Bo ponad dwóch latach od ostatniego razu ponownie trzymam w dłoniach belgijskie czasopismo o grach Gameplay, wydawane przez Hitpoint BV. Na okładce wymachujący solidnym młotem bohater Control Resonant zaprasza do lektury. Pismo kosztuje 7,95 EUR, posiada usztywnioną okładkę i kredowy papier oraz liczy 84 strony. Wszystko niezmiennie od 26 numerów, a nawet dłużej! Czas się w miasteczku Geel zatrzymał 🙂

Pod względem składu redakcji (ten sam rednacz Koen De Meulemeester), liczby i rodzaju rubryk oraz szaty graficznej nic się w Gameplay’u nie zmienił. Tematycznie, nadal koncentruje się wyłącznie na grach, mając w nosie publicystykę. Same zapowiedzi zajmują blisko 20 stron i traktowane są z należytą powagą: długie, kilkustronicowe, pełne ciekawostek i grafik. W omawianym numerze jest ich sześć, a z najbardziej mi znanych tytułów są wspomniany wyżej Control Resonant oraz 007 First Light, który zresztą już się na rynku ukazał.
W dziale recenzji opisano 27 „dużych” gier. Hity i głośne premiery zajmują 2-4 strony, nieco mniejsze tytuły stronę. Mimo iż pismo jest multiplatformowe, wiele produkcji to gry stricte pecetowe. Z bieżących recek, najwyżej została oceniona (co nie powinno nikogo dziwić) Pragmata (87/100), którą autor komplementuje jako „wywracającą do góry nogami rozgrywkę w strzelaninach TPP, wprowadzającą innowacyjną mechanikę hackowania”. Niewiele mniej oczek zebrały Sudden Strike 5 i OPUS: Prism Peak. A co zrugano? Ciekawe, ale wśród blisko 30 tytułów żaden nie dostał słabej noty. Najgorzej ocenione (na „zaledwie” 60+) zostały GreedFall: The Dying World, Headquarters: Cold War i Samson. Mnie osobiście zainteresowały Tides of Tomorrow (ze względu na śliczną grafikę i fajną tematykę) oraz blaszakowy Moses & Plato: Last Train to Clawville (bo uwielbiam „Morderstwo w Orient Expressie”).

Z pozostałych rubryk również wszystko pozostało po staremu. Osobny blok recek wydzielono dla VR (VR Games), a w nim brylują Space Control i Escaping Wonderland. Wcześniej opisy gier na hełmy tylko przelatywałem, teraz mając Meta Questa 3 dokładniej je studiuję, może nawet coś wybiorę. Co więcej? Ano działy o indykach i grach dla casuali (Slipstream), konwersjach (Teleport), mobilkach (Play Mobiel) i dodatkach do gier (Extra Life). W sumie ponad 100 gier z minimum jednym zdjęciem i opisem. Jak na 84 strony nieźle.
Polskie akcenty w piśmie? Są, a jakże, chociaż tym razem bez szaleństwa. Pojawił się news o grze Hunter: The Reckoning – Deathwish krakowskiego studia Teyon. Tak, to ci od bardzo przyzwoitego Robocopa: Rogue City, którego dwa lata temu raczyłem scalakować. Ich nowy tytuł, mimo odmiennych klimatów (wampiry, krzyż, NYPD) bardzo mi przypomina przygody Murphy’ego, co dobrze rokuje. Cóż, zobaczymy, gra się ma dopiero ukazać w III kw. 2027. Drugi z polskich akcentów to news o Void Hunters od katowickiego Artifex Mundi. Turowy RPG w klimatach dark fantasy zapowiedziany jest na I kwartał przyszłego roku, więc jeszcze pewnie nie raz o nim usłyszymy. Teraz musi wystarczyć krótka notka i grafika. To by było tyle z polszczyzny.

Na koniec kartka z kalendarza: historia omawianego czasopisma sięga połowy 1994 roku, kiedy to pojawił się na belgijskim rynku jako PC Gamepro. Pierwszy numer ówczesnego dwumiesięcznika wydano jako czarno-biały. Wkrótce tytuł zmieniono na PC Gameplay, a od 2010 roku, kiedy rozszerzono profil o konsole, pozostawiono Gameplay. Magazyn obecnie ukazuje się w cyklu miesięcznym, zbliżając się powoli do 360 numeru. Co ciekawe, za pomocą jego strony domowej (archaicznej, pamiętającej czasy, kiedy pismo miało „pc” w tytule) można zamówić blisko 150 numerów archiwalnych!
Cieszy, że w blisko 12-milionowej Belgii (Gameplay’a można też kupić w Holandii) można wydawać rentowne pismo. I wiecie co? Oni nie są nawet w social mediach!




źródło zdjęć:
Gameplay nr 358, 5/2026

„Cieszy, że w blisko 12-milionowej Belgii (Gameplay’a można też kupić w Holandii) można wydawać rentowne pismo.”
Żadnych towarzyszących wydań specjalnych i żadnych towarzyszących książek. Po prostu… miesięcznik. Jak (generalnie) kiedyś u nas, ale też jednocześnie jak już (raczej) nigdy więcej u nas. To jest swoiste science-fiction u nich, pod tym względem. To znaczy… popyt na ten magazyn jest na tyle solidny (robi im biznes, robi im dzień), że nie muszą dodatkowo tworzyć wydań specjalnych oraz książek. Tak to postrzegam, może błędnie.
„I wiecie co? Oni nie są nawet w social mediach!”
A to już nie jest nawet science-fiction, tylko… magia jakaś. W sensie takim, że do sprzedaży magazynu nie potrzebują socjalek oraz (w czasie rzeczywistym) interakcji z kupującymi, a także poszerzania zasięgów, by zachęcać więcej osób do lektury tego printu i utrzymać tych już zainteresowanych. To jest jakiś inny świat. Utopijny, gdzieś za siedmioma górami i za siedmioma lasami. A nie, to przecież w Belgii.
Sam jestem zdziwiony.
Może to kwestia przyzwyczajeń. Wydawałoby się, że w takim kraju jak Belgia, wszystko jest już w cyfrowej formie, ale ja też kupuję co poniedziałek Tele Tydzień, chociaż prawie w ogóle telewizji nie oglądam.
Kwestia przyzwyczajeń? Zobacz…
To znaczy każ mi (tak mój dziadek mówił, zatem kontynuuję jego tradycję) najpierw samemu zobaczyć na stosowne zakładki ZP. Moment…
„CD-Action” – najwyższy nakład (z niego wyłuskujemy sprzedaż – połowiczną albo i wyżej, albo i bardzo wyżej, różnie bywało, bym musiał szukać danych na wtedy)…
„160 000 – 200 000 egz. (2000)”
„PSX Extreme” – najwyższy nakład (jak wyżej)…
„30 000 egz. (2017)”
A jak jest teraz z nakładami w tych dwóch powyższych magazynach? Więc też ze sprzedażą?
Zatem… gdzie są te przyzwyczajenia? Gdzie były, gdy dyskobol musiał podjąć decyzję o przejściu na kwartalnik? Gdy popyt na czterotygodnik spadał niczym kamień rzucony w stronę wody, na plaży w Kołobrzegu?
Ale to u nas. Najwidoczniej w Belgii jest inaczej.
Ale w takim razie… jaki jest sens, żebyś regularnie kupował „Tele Tydzień”, skoro prawie w ogóle nie oglądasz telewizji? Ano właśnie. Wskazana przez Ciebie… kwestia przyzwyczajeń. To ona (i tylko ona) jest motorem naszych działań. W tym dynamicznie zmieniającym się świecie.
Może zatem nadchodzi już pora (najwyższa?), by – równie dynamicznie – zmienić swe własne nastawienie? Ja wiem, ja rozumiem, trudno byłoby walczyć z tym, co stanowi jeden ze stałych elementów naszego świata, naszej (tak zwanej) strefy komfortu.
To znaczy wyrzuć te moje słowa do kubła. Kim jestem, by publicznie móóówić Ci jak żyć? Ira – Znamię. Stare czasy.
Nie ma to dużego sensu, bo wszystkie informacje mogę znaleźć w internecie. Ale i tak kupuję, przejrzę, czasami znajdę jakiś ciekawy film, który nagram, żeby potem obejrzeć przewijając reklamy. W Belgii i Holandii chyba ogólnie się więcej czyta. Do tego dla nich koszt takiej gazetki jest dosyć niski, więc pewnie łatwo kontynuować tego typu przyzyczajenia. Będę tam w sierpniu, to podpytam ludzi o ogólne podejście do prasy drukowanej i po powrocie zdam relację.
Nagryzmolone ołówkiem w jakimś starym zeszycie…
Kiedyś pisałem te moje opowiadania w edit.com (dosłownie od zawsze). Te czasy przeminęły razem z Windowsem XP. Pozostało mi tworzenie ich w… Notatniku. To już nie to samooooo… Na wxcharts.com codziennie wchodziłem (niemal od zawsze), ale aktualnie (od jakiegoś czasu) owa witryna mówi mi, że… „This site is undergoing maintenance”. Zatem muszę zadowalać się teraz… meteologix.com (przewijając wszystko ręcznie, co chwilę potykając się o przeszkadzajkę jakąś). Skoro świat odwraca się do nas tyłem – my odwróćmy się do niego identycznie. Mam rację? Chyba coraz bardziej nie tylko ja. Aczkolwiek warto mieć na uwadze, iż moje słowa są… subiektywną oceną wszechrzeczy. Swoistym amalgamatem doświadczeń, podszytych ogólnym rozczarowaniem zaistniałością. Im notatki coraz bardziej ostre, tym ołówek coraz bardziej tępy. Ot, życie. Spać iść czas.
„W Belgii i Holandii chyba ogólnie się więcej czyta. Do tego dla nich koszt takiej gazetki jest dosyć niski, więc pewnie łatwo kontynuować tego typu przyzyczajenia.”
Najprawdopodobniej to właśnie stanowi wyjaśnienie tego… fenomenu z magazynem „Gameplay”.
„Będę tam w sierpniu, to podpytam ludzi o ogólne podejście do prasy drukowanej i po powrocie zdam relację.”
Już teraz czekam! A gdybym był psem, to bym merdał ogonkiem.