Gawędy po FAI #1
Lubię biały chleb, czerwone wino i czarną muzykę. Ostatnimi czasy mam jeszcze jedną słabostkę: żółte gry. Nieznani wcześniej na taką skale w Europie, Japończycy ostro szturmują nasz kontynent. Żółci bracia robią po prostu najlepsze gry; to właśnie dzięki nim na całym świecie sprzedało się ponad 20 milionów konsol PlayStation. Poniższe trzy impresje to próba wyjaśnienia, dlaczego tak się dzieje.

Tom Hall to jeden z czterech głównych designerów w firmie ION Storm, założonej przez Johna Romero (tak, tego od Dooma i Quake’a). Ów, podobny nieco do jednego z bohaterów teledysku „Thriller” Michaela Jacksona, jegomość pracuje w tej chwili nad gra RPG o wdzięcznym tytule Anachronox. Gra będzie na PC, ale jej inspiracją są klasyki konsolowe. Otóż Tom zagrał w grę firmy Square o nazwie Chronotrigger (nawiasem mówiąc, podziwiam imaginerię twórców RPG-owych tytułów… Ale to jeszcze nic: niedługo ukaże się gra Doppleganger), i kiedy skończył ją po raz setny, doszedł do wniosku, że nasi żółci bracia i ich konsole wyprzedzają naszych białych braci i ich PC-ty o lata świetlne. Postanowił zrobić coś z tym fantem i dlatego przyłączył się do Romero i jego firmy, by wspólnie stworzyć grę RPG, jakiej jeszcze nigdy na PC nie było. Co więcej, każdy pracownik firmy ma obowiązek (zapisany w umowie o pracę) …ukończenia Chronotrigger co najmniej raz. Inaczej – jak twierdzi Hall – nie zrozumie tego, co tworzy dobrego RPG-a.
Druga impresja. Była taka gra na PC o nazwie Warhammer: Shadow of the Horned Rat. Sam cykl Warhammera (powieści i opowiadania) uwielbiam, a wersja „stołowa” gry ponoć jest niczego sobie – niestety, cały świat zakrzyknął zgodnym chórem, że adaptacja PC-towa zasysa (dla konserwatystów: ssie). Nic sobie z tego nie robiąc twórcy Shadow… postanowili przenieść grę na konsole. Ale nagle pojawił się problem! Oto w PC-cie obstawili prawie całą klawiaturę i jeszcze myszkę, a tu niespodziewanie dostali do dyspozycji pada z kilkoma przyciskami. Jak wybrnąć z kłopotu? Ano trzeba było zmienić cały sposób sterowania, interfejs użytkownika, uprościć go i wygładzić. Nietrudno się teraz domyślić, co się stało: gra zrobiła się dziesięć razy lepsza. Przyznali to nie tylko gracze i dziennikarze, ale także sami twórcy gry, ze wstydem zgadzając się, że pozorne ograniczenia konsol wyszły im tylko na dobre i w rzeczywistości poszerzyły, zamiast zawężać, horyzonty.

Impresja trzecia i ostatnia. W USA niedawno ukazała się gra Final Fantasy 7 na PlayStation. Dystrybutorzy złamali oficjalny termin premiery (7-go września) i zaczęli sprzedawać produkt kilka dni wcześniej. Mimo to przed amerykańskimi sklepami podobnie jak pół roku temu przez japońskimi – ustawiły się długie .kolejki, skradające się zarówno z napalonych trzynastolatków jak i brzuszkowo-wąsatych trzydziestolatków. Jak już zapewne wszystkich wiadomo, Final Fantasy – to produkcja firmy Square – tak, również tej od Chronotrigger. I od tuzina innych RPG-ów, które swego czasu kształtowały świadomość milionów graczy na całym świecie. FF7 bije absolutne rekordy sprzedaży, o jakich się kiedyś ludziom nie śniło. Doszło nawet do tego, że tzw. spin-off gry (czyli gra „dodatkowa”, zrobiona niejako przy okazji) Final Fantasy Tactics, to od trzech miesięcy bezkonkurencyjny numer 1 u Japończyków, którzy – słowem komentarza – niedługo dostaną jeszcze do rąk tzw. Final Fantasy 7: International, gdzie oprócz trzech podstawowych kompaktów z grą jest jeszcze bonusowy kompakt z szeregiem dodatków (mapy, tipsy, itd.) oraz programem do oglądania wszystkich trójwymiarowych obiektów z gry w dowolny sposób.
Jednym zdaniem: Romero, Hall i inne legendarne postaci podają gry Square’a za swoją motywację do pracy, konsole kopią PC-ta łatwością i wygodą obsługi, a nowy RPG staje się pierwszym mainstreamowym (dla rynku masowego) hitem, o jakim marzą setki tysięcy graczy na całym świecie. Czy można się wobec tego dziwić, że kiedy ostatnio na moim PC-cie zawiesiło mi się nudne demo Hexen 2, dostałem amoku, ściągnąłem emulator Super Nintendo i od dwóch dni nic innego nie robię, tylko gram w Chronotrigger?
Adrian Chmlelarz
Artykuł z pisma: NEO nr 1, 11/1997
źródło zdjęć:
NEO nr 1, 11/1997