Mówi się, że czas spędzony z wciągającą książką to jak wizyta dobrego przyjaciela. W przypadku wydanych w lipcu ub. roku „Retro Wspomnień lat 80” można to porównać do wizyty Dennisa Rodmana albo kogoś wracającego właśnie ze święta Holi. Jest barwnie, kolorowo i już sama okładka powoduje u osób ciepło wspominających elektroniczną rozrywkę lat 80-tych gwałtowny wzrost dopaminy i uśmiech na twarzy. Nostalgia do zamierzchłych czasów naszych pierwszych gier komputerowych wypływa tutaj z każdej strony. Czujemy że mamy do czynienia z jedną z nielicznych pozycji, która przywołuje wspomnienia nie tylko konkretnych obrazów, ale też dźwięków i zapachów. Jeden egzemplarz tego albumu powinien być przechowywany w Sèvres jako wzór książki, którą się „kupuje wzrokiem”.

„Retro Wspomnienia lat 80″ powstały jako praca zbiorowa zawierająca przedruki z brytyjskiego czasopisma Retro Gamer. Magazyn ten wydawany jest od 1-go stycznia 2004 i zawiera artykuły dotyczące, jak sama nazwa wskazuje, czasów określanych przez graczy mianem „retro”. Można go zamówić przez internet i ktoś, kto regularnie do niego zagląda, będzie wiedział, czego spodziewać się po książce. Zasadnicza różnica polega na tym, że czasopismo jest wydawane w języku angielskim, a w „Retro Wspomnienia lat 80” mamy teksty przetłumaczone na język polski. W stopce redakcyjnej znajdziemy takie nazwiska jak Darran Jones (redaktor wydania), Ashley Day, David Crookes, Damiano Gerli, Graeme Mason, Rory Milne, Lewis Packwood oraz Nick Thorpe. Polskim czytelnikom osoby te raczej nic nie mówią, ale są to weterani branży, znający się na rzeczy. Już po pierwszych artykułach czujemy, że pisane są one przez ludzi z pasją i ogromną wiedzą o starych grach komputerowych.
Album zawiera 132 strony i jest wydany w twardej jak skała oprawie, na bardzo dobrym jakościowo, grubym papierze. Wymiary 30 x 23,5 cm powodują, że zajmuje on sporo miejsca, ale wygląda tak dobrze, że na pewno powinien znaleźć się na półce w wyeksponowanym miejscu. Na środku okładki znajdziemy propozycję nie do odrzucenia: „Wybierz się w podróż w czasie do ukochanej dekady gamingu” i to chyba najkrótsza i zarazem najbardziej trafna recenzja tej pozycji. Jeśli porównać czytanie „Retro Wspomnień lat 80″ do lektury innych opracowań z tego gatunku, to jak przyrównać podróż Fabią w gazie do jazdy Challengerem z napędem na tył. Oba auta doprowadzą nas do celu, ale Skoda bardziej przewidywalnie, a Dodge zdąży w tym samym czasie zaliczyć więcej celów, zarzucając lekko tyłem na każdym zakręcie i wywołując większe emocje.

Przy tego typu wydaniach, które są przedrukami angielskich tekstów, jedną z kluczowych rzeczy decydujących o odbiorze książki jest tłumaczenie na język polski. Mam tutaj ambiwalentne odczucia. Z jednej strony tłumacz (Maciej Hopek) chciał na pewno wiernie oddać treść oryginałów, z drugiej jednak niektóre fragmenty przełożył zbyt dosłownie, przez co brzmią nienaturalnie. Przykłady? „Super Mario Bros to klasyczna platformówka, od razu przystępna dla graczy, której dziedzictwo sięga daleko„, albo „Wyścigówka od Taito nie tylko kazała zmieścić się w wyśrubowanym limicie czasu, ale przede wszystkim nakazywała agresywne ściganie przestępców na pełnym gazie – z gwarantowanym efektem WOW!”. Może ktoś poczuje imersję i zadowolenie z lektury literalnie przetłumaczonego oryginału, ale na pewno będą i tacy, którym taki język translacji przeszkadza. Na pewno czuć tutaj emocje autorów teksów, ich ekscytację z pisania o rzeczach bliskich ich sercu, pewnego rodzaju magię rodzącą się z zamiłowania do starych gier. To dobrze, ale pewne sformułowania zdecydowanie mogłyby mieć bardziej swojską konstrukcję.
„Retro Wspomnienia lat 80″ zawierają kilkadziesiąt artykułów, dłuższych i krótszych, które w zasadzie dotykają większości aspektów związanych z gamingiem dawnych czasów. Mamy tutaj opisy gier, komputerów, konsol, automatów i ogólnie okresu, w którym branża gier video mocno się rozrosła i wywarła wyraźny wpływ na życie wielu ludzi, w tym na autora niniejszego artykułu. Możemy poczytać o Atari 2600, Commodore 64 (pisk komputera podczas wgrywania się gry z kasety magnetofonowej mam w uszach do dzisiaj), ZX Spectrum, NES-ie, Game Boy-u i innych sprzętach. To chyba jedna z niewielu książek z tej dziedziny, która posiada swoich cyfrowych głównych bohaterów, m.in. Pac-Mana, Mario, Willy’ego, Sonica i Linka – postaci, bez których świat gier byłby ubogi. Nie jest też niespodzianką, że znajdziemy tutaj artykuły dotyczące Tetrisa, OutRun-a czy The Last Ninja, bo to przecież legendarne pozycje i klasyka jak utwory Chopina czy Bacha dla słuchaczy radiowej Dwójki.
Atrakcyjności książce dodają wywiady z twórcami oryginalnych gier tamtych czasów, założycielami firm gamingowych, współtwórcami sukcesu całej branży. Dowiemy się na przykład, jak Philip Oliver wyciskał ostatnie soki z ZX Spectrum, żeby Dizzy prezentował się tak kolorowo, jak go podziwiamy do dzisiaj. Przeczytamy, kiedy Jon Stoodley nabił 3 333 360 punktów w Pac-Manie i czym inspirowała się, niestety już świętej pamięci, Rieko Kodama tworząc gry na Segę Mega Drive. Te i inne wypowiedzi ludzi stojących za sukcesem elektronicznej rozrywki lat 80-tych są z pewnością ciekawym uzupełnieniem pozostałych materiałów.

Kolejną cechą, typową zresztą dla wydawnictw Retro Gamera, są efektowne barwne ilustracje: mniejsze, większe, niektóre nawet na dwie strony, jak te przedstawiające stare automaty do gier. Mamy tutaj zrzuty ekranów z gier, zdjęcia sprzętów i fotki ludzi z branży. Jest barwnie, kolorowo i gdy na nie patrzę, na myśl przychodzą mi stare reklamy gier i sprzętu z zachodnich katalogów firm wysyłkowych Quelle, Otto czy Baur. Wywołuje to we mnie wspomnienia czasów, w których posiadanie kolorowego wydawnictwa było samo w sobie atrakcją, bo o większości opisywanych w albumie cudeniek przeciętny, żyjący w szarej komunistycznej rzeczywistości Polak mógł tylko pomarzyć.
Poza dyskusyjnym tłumaczeniem mam zastrzeżenia do jeszcze dwóch rzeczy, jakie mi przyszły do głowy po lekturze „Retro Wspomnień lat 80„. Pierwszą z nich jest lekki chaos w układzie książki. Na jednej stronie mamy recenzję gry, na kolejnej opis sprzętu, potem wywiad, ponownie wracamy do gier, gdzieś się pojawi tekst o automacie arcade czy historia bohatera. Co rusz niespodzianka. Nie każdemu spodoba się mało logiczny układ albumu i przeskakiwanie z tematu na temat. Drugą bolączką utrudniającą pozytywny odbiór jest zbyt mała czcionka, szczególnie w opisach zdjęć. Nie posiadając sokolego wzroku będziemy się męczyć podczas lektury i po paru stronach nasze oczy zażądają niezwłocznej przerwy. Podziwiam twórców książki za te wszystkie wnikliwe analizy, komentarze, trafne opisy i recenzje, ale dużo lepiej by się je czytało, gdyby kosztem wielkości niektórych zdjęć zwiększyć czcionkę i ułatwić nam życie.
Dla fana starych gier książka „Retro Wspomnienia 80” powinna stać się pozycją obowiązkową. Nie przejdzie obok niej obojętnie pasjonat prasy komputerowej, dawny posiadacz Atari czy Amigowiec, który pierwsze pętle w Stunt Car Racer zaliczał na A500 podłączonej do Rubina, wyświetlającego wszystkie odcienie zieleni. Do lekkiego chaosu związanego z układem rubryk można się po kilku stronach przyzwyczaić, do tłumaczenia również, a od tekstów pisanych lekkim piórem, pełnych treści i często bardzo emocjonalnych, trudno mimo małej czcionki się oderwać.






źródła zdjęć:
zbiory własne

Po krótkim męczeniu szukajki, uznałem ze solidnym zdecydowaniem, że przegląd książki Historia Gier Wideo (też spod skrzydeł „Retro Gamera”) – opublikowany przedwczoraj na jutubowym kanale „Pixel Luk” – najlepiej będzie wrzucić pod tenże artykuł. Zatem…
https://www.youtube.com/watch?v=TxlDMfXsTtA
…
Szczerze mówiąc, to… nudziłem się jak mops, podczas oglądania tego filmiku na przewijaniu (bynajmniej nie z winy Pixel Luka, ów zawsze wszystko ciekawie przedstawia), aczkolwiek w pewnej chwili zobaczyłem artykuł noszący tytuł…
Historia magazynów o grach wideo
Dokończony leadem…
„W której Retro Gamer stoi na zgliszczach dawnych pism, wywijając długim mieczem i rycząc „może być tylko jeden!” z całkowicie niezrozumiałym akcentem.”
Co to za pyszałkowatość? Kto to pisał? Czemu naczelny to przepuścił? Co na to „Edge” (#425 na liczniku i rośnie)? No tak, przecież ma tego samego wydawcę – „Future plc”. After all is said and done, one and one still is one.
Zabawne, że kilka stron dalej pokazują okładki różnych tytułów, wliczając… właśnie „Edge”. Z dopiskiem nad jego krótkim opisem: „1993 – present”. I jeszcze „Famitsu”: „1986 – present”.
A gdzie „CD-Action”? A gdzie „PSX Extreme”? Skoro japoński tytuł pokazują, to czemu polskich nie?
https://en.wikipedia.org/wiki/Famitsu
Zobaczcie na cyferki przy „Circulation” (średnia sprzedaż).
Co nam mówi tamto (wyżej zacytowane) zdanie? Albo inaczej… Co nam przypomina? Jakie czasy? Czyżby te, gdy poszczególne magazyny growe chwaliły się samym sobą na swych łamach? Aby to JE WŁAŚNIE kupować?
Dziwne podejście, swoją drogą. Gdyż bywało, że siebie wychwalały, a innego ganiły, ale… przed oczami tych, którzy dany numer kupili. Czyli ICH WŁAŚNIE wybrali, spośród wielu. Więc raczej nie musieli być przekonywani do wyboru, którego JUŻ dokonali. Chyba, że było to kierowane do osób, które okazjonalnie nabywały jakiś magazyn growy i po ujrzeniu takiego „ja jestem super, a tamten jest be” miały nabrać pewności, żeby TEN WŁAŚNIE print kupować. Takie skojarzenie mi się nasunęło. Mało tego!
Powyższy cytat zamieszczony jest w… książce (jednej z kilku) spod skrzydeł „Retro Gamer”. A ów przecież wydaje także…
https://www.magazinesdirect.com/uk/collections/retro-gamer-specials
Wydania specjalne oraz książki. Oprócz standardowego numeru. Brzmi znajomo? Silniki dodatkowe rzędu pierwszego i drugiego. Aczkolwiek – powtórzę – „Retro Gamer” jest pod skrzydłami wydawcy, który równolegle wypuszcza też „EDGE”. Jeden wydawca – dwa magazyny. Niczym… nasz Łapusz. To znaczy swego czasu.
Więc jak to jest z aktualną siłą nośną „Retro Gamera” (ale też i „Edge”) – magazynów kolportowanych (lekko przesadzę) na cały świat? Nie wiem. Bynajmniej nie jest to jednoosobowa armia w postaci naszego Pereza, tylko ogromniaste wydawnictwo. No ale mamy powyższy cytat oraz… wydania specjalne i książki. Powróćmy do tamtego linku…
„Ultimate Pokémon Fan Pack” – dlaczego u nas jeszcze takiego specjala nie ma?
Nie powinienem w ten sposób żartować, wszak doskonale rozumiem kwestię istotności silników dodatkowych.
„Retro Gamer Presents: The Ultimate RPG Handbook ” – dlaczego u nas jesz… oh, wait. Przy nim jest dopisek „(4th edition)”. Czyli cała seria, nieźle. A u nas „Hirołsi” mają dopiero „#2”.
„Ultimate Guide to Fantasy Gaming” – dlaczego u nas jeszcze takiego specjala nie ma?
Nie powinienem w ten sposób drwić.
„The Handheld Gaming Collection” – Perez, widziałeś? Może dla odmiany w tym kierunku?
„The Story of Zelda” – francuski magazynie „JV”, widziałeś? Oh, wait…
A gdy już mówimy o specjalu o „Pokemonach”, to widzimy tam w sumie…
-„Everything You Need to Know About… Pokémon”
-„Ultimate Fans Guide to Pokémon”
-„Pokémon: The Ultimate Collector’s Guide”
-„Ultimate Pokémon Fan Pack”
Złap je wszystkie!
A widzę też, że nieraz do „Retro Gamera” dodawany jest jakiś gift. Swoją drogą, człowiek chciałby sobie przejrzeć ten print w Empiku, a tu nie ma takiej możliwości, gdyż nieraz ów jest… zafoliowany. Ale kiedyś trafiłem, że nie był. Co ileś tam stron – rozkładówka z ogromniastą grafiką, jeden artykuł zapowiadał się interesująco, ale po jego przeczytaniu byłem zły na jego autora, opisy jakichś gier pewnie starszych ode mnie i takie tam. Taki format jednak do mnie nie przemawia. A co dodali tym razem?
https://www.empik.com/retro-gamer-gb,p1062463640,prasa-p
#287, pfffff… nasi weterani (pozdrawiam, Pani Lidio; pozdro, Perez!) mają odpowiednio… #348 i #346, więc… z czym do ludu, „Retro Gamerze”? Z czym do ludu? Who wants to live forever?
Kiedy w „RG” będzie lista gier, w których można jeździć na deskorolce – niczym Anarki w „Quake ]I[„? Albo skorzystać z ubikacji? W „Duke Nukem 3D” (ahhh, much better!) można, więc zapewne w innych grach też. Chętnie przeczytałbym o wszystkich takich. Kiedy lista gier FPS, w których widać samego siebie? Napomknę tylko, że w takim „Trespasser” były… ekhm… niezapomniane widoki.
No chyba, że takie listy gier już kiedyś zamieszczono i je przegapiłem. Było foliować gazetę?
Powoli felieton się robi. Ale spokojnie, nie tym razem. Wczoraj był, teraz trochę przerwy. Ale śródtytuł walnę, gdyż lubię. Ów musi oddawać sedno treści pod nim. Przyjemne uczucie – znajdować taki. Albo… pisać treść pod takie uprzednio już wybrane.
OF DE ŁELD!
Tak więc jeszcze raz nasze rodzime cyferki… #348 oraz #346. Już za niecałe dwa miesiące nastąpi… KONIUNKCJA! Trzeciego września dokładnie. Na półkach saloników prasowych będą wtedy leżały dwa różne magazyny growe, ale… o identycznym numerze – trzysta… czterdzieści… osiem. AŻ tyle!
Zatem już teraz Pani Lidia oraz Perez mogą krzyczeć na całą okolicę, że… ŁIIIII AR DY CZEEEEEMPIOOONS MAJ FREEENDS!
Przede wszystkim jednak…
And we’ll keep on fighting till the end.
Till the end. Przetrwali pandemię i przetrwali początek wojny w Ukrainie. To znaczy wszystkie turbulencje ekonomiczne będące tegoż reperkusjami. Przetrwajają (tak się pisze?) wyższe ceny druku oraz kolportażu. Więc niech nawet… wydzierają się, Pani Lidia i Perez. Mają do tego święte prawo.
KOZ ŁIIIII AR DY CZEEEEEMPIOOONS… OF DE ŁEEEEEEEEEEEEEEELD!
Mistrzami. Świata. Faktycznymi. Kwartalnik i miesięcznik. Są. I będą. []
No niech to szlag, jednak mogłem z tego felieton zrobić.
Na jutubowym kanale „Popkulturowy Kociołek” można obejrzeć krótką recenzję bliźniaczej książki, ale o wspomnieniach z lat… 90..
https://www.youtube.com/watch?v=Dj4cLVF7t58
Dowiedziałem się o tym stąd… psxextreme.info/topic/104151-dawne-i-dzisiejsze-pisma-o-grach-poza-pe-psx-fan-p-opsm-i-inne/page/194/#comment-5568891
Czekam na urodziny, może trafi mi się prezent w postaci tej książki. Wtedy piorunem przeczytam i zrecenzuję…, chyba że koledzy z zespołu mnie uprzedzą 🙂
Świetna recenzja
Dziękuję !
„Z jednej strony tłumacz (Maciej Hopek) chciał na pewno wiernie oddać treść oryginałów, z drugiej jednak niektóre fragmenty przełożył zbyt dosłownie, przez co brzmią nienaturalnie. Przykłady? „Super Mario Bros to klasyczna platformówka, od razu przystępna dla graczy, której dziedzictwo sięga daleko„,”
Powyższe zdanie jest napisane (przetłumaczone) poprawnie. Jego środkowa część jest wtrąceniem – oddzielonym przecinkami. Można by owe zastąpić nawiasami albo myślnikami, ale nie ma takiej potrzeby.
Ja bym się, w tym przypadku, nie dopatrywał nienaturalności. xD
„albo „Wyścigówka od Taito nie tylko kazała zmieścić się w wyśrubowanym limicie czasu, ale przede wszystkim nakazywała agresywne ściganie przestępców na pełnym gazie – z gwarantowanym efektem WOW!”.”
To i tak dobrze, że gangusy nie jechały na podwójnym. Nie no, przecinek bym dał przed „na” i tyle. Również nie dopatruję się tutaj nienaturalności.
Nie żebym był drugim Miodkiem czy Papkinem. Aczkolwiek w temacie poprawnego formułowania zdań – aby był (jak ja to określam) flow czytania – siedzę już od dłuższego czasu. Przede wszystkim tutaj, na ZP, gdzie taśmowo produkuję kolejne komentarze.
Tak więc – Maciej Hopek (jeżeli przeczytałeś powyższą recenzję i zabrałeś się za lekturę komentarzy)… wykonałeś dobrą robotę podczas tłumaczenia tejże książki (a przynajmniej powyższe przykłady uważam za poprawne; więcej ich nie ma? zatem jest ok). Mówię to Tobie ja. Troll wytrawny serwisu ZP, piszący także do szuflady. Od… dekad.
„Na pewno czuć tutaj emocje autorów teksów, ich ekscytację z pisania o rzeczach bliskich ich sercu, pewnego rodzaju magię rodzącą się z zamiłowania do starych gier.”
Dokładnie! Gdy chce się w sekundę przekazać 100 myśli. Co ślina na język przyniesie. Ale szczerze. Od serca. Sam czasem piszę tutaj w ten sposób. Tłumacz oddał ten vibe.
Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na ten temat. Ciekawy jestem opinii innych czytelników i wrażeń z czytania tej książki. Gramatycznie jest bez żadnych błędów, zwróciłem tylko uwagę, że niektóre zdania mogłyby brzmieć w języku polskim bardziej naturalnie. Ale to chyba też kwestia indywidualnego odbioru.
„(…) okresu, w którym branża gier video mocno się rozrosła i wywarła wyraźny wpływ na życie wielu ludzi, w tym na autora niniejszego artykułu. Możemy poczytać o Atari 2600, Commodore 64 (pisk komputera podczas wgrywania się gry z kasety magnetofonowej mam w uszach do dzisiaj), ZX Spectrum, NES-ie, Game Boy-u i innych sprzętach.”
Ja miałem Schneidera. W uszach mam bardziej… szmer „ładowania się” gier. Popiskiwania też, takie „uuu iii uuu” co jakiś czas. Choć przecież technologia (w obu sprzętach) jest identyczna. Wspomnienia. Nostalgia. W pełni rozumiem.
„To chyba jedna z niewielu książek z tej dziedziny, która posiada swoich cyfrowych głównych bohaterów, m.in. Pac-Mana, Mario, Willy’ego, Sonica i Linka – postaci, bez których świat gier byłby ubogi.”
Gdyby ich nie było, to świat gier nie byłby ubogi. W grach nie ma siostry Duke Nukem. I co? I giereczkowo jest przez to uboższe?
Za to są… córki Blazkowicza (nader wygadane). Jak ten czas gna, to głowa mała. Lara Croft nie myśli o potomstwie? Doomguy też nie? Oraz Lo Wang? A także Postal Dude? Można by tak długo jeszcze wymieniać. Tymczasem latka lecą.
„Kolejną cechą, typową zresztą dla wydawnictw Retro Gamera, są efektowne barwne ilustracje: mniejsze, większe, niektóre nawet na dwie strony, jak te przedstawiające stare automaty do gier.”
To ile ta książka ma łącznie stron? Wczoraj przyjrzałem się spisowi treści, dzieła od „Pisariona 3000″…
„257 Duke Nukem Forever: Za duże ambicje
273 Epic Mickey 2: Korpo ma własne plany”
16 stron o Księciu? Groovy! Bym musiał się przejść do Empiku, by to zobaczyć na własne oczy. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie mam najmniejszego „ale” do tejże pozycji. Jedynie ciekawi mnie zagospodarowanie treścią – takiego areału.
„Jest barwnie, kolorowo i gdy na nie patrzę, na myśl przychodzą mi stare reklamy gier i sprzętu z zachodnich katalogów firm wysyłkowych Quelle, Otto czy Baur.”
„Quelle”! Wielgachne bydlę, jakby z tuzin kwartalników ułożyć jeden na drugim. U dziadków na stole. Nieraz przeglądałem. Zwłaszcza część poświęconą bieliźnie. xD Jakże wiele stron cieszących oczy i pobudzających wyobraźnię.
Mic de Goc – co Ty za wspomnienia u mnie przywołałeś! Dziękuję!
„Wywołuje to we mnie wspomnienia czasów, w których posiadanie kolorowego wydawnictwa było samo w sobie atrakcją, bo o większości opisywanych w albumie cudeniek przeciętny, żyjący w szarej komunistycznej rzeczywistości Polak mógł tylko pomarzyć.”
Oj tam, oj tam.
Miałem wiele zestawów „Lego” (wliczając TECHNIC, ze silniczkami), miałem wiele elementów kolejki „H0” (uwzględniając zwrotnice automatyczne i ręczne), konsumowałem czekolady „Ritter Sport”, do szkoły nosiłem dwukomorowy piórnik. Wspominałem tutaj o tym niedawno, aczkolwiek już nie pamiętam pod którym artykułem, gdyż sieję tutaj tymi swoimi komentarzami na lewo i prawo, w górę i w dół, praktycznie pełne 3D w Full HD i przy 144Hz. Byłem swoistym… geekiem w PRL-u. Nie chcę, bynajmniej, żeby brzmiało to jako moje chwalenie się. Ot, po prostu dzielę się swoją przeszłością z Wami, Czytelnikami ZP. No to może jeszcze mała dygresja i… ciekawostka.
DYGRESJA
Dziadkowie otrzymali kiedyś od „wujka” (z RFN czy NRD, nie pamiętam) aparat fotograficzny. Jakże ucieszyłem się, gdy podczas otwierania ogromniastej paczki – na jednym z pudełek przeczytałem CAMERA, po czym… jakże zawiodłem się, gdy na tymże opakowaniu zobaczyłem przedstawiony… no właśnie… zwykły aparat fotograficzny. Ale i tak on był dla dziadków, oczywista sprawa. Przecież nie miałem żalu, że nie dla mnie. No dobrze, miałem, ale taki lekki. Wszak nie można mieć w życiu wszystkiego. Jak się takie coś nazywa? Rozbestwienie. Stąpałem na jego pograniczu?
CIEKAWOSTKA
Kiedyś, gdy z nudów ryłem im w szafie w sypialni (młody Anarki nie był chyba… najostrzejszą kredką w piórniku, bez względu na liczbę zamków błyskawicznych w nim)… natrafiłem na circa kilkanaście pewnych zdjęć schowanych między ciuchami. Zdjęć dziadków (!). Na szczęście detale całkowicie umknęły mi już z pamięci. Lepiej do tego nie wracać, IYKWIM.
Wracając jednak do powyższej recki…
„Na jednej stronie mamy recenzję gry, na kolejnej opis sprzętu, potem wywiad, ponownie wracamy do gier, gdzieś się pojawi tekst o automacie arcade czy historia bohatera. Co rusz niespodzianka.”
Może taki właśnie był zamysł. Aby lektura nie nudziła/nie męczyła. Gdyby pewnego razu tak właśnie zrobił kwartalnik? Albo miesięcznik? Na próbę? Ryzykownie. Chyba. A może i… odświeżająco? Przecież taki „Reset” (a obecnie „amaZINg”) cudował niemiłosiernie ze wszystkim, z czym tylko mógł. No tak, ale to było kiedyś. Poszczególnymi tematykami – nawet on nie brejkdensował na swych łamach.
„Drugą bolączką utrudniającą pozytywny odbiór jest zbyt mała czcionka, szczególnie w opisach zdjęć. Nie posiadając sokolego wzroku będziemy się męczyć podczas lektury i po paru stronach nasze oczy zażądają niezwłocznej przerwy.”
Czy oryginalny wydawca miał świadomość, do jakiej grupy docelowej skierował tę książkę? A nasz? Z tym zarzutem zgadzam się w pełni. Oczywiście jestem w stanie czytać mniejsze czcionki, ale… kiedyś mi to szło lepiej, gdy ściągi sobie drukowałem – „czwórką” bodajże. Czy „piątką”? Już nie pamiętam.
„Podziwiam twórców książki za te wszystkie wnikliwe analizy, komentarze, trafne opisy i recenzje, ale dużo lepiej by się je czytało, gdyby kosztem wielkości niektórych zdjęć zwiększyć czcionkę i ułatwić nam życie.”
Dokładnie!
„(…) a od tekstów pisanych lekkim piórem, pełnych treści i często bardzo emocjonalnych, trudno mimo małej czcionki się oderwać.”
I o to chodzi, i o to chodzi – jak to szło w pewnym kawale, ale nie przytoczę go, gdyż ów szczypie w uczucia religijne, czego nie lubię. []
Nie marudź Anarki, przecież na pierwszy rzut oka widać, że tłumaczenie jest do luftu. Do pięt nie dorasta językowo Twoim felietonom. 🙂
Avok… Ty tu sobie żartujesz, tymczasem Adam Piechota jest jedyną osobą na świecie, która doceniła te moje kocopoły (same w sobie). Ów napisał tutaj tak…
„Anarki, Tobie szczególnie dziękuję za wierne towarzyszenie mi (metaforyczne, ale jakże istotne) w dziale felietonów. Wiem, że zawsze je czytałeś. I wielokrotnie uśmiechnąłem się, czytając felieton o własnym felietonie.”
https://zapach-papieru.pl/2025/11/psx-extreme-nr-11-2025-338/comment-page-2/#comment-5855