Strona główna » Newsy » Książka: Darran Jones (red.): „Retro Wspomnienia Lat 80”

Książka: Darran Jones (red.): „Retro Wspomnienia Lat 80”


Opublikowano: 26/01/2026 | Autor: Mic de Goc

Mówi się, że czas spędzony z wciągającą książką to jak wizyta dobrego przyjaciela. W przypadku wydanych w lipcu ub. roku „Retro Wspomnień lat 80” można to porównać do wizyty Dennisa Rodmana albo kogoś wracającego właśnie ze święta Holi. Jest barwnie, kolorowo i już sama okładka powoduje u osób ciepło wspominających elektroniczną rozrywkę lat 80-tych gwałtowny wzrost dopaminy i uśmiech na twarzy. Nostalgia do zamierzchłych czasów naszych pierwszych gier komputerowych wypływa tutaj z każdej strony. Czujemy że mamy do czynienia z jedną z nielicznych pozycji, która przywołuje wspomnienia nie tylko konkretnych obrazów, ale też dźwięków i zapachów. Jeden egzemplarz tego albumu powinien być przechowywany w Sèvres jako wzór książki, którą się „kupuje wzrokiem”.

Darran Jones

Retro Wspomnienia lat 80″ powstały jako praca zbiorowa zawierająca przedruki z brytyjskiego czasopisma Retro Gamer. Magazyn ten wydawany jest od 1-go stycznia 2004 i zawiera artykuły dotyczące, jak sama nazwa wskazuje, czasów określanych przez graczy mianem „retro”. Można go zamówić przez internet i ktoś, kto regularnie do niego zagląda, będzie wiedział, czego spodziewać się po książce. Zasadnicza różnica polega na tym, że czasopismo jest wydawane w języku angielskim, a w „Retro Wspomnienia lat 80” mamy teksty przetłumaczone na język polski. W stopce redakcyjnej znajdziemy takie nazwiska jak Darran Jones (redaktor wydania), Ashley Day, David Crookes, Damiano Gerli, Graeme Mason, Rory Milne, Lewis Packwood oraz Nick Thorpe. Polskim czytelnikom osoby te raczej nic nie mówią, ale są to weterani branży, znający się na rzeczy. Już po pierwszych artykułach czujemy, że pisane są one przez ludzi z pasją i ogromną wiedzą o starych grach komputerowych.

Album zawiera 132 strony i jest wydany w twardej jak skała oprawie, na bardzo dobrym jakościowo, grubym papierze. Wymiary 30 x 23,5 cm powodują, że zajmuje on sporo miejsca, ale wygląda tak dobrze, że na pewno powinien znaleźć się na półce w wyeksponowanym miejscu. Na środku okładki znajdziemy propozycję nie do odrzucenia: „Wybierz się w podróż w czasie do ukochanej dekady gamingu” i to chyba najkrótsza i zarazem najbardziej trafna recenzja tej pozycji. Jeśli porównać czytanie „Retro Wspomnień lat 80″ do lektury innych opracowań z tego gatunku, to jak przyrównać podróż Fabią w gazie do jazdy Challengerem z napędem na tył. Oba auta doprowadzą nas do celu, ale Skoda bardziej przewidywalnie, a Dodge zdąży w tym samym czasie zaliczyć więcej celów, zarzucając lekko tyłem na każdym zakręcie i wywołując większe emocje.

Out Run

Przy tego typu wydaniach, które są przedrukami angielskich tekstów, jedną z kluczowych rzeczy decydujących o odbiorze książki jest tłumaczenie na język polski. Mam tutaj ambiwalentne odczucia. Z jednej strony tłumacz (Maciej Hopek) chciał na pewno wiernie oddać treść oryginałów, z drugiej jednak niektóre fragmenty przełożył zbyt dosłownie, przez co brzmią nienaturalnie. Przykłady? „Super Mario Bros to klasyczna platformówka, od razu przystępna dla graczy, której dziedzictwo sięga daleko„, albo „Wyścigówka od Taito nie tylko kazała zmieścić się w wyśrubowanym limicie czasu, ale przede wszystkim nakazywała agresywne ściganie przestępców na pełnym gazie – z gwarantowanym efektem WOW!”. Może ktoś poczuje imersję i zadowolenie z lektury literalnie przetłumaczonego oryginału, ale na pewno będą i tacy, którym taki język translacji przeszkadza. Na pewno czuć tutaj emocje autorów teksów, ich ekscytację z pisania o rzeczach bliskich ich sercu, pewnego rodzaju magię rodzącą się z zamiłowania do starych gier. To dobrze, ale pewne sformułowania zdecydowanie mogłyby mieć bardziej swojską konstrukcję.

Retro Wspomnienia lat 80″ zawierają kilkadziesiąt artykułów, dłuższych i krótszych, które w zasadzie dotykają większości aspektów związanych z gamingiem dawnych czasów. Mamy tutaj opisy gier, komputerów, konsol, automatów i ogólnie okresu, w którym branża gier video mocno się rozrosła i wywarła wyraźny wpływ na życie wielu ludzi, w tym na autora niniejszego artykułu. Możemy poczytać o Atari 2600, Commodore 64 (pisk komputera podczas wgrywania się gry z kasety magnetofonowej mam w uszach do dzisiaj), ZX Spectrum, NES-ie, Game Boy-u i innych sprzętach. To chyba jedna z niewielu książek z tej dziedziny, która posiada swoich cyfrowych głównych bohaterów, m.in. Pac-Mana, Mario, Willy’ego, Sonica i Linka – postaci, bez których świat gier byłby ubogi. Nie jest też niespodzianką, że znajdziemy tutaj artykuły dotyczące Tetrisa, OutRun-a czy The Last Ninja, bo to przecież legendarne pozycje i klasyka jak utwory Chopina czy Bacha dla słuchaczy radiowej Dwójki.

Atrakcyjności książce dodają wywiady z twórcami oryginalnych gier tamtych czasów, założycielami firm gamingowych, współtwórcami sukcesu całej branży. Dowiemy się na przykład, jak Philip Oliver wyciskał ostatnie soki z ZX Spectrum, żeby Dizzy prezentował się tak kolorowo, jak go podziwiamy do dzisiaj. Przeczytamy, kiedy Jon Stoodley nabił 3 333 360 punktów w Pac-Manie i czym inspirowała się, niestety już świętej pamięci, Rieko Kodama tworząc gry na Segę Mega Drive. Te i inne wypowiedzi ludzi stojących za sukcesem elektronicznej rozrywki lat 80-tych są z pewnością ciekawym uzupełnieniem pozostałych materiałów.

Sega Mega Drive

Kolejną cechą, typową zresztą dla wydawnictw Retro Gamera, są efektowne barwne ilustracje: mniejsze, większe, niektóre nawet na dwie strony, jak te przedstawiające stare automaty do gier. Mamy tutaj zrzuty ekranów z gier, zdjęcia sprzętów i fotki ludzi z branży. Jest barwnie, kolorowo i gdy na nie patrzę, na myśl przychodzą mi stare reklamy gier i sprzętu z zachodnich katalogów firm wysyłkowych Quelle, Otto czy Baur. Wywołuje to we mnie wspomnienia czasów, w których posiadanie kolorowego wydawnictwa było samo w sobie atrakcją, bo o większości opisywanych w albumie cudeniek przeciętny, żyjący w szarej komunistycznej rzeczywistości Polak mógł tylko pomarzyć.

Poza dyskusyjnym tłumaczeniem mam zastrzeżenia do jeszcze dwóch rzeczy, jakie mi przyszły do głowy po lekturze „Retro Wspomnień lat 80„. Pierwszą z nich jest lekki chaos w układzie książki. Na jednej stronie mamy recenzję gry, na kolejnej opis sprzętu, potem wywiad, ponownie wracamy do gier, gdzieś się pojawi tekst o automacie arcade czy historia bohatera. Co rusz niespodzianka. Nie każdemu spodoba się mało logiczny układ albumu i przeskakiwanie z tematu na temat. Drugą bolączką utrudniającą pozytywny odbiór jest zbyt mała czcionka, szczególnie w opisach zdjęć. Nie posiadając sokolego wzroku będziemy się męczyć podczas lektury i po paru stronach nasze oczy zażądają niezwłocznej przerwy. Podziwiam twórców książki za te wszystkie wnikliwe analizy, komentarze, trafne opisy i recenzje, ale dużo lepiej by się je czytało, gdyby kosztem wielkości niektórych zdjęć zwiększyć czcionkę i ułatwić nam życie.

Dla fana starych gier książka „Retro Wspomnienia 80” powinna stać się pozycją obowiązkową. Nie przejdzie obok niej obojętnie pasjonat prasy komputerowej, dawny posiadacz Atari czy Amigowiec, który pierwsze pętle w Stunt Car Racer zaliczał na A500 podłączonej do Rubina, wyświetlającego wszystkie odcienie zieleni. Do lekkiego chaosu związanego z układem rubryk można się po kilku stronach przyzwyczaić, do tłumaczenia również, a od tekstów pisanych lekkim piórem, pełnych treści i często bardzo emocjonalnych, trudno mimo małej czcionki się oderwać.

Okładka przednia
Okładka tylna
Gry wydane w roku 1984
Commodore 64
Mario
Gry na Atari

źródła zdjęć:
zbiory własne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

16 Komentarzy

  1. „Z jednej strony tłumacz (Maciej Hopek) chciał na pewno wiernie oddać treść oryginałów, z drugiej jednak niektóre fragmenty przełożył zbyt dosłownie, przez co brzmią nienaturalnie. Przykłady? „Super Mario Bros to klasyczna platformówka, od razu przystępna dla graczy, której dziedzictwo sięga daleko„,”

    Powyższe zdanie jest napisane (przetłumaczone) poprawnie. Jego środkowa część jest wtrąceniem – oddzielonym przecinkami. Można by owe zastąpić nawiasami albo myślnikami, ale nie ma takiej potrzeby.

    Ja bym się, w tym przypadku, nie dopatrywał nienaturalności. xD

    „albo „Wyścigówka od Taito nie tylko kazała zmieścić się w wyśrubowanym limicie czasu, ale przede wszystkim nakazywała agresywne ściganie przestępców na pełnym gazie – z gwarantowanym efektem WOW!”.”

    To i tak dobrze, że gangusy nie jechały na podwójnym. Nie no, przecinek bym dał przed „na” i tyle. Również nie dopatruję się tutaj nienaturalności.

    1. Nie żebym był drugim Miodkiem czy Papkinem. Aczkolwiek w temacie poprawnego formułowania zdań – aby był (jak ja to określam) flow czytania – siedzę już od dłuższego czasu. Przede wszystkim tutaj, na ZP, gdzie taśmowo produkuję kolejne komentarze.

      Tak więc – Maciej Hopek (jeżeli przeczytałeś powyższą recenzję i zabrałeś się za lekturę komentarzy)… wykonałeś dobrą robotę podczas tłumaczenia tejże książki (a przynajmniej powyższe przykłady uważam za poprawne; więcej ich nie ma? zatem jest ok). Mówię to Tobie ja. Troll wytrawny serwisu ZP, piszący także do szuflady. Od… dekad.

      „Na pewno czuć tutaj emocje autorów teksów, ich ekscytację z pisania o rzeczach bliskich ich sercu, pewnego rodzaju magię rodzącą się z zamiłowania do starych gier.”

      Dokładnie! Gdy chce się w sekundę przekazać 100 myśli. Co ślina na język przyniesie. Ale szczerze. Od serca. Sam czasem piszę tutaj w ten sposób. Tłumacz oddał ten vibe.

      1. Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na ten temat. Ciekawy jestem opinii innych czytelników i wrażeń z czytania tej książki. Gramatycznie jest bez żadnych błędów, zwróciłem tylko uwagę, że niektóre zdania mogłyby brzmieć w języku polskim bardziej naturalnie. Ale to chyba też kwestia indywidualnego odbioru.

    2. „(…) okresu, w którym branża gier video mocno się rozrosła i wywarła wyraźny wpływ na życie wielu ludzi, w tym na autora niniejszego artykułu. Możemy poczytać o Atari 2600, Commodore 64 (pisk komputera podczas wgrywania się gry z kasety magnetofonowej mam w uszach do dzisiaj), ZX Spectrum, NES-ie, Game Boy-u i innych sprzętach.”

      Ja miałem Schneidera. W uszach mam bardziej… szmer „ładowania się” gier. Popiskiwania też, takie „uuu iii uuu” co jakiś czas. Choć przecież technologia (w obu sprzętach) jest identyczna. Wspomnienia. Nostalgia. W pełni rozumiem.

      „To chyba jedna z niewielu książek z tej dziedziny, która posiada swoich cyfrowych głównych bohaterów, m.in. Pac-Mana, Mario, Willy’ego, Sonica i Linka – postaci, bez których świat gier byłby ubogi.”

      Gdyby ich nie było, to świat gier nie byłby ubogi. W grach nie ma siostry Duke Nukem. I co? I giereczkowo jest przez to uboższe?

    3. Za to są… córki Blazkowicza (nader wygadane). Jak ten czas gna, to głowa mała. Lara Croft nie myśli o potomstwie? Doomguy też nie? Oraz Lo Wang? A także Postal Dude? Można by tak długo jeszcze wymieniać. Tymczasem latka lecą.

      „Kolejną cechą, typową zresztą dla wydawnictw Retro Gamera, są efektowne barwne ilustracje: mniejsze, większe, niektóre nawet na dwie strony, jak te przedstawiające stare automaty do gier.”

      To ile ta książka ma łącznie stron? Wczoraj przyjrzałem się spisowi treści, dzieła od „Pisariona 3000″…

      „257 Duke Nukem Forever: Za duże ambicje
      273 Epic Mickey 2: Korpo ma własne plany”

      16 stron o Księciu? Groovy! Bym musiał się przejść do Empiku, by to zobaczyć na własne oczy. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie mam najmniejszego „ale” do tejże pozycji. Jedynie ciekawi mnie zagospodarowanie treścią – takiego areału.

    4. „Jest barwnie, kolorowo i gdy na nie patrzę, na myśl przychodzą mi stare reklamy gier i sprzętu z zachodnich katalogów firm wysyłkowych Quelle, Otto czy Baur.”

      „Quelle”! Wielgachne bydlę, jakby z tuzin kwartalników ułożyć jeden na drugim. U dziadków na stole. Nieraz przeglądałem. Zwłaszcza część poświęconą bieliźnie. xD Jakże wiele stron cieszących oczy i pobudzających wyobraźnię.

      Mic de Goc – co Ty za wspomnienia u mnie przywołałeś! Dziękuję!

      „Wywołuje to we mnie wspomnienia czasów, w których posiadanie kolorowego wydawnictwa było samo w sobie atrakcją, bo o większości opisywanych w albumie cudeniek przeciętny, żyjący w szarej komunistycznej rzeczywistości Polak mógł tylko pomarzyć.”

      Oj tam, oj tam.

    5. Miałem wiele zestawów „Lego” (wliczając TECHNIC, ze silniczkami), miałem wiele elementów kolejki „H0” (uwzględniając zwrotnice automatyczne i ręczne), konsumowałem czekolady „Ritter Sport”, do szkoły nosiłem dwukomorowy piórnik. Wspominałem tutaj o tym niedawno, aczkolwiek już nie pamiętam pod którym artykułem, gdyż sieję tutaj tymi swoimi komentarzami na lewo i prawo, w górę i w dół, praktycznie pełne 3D w Full HD i przy 144Hz. Byłem swoistym… geekiem w PRL-u. Nie chcę, bynajmniej, żeby brzmiało to jako moje chwalenie się. Ot, po prostu dzielę się swoją przeszłością z Wami, Czytelnikami ZP. No to może jeszcze mała dygresja i… ciekawostka.

    6. DYGRESJA

      Dziadkowie otrzymali kiedyś od „wujka” (z RFN czy NRD, nie pamiętam) aparat fotograficzny. Jakże ucieszyłem się, gdy podczas otwierania ogromniastej paczki – na jednym z pudełek przeczytałem CAMERA, po czym… jakże zawiodłem się, gdy na tymże opakowaniu zobaczyłem przedstawiony… no właśnie… zwykły aparat fotograficzny. Ale i tak on był dla dziadków, oczywista sprawa. Przecież nie miałem żalu, że nie dla mnie. No dobrze, miałem, ale taki lekki. Wszak nie można mieć w życiu wszystkiego. Jak się takie coś nazywa? Rozbestwienie. Stąpałem na jego pograniczu?

    7. CIEKAWOSTKA

      Kiedyś, gdy z nudów ryłem im w szafie w sypialni (młody Anarki nie był chyba… najostrzejszą kredką w piórniku, bez względu na liczbę zamków błyskawicznych w nim)… natrafiłem na circa kilkanaście pewnych zdjęć schowanych między ciuchami. Zdjęć dziadków (!). Na szczęście detale całkowicie umknęły mi już z pamięci. Lepiej do tego nie wracać, IYKWIM.

    8. Wracając jednak do powyższej recki…

      „Na jednej stronie mamy recenzję gry, na kolejnej opis sprzętu, potem wywiad, ponownie wracamy do gier, gdzieś się pojawi tekst o automacie arcade czy historia bohatera. Co rusz niespodzianka.”

      Może taki właśnie był zamysł. Aby lektura nie nudziła/nie męczyła. Gdyby pewnego razu tak właśnie zrobił kwartalnik? Albo miesięcznik? Na próbę? Ryzykownie. Chyba. A może i… odświeżająco? Przecież taki „Reset” (a obecnie „amaZINg”) cudował niemiłosiernie ze wszystkim, z czym tylko mógł. No tak, ale to było kiedyś. Poszczególnymi tematykami – nawet on nie brejkdensował na swych łamach.

    9. „Drugą bolączką utrudniającą pozytywny odbiór jest zbyt mała czcionka, szczególnie w opisach zdjęć. Nie posiadając sokolego wzroku będziemy się męczyć podczas lektury i po paru stronach nasze oczy zażądają niezwłocznej przerwy.”

      Czy oryginalny wydawca miał świadomość, do jakiej grupy docelowej skierował tę książkę? A nasz? Z tym zarzutem zgadzam się w pełni. Oczywiście jestem w stanie czytać mniejsze czcionki, ale… kiedyś mi to szło lepiej, gdy ściągi sobie drukowałem – „czwórką” bodajże. Czy „piątką”? Już nie pamiętam.

    10. „Podziwiam twórców książki za te wszystkie wnikliwe analizy, komentarze, trafne opisy i recenzje, ale dużo lepiej by się je czytało, gdyby kosztem wielkości niektórych zdjęć zwiększyć czcionkę i ułatwić nam życie.”

      Dokładnie!

      „(…) a od tekstów pisanych lekkim piórem, pełnych treści i często bardzo emocjonalnych, trudno mimo małej czcionki się oderwać.”

      I o to chodzi, i o to chodzi – jak to szło w pewnym kawale, ale nie przytoczę go, gdyż ów szczypie w uczucia religijne, czego nie lubię. []

    11. Nie marudź Anarki, przecież na pierwszy rzut oka widać, że tłumaczenie jest do luftu. Do pięt nie dorasta językowo Twoim felietonom. 🙂

    12. Avok… Ty tu sobie żartujesz, tymczasem Adam Piechota jest jedyną osobą na świecie, która doceniła te moje kocopoły (same w sobie). Ów napisał tutaj tak…

      „Anarki, Tobie szczególnie dziękuję za wierne towarzyszenie mi (metaforyczne, ale jakże istotne) w dziale felietonów. Wiem, że zawsze je czytałeś. I wielokrotnie uśmiechnąłem się, czytając felieton o własnym felietonie.”

      https://zapach-papieru.pl/2025/11/psx-extreme-nr-11-2025-338/comment-page-2/#comment-5855