|
Rok urodzenia: 1973
W maju 2000 roku Marek Konderski opuścił wydawnictwo ZPR Express. Przez jakiś czas współpracował z PC Kurierem LUPUS-a, po czym w październiku 2000 roku przeszedł do redakcji dwutygodnika Komputer Świat, wydawanego przez Axel Springer Polska. Trafił do działu Hardware, którego po roku został szefem. Po siedmiu latach po raz kolejny zmienił barwy, rozpoczynając pracę w Bauer Media. Był redaktorem naczelnym pism komputerowych należących do wydawnictwa: miesięczników NEXT (2009) i PC Format (2009-2017). Odszedł z Bauera w listopadzie 2017 roku i od tego jest poza branżą prasy komputerowej, realizując się jako PR Manager i Scrum Master w firmach doradczych (CROO S.A., GAMMA PR, Sii Poland). W 2019 roku Marek [Hammer] Konderski przypomniał się fanom gier na imprezie Pixel Heaven, gdzie został zaproszony na panel dyskusyjny poświęcony magazynowi Reset, Panel, w którym uczestniczyli także inni redaktorzy pisma (m.in. Emil [Emilus] Leszczyński, Piotr [Micz] Mańkowski i Jacek [User Jama] Marczewski), poprowadził Michał [Krooger] Cichy. Marek Konderski jest absolwentem kierunków Zarządzania oraz Mechaniki, robotyki i automatyki na Politechnice Warszawskiej. Ciekawostki:
Wywiad z Markiem Konderskim, przeprowadzony przez Zapach Papieru w lutym 2022 roku:
- Druga połowa lat 80-tych, Klub Mądrych Gier w warszawskim Pałacu Młodzieży. Co tam robił młodociany Marek Konderski? W Świecie Młodych pojawił się konkurs na stworzenie gry. Przypominam, że wówczas mało kto miał komputer (i na pewno nie peceta), więc że czasu było dużo – wymyśliłem coś o nazwie „Walka o ogień”. No i okazało się, że zwróciło to uwagę jury. I wtedy, jeśli dobrze pamiętam, pojawiło się zaproszenie do Klubu Mądrych Gier w Pałacu Młodzieży. - Ile zrobiłeś planszówek? O jednej wiem, tej ze Świata Młodych. Tylko jedną – tą na konkurs Świata Młodych. Nawiasem mówiąc plansza wydrukowana w ŚM była o jedno pole krótsza, cała się nie zmieściła. - Co w Twoim przypadku było pierwsze: gry planszowe czy komputerowe? Co Cię bardziej pociągało? Planszówki były dostępne znacznie łatwiej i sporo z nich było naprawdę świetnych jak na tamte czasy – np. "Gwiezdny kupiec". Ale wiadomo – bardziej atrakcyjne były gry komputerowe. Te jednak przyszły dużo później z prozaicznego powodu – nie miałem komputera. Niestety ominęło mnie wszystko co związane z grami figurkowymi. W sumie żałuję, bo jak patrzę jak dzieciaki malują figurki to widzę, że to całkiem niezła zabawa. - Jaki miałeś pierwszy komputer, a może mikrokomputer? Mój pierwszy komputer kupiłem na drugim roku studiów. Pecet z procesorem 486DX2 i 8 MB RAM. Rakieta jak na tamte czasy. - W branży gier pojawiłeś się dość późno, bo dopiero w 1997 roku w Resecie.
Podobno zwerbował Cię Piotr [Micz] Mańkowski. Nie próbowałeś załapać się gdzieś wcześniej?
Tak to prawda. Piotrek zbierał ekipę do nowego magazynu. A nigdy nigdzie wcześniej nie startowałem, bo do głowy mi nie przychodziło, że mogę pisać teksty. Okazało się, że idzie mi to na nawet strawnym poziomie i przez jakiś czas wydawało mi się, że skoro ja mogę to każdy może pisać. Po latach pracy jednak zrozumiałem, że nie każdy :). Jedni są wybitni, inni przeciętni a inni naprawdę powinni przeczytać to, co napisali i zastanowić się nad tym kilka razy.
- W Resecie prowadziłeś m.in. rubrykę z komiksami. Lubisz komiksy? Komiksy, kreskówki, anime – bardzo lubię. A wtedy było u nas tego tyle co nic. Teraz jest nieporównywalnie więcej i siłą rzeczy wszystkiego nie da się obejrzeć, ale też nie warto – im więcej widziałeś tym bardziej wybredny się robisz, bo sporo rzeczy jest wtórne – zwłaszcza w anime. Komiks został w poprzednim ustroju celowo sprowadzony do „takich obrazków dla dzieci” i ogromna rzesza ludzi bez zastanowienia powtarzała to hasło, które jest absolutną nieprawdą. Dlatego doszedłem do wniosku, że można pokazać co ciekawsze tytuły na łamach Resetu. Wyszło wcale nie najgorzej. - Skąd się wziął nick: Hammer? Wiesz, pytam bo pseudonim „młotek” to dość oryginalne... To taka trochę żartobliwa ksywa z podstawówki. Jak ktoś ma ciężki pomyślunek i jest mało subtelny – zupełnie jak młotek. - Po ośmiu numerach w Resecie nastąpiły zmiany: zwolniono Usera Jamę, część redakcji z Miczem na czele w geście solidarności opuściła pismo. Ty zostałeś, awansując najpierw na zastępcę, następnie redaktora naczelnego. Byli koledzy nie mieli Ci tego za złe? Oczywiście, że mieli. Większość niesnasek udało się wyjaśnić dopiero po wielu latach. To jest trochę tak, że każdy ma swój punkt widzenia i uważa go za jedyny słuszny. Zapomina, że takie punktu są różne i z innych widać co innego, a z niektórych znacznie więcej. Więc nie zawsze to co uważamy za słuszne jest słuszne. A nagminny błąd – to brak próby rozmowy i wyjaśnienia swoich stanowisk. Druga ważna rzecz – są tacy ludzie, którzy źle się czują jak jest spokój i są chorzy jak nie nakręcą jakiejś draki, kogoś nie skłócą. Źle się z nimi pracuje. Tym bardziej, że zazwyczaj są do rany przyłóż i potrafią manipulować innymi. Za późno się zorientowałem co się dzieje. I parę razy dałem się wpuścić w kanał i zanim zorientowałem się, że niektóre rzeczy wyglądają zupełnie inaczej niż mi się wydawało, było już „po ptokach”.
- Jak wspominasz pracę w Resecie? Jaka była atmosfera? Co do atmosfery w redakcji, bywało różnie. Było czasami, super, czasami tak normalnie, a czasami kiepsko. Ale zazwyczaj lepiej niż gorzej. To zależy kogo się zapyta. Trzeba pamiętać, że to jednak była praca i siedząc osiem godzin w redakcji nie można było uprawiać niekończącej się imprezy – trzeba było też uczciwie popracować. Z perspektywy lat oceniam to wszystko bardzo pozytywnie, choć wstyd mi za to jak bardzo amatorski poziom wówczas reprezentowałem. - Byłeś dwukrotnie redaktorem naczelnym. Powiedz, czy samodzielnie decydowaliście o kształcie magazynu, mieliście swobodę twórczą, błogosławieństwo i bezwzględne zaufanie wydawcy? A może wszystko robiliście pod dyktando Grzegorza Lindenberga? Jestem złym adresatem tego pytania – kontakty z Lindenbergiem miał Piotrek Mańkowski i to też chyba nie za długo, w tej kwestii nie czuję się władny udzielić odpowiedzi. W każdym razie ja pana Lindenberga widziałem raz, na imprezie otwierającej Reset, ale nigdy z nim nie rozmawiałem. A prezesa ZPR w sumie ze 3-4 razy. Zasadniczo "góra" nigdy nie wcinała się w to, co robiliśmy. Pamiętam może ze trzy momenty, gdy coś chcieli. Pierwszy (ale to z opowieści), gdy kazali zmienić reklamę telewizyjną Resetu, bo syn (wnuk?) prezes jej nie zrozumiał. Drugi, gdy zrobiliśmy „artystyczna okładkę” bez żadnych napisów, a drukarnia podlała czarnej farby i wyszło bure coś (i bez napisów), tu była zjebka, że takie coś się nie sprzeda. W sumie zjebka była słuszna. Trzeci raz to był dywanik (ale to nie za mojej kariery), gdy goście od komisu narysowali kilka roznegliżowanych kobiet (scena ostrej imprezy) i (o to była awantura), jeden z detektywów wpadał do tego pokoju z okrzykiem „Salvatore, ty lachociągu!” Dalej już miało być bez takich ekscesów. Ale generalnie to góra nigdy nie interweniowała w treść i kierunek w jakim szedł magazyn. W kolejnej części komiksu (już wydanej osobno) bohaterowie wracają do tej postaci, która wówczas ma wizytówkę na drzwiach „Salvatore – lachociąg” :). Ale wtedy to już nie miało nic wspólnego z Resetem.
- „Odloty” wyróżniały Reset na tle konkurencji. Ale czy wrzucanie 20 stron publicystyki nie o grach do pisma o grach nie było przesadą? Zawartość magazynu zależy od stopnia dojrzałości rynku. Jeżeli rynek jest mocno niedojrzały i mamy na nim mało tytułów, to zazwyczaj jest tak,
że czytelnik kupuje jeden magazyn. I chciałby mieć w nim wszystko, co go interesuje. W miarę rozwoju rynku magazynów robi się coraz więcej i ich tematyka się zawęża, bo jak ktoś ma szerokie
zainteresowania to kupi kilka magazynów. Dzisiaj magazyn o wszystkim raczej nie miałby racji bytu. - Dlaczego odszedłeś z Resetu? Wypalenie, zwolnili Cię, wygryzł Cię DeStroyer? Długo zresztą po Twoim odejściu nie pociągnęli...? Tego dnia na grupie dyskusyjnej przeczytałem, że zmienia się naczelny w Resecie. Poszedłem to wyjaśnić i dostałem wypowiedzenie umowy o pracę. Tak że formalnie zostałem zwolniony. Czy wygryzł mnie DeStroyer – nie. Zaproponowali mu posadę, on mnie nie znał, ja jego też, pasowało mu i przyjął. Jakby on nie przyjął to znaleźli by kogoś innego. Wygryzł mnie zupełnie kto inny (nie będę pokazywał palcem), kto chciał sobie podporządkować redakcje Resetu i WWW i stwierdził, że jestem niewygodny i nie będę robił biernie tego co mi każą. - Jeśli chodzi o prasę grową, Reset był Twoim jednorazowym wybrykiem. Potem przerzuciłeś się prasę komputerową i sprzęt. Wolisz hardware od gier? Zawsze bardziej wolałem sprzęt od oprogramowania. Generalnie – lubię zabawki, a sprzęt to zawsze jakaś zabawka. Nieważne czy to procesor, pralka, kolejna piła czy samochód – w zależności od preferencji wszystko daje odpowiednio dużo frajdy. Co nie znaczy, że nigdy nie zdarzyło mi się testować i opisywać oprogramowania. Gry to inna bajka, bo to w sumie też zabawki, dlatego zawsze mi się podobały. Jednak z czasem zrozumiałem, że nie podobają mi się gry jako takie, tylko te w które lubię grać, a czas tych minął. - Czy grywasz teraz w gry komputerowe? Jeśli tak to na czym / w jakie? No i tu właśnie jest problem. Nie ma już gier, które lubię. Uwielbiałem RTS’y – Warcraft, Starcraft, Command & Conquer, oraz
takie proste co to idziesz do góry lub w prawo i strzelasz do wszystkiego co się rusza. Teraz dominują FPP a to nigdy nie była moja bajka. Raz tylko miałem taki rok, że namiętnie grałem online
w DC Universe, bo przypadkiem trafiłem na świetny klan. Ale ludzie się rozeszli i odeszła ochota do gry. Dla mnie problemem współczesnych gier jest to, że polegają na rywalizacji, a ja
tego nie znoszę – to ma być frajda. Choć jak dla kogoś rywalizacja jest zabawą, to może nieźle się bawić. Dla mnie to nie jest fajne. Jak graliśmy w Quake'a w redakcji to najbardziej
podobały mi się konkursy skoków do lawy lub walka na topory. Bo to był fun w czystej postaci.
- Przez kilkanaście lat pracowałeś w prasie komputerowej w dwóch dużych korporacjach. Czym się różni Bauer od Axel Springera? Czytając Twoje komentarze, Bauer trochę Ci dopiekł. Uwaga pro forma – teraz to jest Ringier Axel Springer, ale ja już zawsze będę mówił na to Axel :).
- Twoja twarz od 25 lat przewija się w prasie drukowanej, można Cię spotkać na eventach, oglądnąć w serwisie YouTube. Czy jesteś osoba rozpoznawalną? Zaczepiają Cię na ulicy, podpisujesz się na koszulkach? Nie! Na szczęście jestem kompletnie anonimowy :). Ta branża bardzo szybko zapomina. Poza tym to tragedia jest jak gdzie się nie ruszysz tam trafiasz na kogoś kto cię zna. Choć potrafi to być bardzo miłe i w wielu sytuacjach ogromnie ułatwia życie to jest też męczące i ma swoją ciemną stronę. Osobiście tego nie doświadczyłem, ale mam rozpoznawanego znajomego i jak tylko gdzieś razem wyjdziemy to zawsze trafia na swoich fanów. Co zazwyczaj jest miłe, ale raz jakiś typ chciał go pobić. - Razem z redaktorami Resetu gościłeś na Pixel Heaven 2019. Ukazał się także numer okolicznościowy pisma. Czy ludzie pamiętają jeszcze „magazyn cyber niekulturalny”? Spotkałeś jakiś fanów sprzed lat? Pixel jest kierowany do nieco starszego czytelnika. I taki czytelnik pamięta Reset. Co do fanów, nie kolekcjonuję starych wspomnień, więc jak coś szczególnie nie zapadło mi w pamięć to po tylu latach raczej nic z tego nie pamiętam. Poza tym – umówmy się – zadowolony klient zazwyczaj siedzi cicho, awanturuje się ten komu się coś nie podoba. A Reset nie był zły i nie gromadził jakiś wybitnych malkontentów, którzy zaleźli za skórę. Dlatego fajnie było zobaczyć tyle osób, które pamiętały i kupowały Reset, ale niestety personalnie nikogo nie kojarzę. Magazyn kupowało kilkadziesiąt tysięcy osób, nawet jakby nie byli anonimowi to trudno ich spamiętać :). - Na panelu dyskusyjnym pojawili się głównie naczelni Resetu, a co z resztą zespołu? Czy utrzymujesz kontakt z kimś ze starej ekipy? Z większości osób moje drogi się rozeszły. W zasadzie kontakt mam z kilkoma osobami. Z jedną przez wiele lat współpracowałem i nadal troszkę współpracuję. Ale Reset to było dawno temu, każdy poszedł w swoją stronę i robi coś innego. - Po latach poszczególne redakcje przyznają, że korzystały lub wspomagały się pirackimi kopiami gier? Jak to było w przypadku Resetu? Tylko szczerze proszę albo w ogóle. Przypomnijmy, że kiedyś nie było innego softu niż piraty. Potem weszła ustawa abolicyjna i wszystko zaczęło się zmieniać. Ale nie od razu. Reset w założeniach miał korzystać wyłącznie z oryginałów dostarczonych przez dystrybutorów. I na początku Micz z Userem tak to prowadzili. Jednak teoria - teorią, a życie – życiem. Ludzie chcą grać w nowe gry i czytać o nich. Trzeba dać czytelnikom, to czego oczekują i co sobie skołują – legalnie lub nie. Nikt nie kupi gazety, która opisze gry miesiąc lub dwa po konkurencji. Dystrybucja legalnych wersji jeszcze w tamtych czasach trochę kulała. Więc to było tak trochę wymuszone przez rynek. Pomijam już fakt, że współpraca na linii dystrybutor - media bardzo często nie była współpracą, tylko relacją na zasadzie "dziel i rządź". Jak choćby słynne porozumienie o nie zamieszczaniu pełnych wersji w magazynach. Jak przyszło co do czego i trzeba było wyegzekwować sankcje to dystrybutorzy (oprócz jednego) wycofywali się rakiem, aż się kurzyło. Oczywiście z każdym rokiem sytuacja z legalnymi wersjami wyglądała coraz lepiej. Teraz wszyscy pracują na legalnych wersjach. Wówczas był to okres przejściowy. To jest tak, że wszyscy to robią, ale nikt się tym nie chwali. Można się teraz tego wstydzić, ale nikt nie był kryształowo czysty (poza wspomnianym już Miczem i Userem).
- Jesteś obecnie poza branżą komputerową / gier. To chwilowe czy masz już dość? Tak, to już permanentne. Skończyłem z tym na dobre. Widziałem rynek z obu stron (pracowałem też jako PR dla marek sprzętowych) i w skrócie - nie podoba mi się to, co widzę. Rozumiem czemu tak się dzieje, do wielu negatywnych zjawisk sam niestety dołożyłem cegiełkę. Niestety łatwo jest płakać po fakcie. Mam tylko nadzieję, że w dłuższej perspektywie wartościowe treści nie znikną zupełnie w potopie clickbaitów. - Czy w prostych słowach da się wytłumaczyć, co robi Scrum Master? Scrum Master jest rolą w zespole scrumowym (Scrum to jeden z frameworków Agile), która dba o proces i pomaga zespołowi w stałym ulepszaniu się i rozwiązywaniu problemów. Pracuję z developerami (choć Scrum nie jest ograniczony do świata IT) i pomagam im w tym, żeby pracowali coraz lepiej. Co wcale nie znaczy – szybciej [niestety, nie zrozumiałem - przyp.aut.]. Czyli tak naprawdę wcale nie uciekłem ze świata IT. - Wiem, że tak się nie stanie, ale jeśli Grzegorz Lindenberg jutro zapukałby do Twoich drzwi i powiedział: Marek, jest pomysł na reaktywację Resetu, potrzebujemy tylko naczelnego - to co byś odpowiedział? Nic z tego. Czasy się zmieniły, magazyny drukowane odchodzą w niebyt lub muszą postarać się o swoją niszę. Poza tym na początku 2022 mamy braki papieru prasowego i stale rosnącą jego cenę. To dodatkowo utrudnia planowanie budżetu drukowanego magazynu. Teraz wszystko przeszło do internetu a ten rządzi się innymi prawami niż druk. Innymi nie znaczy, że lepszymi ani gorszymi. Po prostu innymi. Ja się w tym nie odnajduję. Znajomy mówi, że jestem za uczciwy do biznesu. Zapach Papieru, 25 luty 2022 PYTANIE BONUSOWE
Fajnie, że istnieje coś takiego, co chroni pewne rzeczy przed zapomnieniem. Podziwiam ludzi którzy mają takie hobby i poświęcają swój czas robiąc coś pożytecznego dla garstki innych osób. Ja wolę zrobić remont w domu, czy pobawić się z kotem (mam pięć – wszystkie czarne). Marek Konderski Galeria:
Spis artykułów: 1997 1998 | |||||||||||||||||||||
| Powrót na stronę główną | Powrót do spisu autorów | Powrót na górę strony |