświetlaczem) pokazujący pełną datę, zaniesiemy do łazienki i spojrzymy na jego lustrzane odbicie, 2005 rok nadal będzie widziany właściwie. Zmiana nie będzie w ogóle zauważalna. Natomiast w przypadku magazynu „Click!”, ów rok był ich pełen, w dodatku nader dostrzegalnych. O ile numery oznaczone miesiącami pierwszego kwartału cechowały się stabilnością zarówno ceny, liczby stron jak i obsadzenia stanowiska redaktora naczelnego, tak następne kartki kalendarza zafundowały istny rollercoaster. Modyfikacje zaczęły się od wydania kwietniowego i – czasem rzadziej, czasem częściej – trwały do grudnia. Jak to konkretnie wyglądało w praktyce? Otóż w edycji oznaczonej czwórką, liczba stron skurczyła się z 76 do 68, nie powodując obniżki ceny (dzisiaj mogłoby to wywołać… oburzenie). Od numeru majowego funkcję redaktora naczelnego po Piotrze Moskalu objął Tymon Smektała. W edycji czerwcowej skurczyła się tym razem (o dziwo!) cena – z 8,90zł do 6,50zł, przy czym we wstępniaku uspokojono, że liczba stron, płyt oraz ich zawartość nie ulegają zmianie (dzisiaj mogłoby to wywołać… zdziwienie). Trzy miesiące później liczba stron powróciła z 68 do 76, ale – co warte podkreślenia – bez wzrostu ceny (dzisiaj mogłoby to wywołać… zadowolenie). Po dalszych dwóch miesiącach nastąpiła (obwieszczona we wstępniaku) kolejna rewolucja – listopadowe wydanie miesięcznika wprowadziło edycję DVD, wobec czego do kiosków trafiły jednocześnie dwie wersje. Pierwsza: z dwiema płytami CD (za 6,50zł) oraz druga: z jedną płytą DVD (za 6,40zł). W tekście wprowadzającym podano, że „w kolejnych numerach różnica między obiema wersjami pisma polegać będzie głównie na liczbie dem oraz materiałów dodatkowych (będzie trochę nietypowych niespodzianek!)”. Jakby tego było mało, równolegle liczba stron wzrosła – z 76 do 88 (dzisiaj mogłoby to wywołać… euforię). By w grudniowym numerze znów wrócić do 76 (dzisiaj mogłoby to wywołać… zdezorientowanie). Taki to był rok. Taki to był magazyn.