W związku z uruchomieniem rubryki Książki zamieszczamy w niej w pierwszej kolejności nowe pozycje oraz te, które były opisywane wcześniej na Zapachu Papieru. Jeśli jednak w biblioteczkach któregoś z nas znajduje się jakaś pozycja warta wspomnienia to czemu jej nie opisać, nawet jeśli ma kilka lat? Tak jest z książką Marcina Kosmana „222 polskie gry, które warto znać” z 2020 roku, wydaną przez Open Beta.

„222 polskie gry, które warto znać” to bogato ilustrowany album, zawierający tytułowe 222 pozycje z lat 1983-2019. Jest to druga książka Marcina Kosmana, po niezwykle popularnym „Nie tylko Wiedźmin”. Jako że czytelnicy tamtej pozycji narzekali na brak zdjęć, tym razem autor postanowił wydać album. Jego niewątpliwą zaletą jest twarda oprawa i błyszczący papier. Niestety każdą grę przedstawiono tylko jednym screenem, niemiłosiernie rozciągniętym na dwie strony oraz krótkim opisem, zawierającym podstawowe informacje o tytule. Jednak czasem trafiają się ciekawostki i anegdoty twórców.
O ile wartość merytoryczna książki stoi na wysokim poziomie (m.in. konsultantem był Bartłomiej Kluska), to oprawa graficzna pozostawia wiele do życzenia. Tekst nieraz zlewa się z tłem. Dobrane zrzuty ekranu są powiększone i przez to brzydkie. Czasem dochodzi do sytuacji, że postać gracza znajduje się na środku książki w zgięciu stron, przez co jest ona mało widoczna. Farba, nawet po latach, zostawia ślady palców. Pod względem treści jak i od strony graficznej dużo lepiej prezentuje się niedawno wydana seria CD-Action „Gry, które trzeba znać”.
Jednak mimo wszystko polecam „222 polskie gry, które warto znać” jako sentymentalną podróż w czasy, gdy grało się we wszystkie gatunki. Z wielu prezentowanych tytułów, my jako Polacy, możemy być naprawdę dumni. Książka nie jest obecnie dostępna w oficjalnej sprzedaży, pozostaje zakup z drugiej ręki.




źródła zdjęć:
https://facebook.com/marcin.kosman
https://zapach-papieru.pl
Wydawnictwo Open Beta

Przyjemna pozycja, którą miło się kartkuje. Duże kolorowe strony i zwięzłe opisy nadają się idealnie do sporadycznego przeglądania, jak nie chce się nic konkretnego czytać.
Na tle konkurencji, nadal oryginalny tytuł.
„Czasem dochodzi do sytuacji, że postać gracza znajduje się na środku książki w zgięciu stron, przez co jest ona mało widoczna.”
Ale dzięki temu mamy „ragdoll physics” w princie!
„Farba, nawet po latach, zostawia ślady palców.”
Ślad to raczej powinna zostawiać w pamięci Czytelnika!
A teraz już poważnie. Na jutubowym „Kanale Konsolowym” posłuchać można rozmowy z Marcinem Kosmanem, o wyżej zrecenzowanej (jego autorstwa) książce…
https://www.youtube.com/watch?v=Eshwc1eDbsI